Tanie i powszechne

Tanie i powszechne

BGK Nieruchomości ogłosił konkurs architektoniczno-technologiczny dla architektów na opracowanie projektu modelowego domu wielorodzinnego w ramach programu Mieszkanie Plus, jak poinformował resort infrastruktury i budownictwa. Modelowe domy mają być przyjazne lokalnej społeczności, a koszt ich budowy nie powinien przekroczyć 2 tys. zł netto za mkw (za stan deweloperski).

Jak pisze Portal Samorządowy, podstawową składową programu jest budowa tanich mieszkań na wynajem, z możliwością ich późniejszego wykupu na własność. W programie preferowane będą rodziny wielodzietne i rodziny o niskich dochodach, ale prawo ubiegania się o najem mają mieć wszyscy obywatele.

Jak poinformowano, budynki powstałe w ramach programu mają być funkcjonalne i nowoczesne; takie są podstawowe założenia rozwiązań architektoniczno-technologicznych dla architektów. Konkurs ruszył w czwartek, wyniki zostaną ogłoszone 12 września br.
„Musi to być zabudowa, która podwyższa jakość życia. Konkurs umożliwi zgłoszenia wniosków podmiotów zainteresowanych stworzeniem takich zasad, które podwyższyłyby jakość budownictwa i uczyniły go bardziej przyjaznym dla przyszłych mieszkańców” – powiedział wiceminister infrastruktury i budownictwa Kazimierz Smoliński. „Jedno z założeń programu Mieszkanie Plus to budowa mieszkań dopasowanych do lokalnych potrzeb. Formuła konkursu oznacza dyskusję i wpływ na kształt przyszłych rozwiązań. Konsultacje są też na etapie tworzenia planu miejscowego. A w przygotowanym projekcie kodeksu urbanistyczno-budowlanego zwiększamy udział lokalnych społeczności w planowaniu przestrzennym” – dodał wiceminister.

Rząd przyjął uchwałę ws. Narodowego Programu Mieszkaniowego 27 września 2016 roku. Zakłada ona zwiększenie dostępu do mieszkań dla osób o średnich i niskich dochodach oraz poprawę stanu technicznego zasobów mieszkaniowych wraz ze zwiększeniem ich efektywności energetycznej. Średni czynsz w mieszkaniu na wynajem, bez uwzględnienia kosztów eksploatacji oraz mediów, ma wynieść od 10 do 20 zł za mkw. W opcji najmu z docelowym wykupem mieszkania stawka czynszu ma wynieść ok. 12-24 zł za mkw.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

PIP do boju

PIP do boju

Generalny Inspektor Pracy będzie optował za zwiększeniem kompetencji inspektorów sprawdzających nadużywanie przez firmy umów zlecenia i o dzieło. Chodzi o to, by jedną decyzją administracyjną można było zamienić takie umowy na umowy o pracę.

Jak zapowiada Państwowa Inspekcja Pracy, w 2017 rok inspektorzy mają przeprowadzić ok. 79 tys. kontroli. Zmasowane odwiedziny w firmach polegać mają m.in. na sprawdzeniu przestrzegania nowych przepisów dotyczących minimalnej stawki wynagrodzenia oraz stawki godzinowej, a także tego, czy pracodawcy nie nadużywają umów cywilnoprawnych, tam, gdzie powinna być zawarta z pracownikiem umowa o pracę.

Portal pulshr.pl informuje, że w przypadku stwierdzenia wypłacania pracownikom zbyt niskich stawek kontroler ma prawo wydać nakaz wypłaty należnego wynagrodzenia za pracę w formie decyzji administracyjnej – jednak w sytuacji zmiany form zatrudnienia takiego narzędzia kontrolerzy nie posiadają.

„Zawieranie umów cywilnoprawnych w momencie, gdy powinna być zawarta umowa o pracę, wciąż stanowi poważny problem w polskich firmach. Generalny Inspektor Pracy będzie zabiegał o to, by kontrolerzy w razie wykrycia nieprawidłowości mieli w ręku narzędzie w postaci decyzji administracyjnej. Obecnie kontroler w takiej sytuacji wystosowuje polecenie do pracodawcy, ale z jego realizacją bywa różnie” – podkreśla Danuta Rutkowska, rzecznik prasowy PIP.

Jeśli chodzi o nieprawidłowości związane z formą zatrudnienia, w toku kontroli inspektor pracy może wydawać polecenia i kierować tzw. wystąpienia. Ale „wystąpienie” nie ma wagi decyzji administracyjnej, dlatego nie podlega przymusowemu wykonaniu w formie egzekucji administracyjnej. „Oczywiście inspektor ma prawo wnieść powództwo do sądu o ustalenie istnienia stosunku pracy, ale to rozwiązanie jest bardzo czasochłonne. Dziś możemy zmieniać umowę cywilnoprawna na umowę o pracę tylko wtedy, kiedy przedsiębiorca się na to zgodzi. Możemy występować do sądu, i występujemy, ale postępowanie przed sądami jest długotrwałe, pracochłonne i kosztowne. Często zdarza się, że np. po trzech latach inspektor pracy doprowadzi do przekształcenia umowy, a firmy już dawno nie ma” – mówił w Polskim Radiu Roman Giedrojć, Główny Inspektor Pracy.

Dlatego też Giedrojć zapowiada, że będzie wnosił o kolejne zmiany legislacyjne dotyczące zakresu kompetencji inspektorów pracy.

Koleją po mieście

Koleją po mieście

10 kwietnia br. mieszkańcy wrocławskich dzielnic Wojnów, Strachocin, Swojczyce i Kowale zyskają połączenie kolejowe ze Śródmieściem Wrocławia. Połączenie realizowane 13 parami pociągów jest pierwszym, które obsługiwać będzie wyłącznie miasto.

O sprawie pisze portal rynek-kolejowy.pl. Według jego informacji 10 kwietnia będzie pierwszym dniem funkcjonowania wrocławskiej kolei miejskiej, która nie ma jeszcze nazwy. Stanie się to możliwe dzięki remontowi fragmentów linii 292. Wykonały go Polskie Linie Kolejowe za kwotę 1,1 mln zł. Prace, które właśnie dobiegają końca, pozwolą na podniesienie prędkości między stacją Wrocław Sołtysowice a Wrocławiem Wojnów do 60 km/h. Oprócz naprawy nawierzchni, do ruchu pociągów pasażerskich przystosowano system sterowania ruchem kolejowym, przygotowano też perony do odprawy podróżnych.

„Wyniki ankiet przeprowadzonych przez mieszkańców jasno pokazują, że połączenia kolejowe z centrum są dla mieszkańców niezbędne. Chciało ich blisko 99 procent ankietowanych” – mówi cytowana przez „Gazetę Wrocławską” Renata Piwko-Wolny, przewodnicząca zarządu osiedla Strachocin – Swojczyce – Wojnów. – „Te pociągi, które nas najbardziej interesują, a więc jeżdżące godzinach w szczytu, dowiozą mieszkańców do centrum w ciągu 30-40 minut. To wartość absolutnie nieosiągalna samochodem, czy komunikacją miejską w szczycie porannym”.

Pociągi między Wojnowem a Nadodrzem i Dworcem Głównym będą kursowały przynajmniej do jesieni 2018 roku. Wtedy rozpocznie się zaplanowany przez PKP PLK remont kolejnego fragmentu linii Jelcz Miłoszyce – Wrocław Sołtysowice.

Polak nie ufa prawie nikomu?

Polak nie ufa prawie nikomu?

Tegoroczne wyniki globalnego rankingu zaufania ETB są dla Polski jednoznaczne – nie ufamy niemal nikomu, a w poziomie nieufności wyprzedzają nas tylko Rosjanie.

Jak informuje Portal Samorządowy, Lighthouse, firma specjalizująca się w doradztwie komunikacyjnym, zaprezentowała wyniki globalnego badania Edelman Trust Barometer (ETB), które od blisko 20 lat mierzy poziom zaufania społeczeństw do różnego rodzaju instytucji.

Wyniki dla Polski wskazują, że w rankingu zaufania do instytucji ostatnie miejsce zajmuje rząd, któremu skłonnych jest zaufać 20 proc. Polaków (wzrost o 1 proc. w porównaniu z ubiegłorocznym badaniem). Tradycyjnie najbardziej ufamy organizacjom pozarządowym, choć w porównaniu z ubiegłym rokiem liczba Polaków deklarujących zaufanie do NGO-sów zmniejszyła się o 2 proc. (z 50 do 48 proc.). Największy spadek zaufania zanotowały media (z 34 do 31 proc.) Rośnie zaufanie do biznesu, któremu jest skłonnych zaufać 40 proc. Polaków (38 proc. w poprzednim badaniu).

Jednocześnie jednak, jak zauważa portal, „Polak ufa temu, co sam znajdzie”. Wszystkie media internetowe (w tym: wyszukiwarki, portale, strony www czy media społecznościowe) stają się dla Polaków coraz bardziej wiarygodne. W tym samym czasie zaufanie do mediów tradycyjnych systematycznie spada. 51 proc. Polaków jest skłonnych bardziej zaufać wynikom wyszukiwarek internetowych niż redaktorom z krwi i kości (49 proc.).

„Polacy coraz częściej bezkrytycznie wierzą temu, co przeczytają w Internecie. W tym samym czasie odrzucają treści serwowane przez tradycyjne media. To powoduje, że coraz częściej obserwujemy pączkowanie tzw. fałszywych wiadomości. Te trafiają niestety na podatny grunt – ponad 60 proc. z nas przyznaje, że nigdy bądź bardzo rzadko zmienia swoje stanowisko wobec ważnych społecznie kwestii” – mówi Przemysław Mitraszewski z Lighthouse. „Dodajmy do tego fakt, że prawie połowa Polaków nie słucha ludzi i organizacji, z których poglądami się nie zgadza, co więcej 4 razy chętniej pomija informacje, które nie są spójne z ich wizją rzeczywistości. Ta sytuacja pokazuje, że naprawdę coś się zmieniło. I nikt, kto zajmuje się komunikacją, nie powinien bagatelizować tej zmiany” – dodaje Mitraszewski.

Najbardziej ufamy osobom podobnym do nas samych (Indeks Zaufania równy 55 pkt.) oraz ekspertom akademickim (52 pkt.) i specjalistom (48 pkt.). W oczach Polaków najmniej wiarygodni są prezesi firm i urzędnicy (odpowiednio 23 pkt. i 18 pkt.).