Biedronka protestuje

Biedronka protestuje

Pracownicy sieci handlowej Biedronka organizują 2 maja protest. Mają dość złej atmosfery w pracy. Żądają zwiększenia zatrudnienia i odciążenia z nadmiaru obowiązków.

Jak pisze portal pulshr.pl, protest organizuje działająca w tej sieci sklepów „Solidarność”. Piotr Adamczak, przewodniczący tego związku zawodowego w Biedronce, mówi, że w zamyśle protest na objąć także inne sieci handlowe w kraju. Nie zdradza jednak szczegółów ze względu na próby zastraszania – docierają do niego bowiem wieści, że szefowie planują wyciągnięcie w poszczególnych placówkach konsekwencji wobec osób, które przyłączą się do protestu.

Czego żądają pracownicy? Lepszych warunków pracy oraz wyższych płac. Biedronka stale prowadzi rekrutację, ale jednocześnie wciąż otwiera nowe sklepy. „Biedronka ma również problemy z pozyskaniem nowych pracowników i to również odbija się na zatrudnionych osobach. Wystarczy spojrzeć na oferty pracy publikowane na firmowej stronie. W województwie wielkopolskim mamy mnóstwo ogłoszeń o pracę na wszystkie stanowiska. Nigdy jeszcze nie widziałem tylu ofert w tym regionie – zazwyczaj zajmowały one jedną stronę, dzisiaj mamy dziesięć stron. Jeśli pracodawca traktowałby pracowników fair i dobrze płacił, nie byłoby takiej sytuacji – szczególnie jeśli chodzi o kierowników czy ich zastępców. Ludzie nie wytrzymują obciążenia. Kierownik sklepu nie tylko zarządza placówką, ale także przyjmuje towar, wykłada go na półki. Wszystko z powodu zbyt małej liczby personelu” – komentuje Adamczak.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Lokatorzy będą mieli gorzej?

Lokatorzy będą mieli gorzej?

Sąd Najwyższy uznał właśnie, że właściciel zreprywatyzowanej kamienicy może żądać od lokatorów, nie od władz miasta, odszkodowań za bezumowne korzystanie z lokalu.

Według informacji warszawskiej „Wyborczej”, sprawa dotyczy kamienic zwróconych spadkobiercom przedwojennych właścicieli – lub, co gorsza, kupcom roszczeń. Lokatorzy komunalni, którzy przez lata mieszkali w takich lokalach, mogą zostać, oprócz zwrotu, obłożeni także koniecznością wypłaty odszkodowania za dotychczasowe korzystanie z tych mieszkań. W środę Sąd Najwyższy podjął uchwałę, w której przesądził, że właściciel takiej kamienicy może żądać odszkodowania za bezumowne korzystanie z nieruchomości od lokatorów, a nie od władz Warszawy. Do tej pory orzecznictwo w tej kwestii było rozbieżne. Właściciel nieruchomości od miasta będzie mógł już tylko żądać zwrotu zapłaconych przez lokatora czynszów.

Komentujący decyzję Sądu mecenas Marek Nałęcz uważa, że właścicielowi będzie trudno wystąpić z roszczeniem przeciw lokatorowi za bezumowne korzystanie z nieruchomości, bo będzie musiał udowodnić, że wiedzieli oni o roszczeniu. Jednak często lokatorzy komunalni dowiadują się o nim już po zwrocie kamienicy.

Podobne stanowisko prezentują aktywiści miejscy ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. Na swoim profilu na Facebooku napisali: „Sąd Najwyższy otwiera furtkę do tego, by terroryzowanie lokatorów przez handlarzy roszczeń weszło na nowy poziom! Wysokość odszkodowania to stawka rynkowa za najem lokalu na 10 lat do tyłu – nie trzeba tłumaczyć, że absolutnie nikogo nie będzie stać na zapłacenie takich ogromnych kwot. Od początku głównym poszkodowanym reprywatyzacji są lokatorzy, na których przerzuca się wszystkie koszty związane ze zwrotami. To miasto forsowało argumentację, zgodnie z którą to najemcy powinni płacić odszkodowanie. Dlaczego państwo polskie we wszystkich jego wymiarach – od samorządu po wymiar sprawiedliwości – chce, by to najsłabsi ponosili koszty rzekomej »krzywdy« dawnych właścicieli?”.

Planujemy bez głowy

Planujemy bez głowy

Według Najwyższej Izby Kontroli, polska przestrzeń jest źle zarządzana, a chaos i brak ładu przestrzennego negatywnie wpływają na jakość życia mieszkańców.

NIK przeprowadziła kontrole w poszczególnych polskich gminach, oceniając różne etapy planowania przestrzennego oraz zagospodarowania przestrzeni. Wnioski? Według Izby, niezwłocznie należy podjąć kroki prowadzące do zmiany całego systemu planowania w Polsce, bowiem obecnie istniejący nie zapewnia gospodarowania przestrzenią jako dobrem publicznym.

Skutki wadliwie zarządzanej przestrzeni to m.in. niekontrolowana urbanizacja, lokowanie inwestycji na obszarach zagrożonych powodzią, brak pełnej ochrony zabytków przyrody, dewastacja ładu przestrzennego oraz niska ocena atrakcyjności polskich miast dla inwestorów – pisze NIK w raporcie „System gospodarowania przestrzenią gminy jako dobrem publicznym”.

Jak informuje Portal Samorządowy, NIK wskazuje m.in. na nieprawidłowe umiejscowienie studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy w obowiązującym porządku prawnym (nie jest ono aktem prawa miejscowego). Ustalenia zawarte w tym dokumencie wiążą organy gminy jedynie na etapie sporządzania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, które obecnie pokrywają zaledwie ok. 30 proc. powierzchni kraju. Studium nie stanowi także podstawy prawnej przy wydawaniu decyzji administracyjnych o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu.

Jakie są skutki takiej polityki? Na obszarach nieobjętych miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego istnieje możliwość realizacji inwestycji niezgodnie z założeniami lokalnej polityki i struktury przestrzennej gminy (przykładem może tu być lokalizacja budowa farm wiatrowych). Zdaniem kontrolerów, dokumenty określające politykę przestrzenną gmin są często nieaktualne i niekompletne. Kontrole NIK wykazały, że w wielu gminach funkcjonowały Studia opracowane i uchwalone na podstawie nieobowiązującej już ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym z 7 lipca 1994 r. Studia nie zawierały również aktualnych informacji o terenie, a szczególnie dotyczyło to występowania powodzi. NIK zwraca uwagę, że gminy nie podejmują prac nad uchwalaniem miejscowych planów ze względu na związane z tym koszty oraz groźbę wypłaty potencjalnych odszkodowań w związku ze zmianą dotychczasowego przeznaczenia terenu.

Średnie miasta wracają do łask?

Średnie miasta wracają do łask?

Ponad 2,5 mld zł ma trafić do 2020 roku do średnich miast. Szczególną pomocą mają być objęte 122 miasta tracące funkcje społeczno-gospodarcze. Ogółem pieniądze trafią do aż 255 miast – wszystkich, w których mieszka więcej niż 20 tys. mieszkańców, oraz do stolic powiatów liczących od 15 tys. mieszkańców wzwyż.

W grupie 122 miejscowości, które tracą funkcje społeczno-gospodarcze, znajduje się m.in. Radom. Wsparcie ma pochodzić z funduszy unijnych realizowanych w ramach krajowych programów operacyjnych na lata 2014-2020, a więc pieniądze trafią do miast w ciągu najbliższych kilku lat.

Rządowy plan składa się z trzech faz. Jak donosi radomskie wydanie portalu wyborcza.pl, wdrożono już pierwszą z nich. Polega na dostosowaniu istniejących narzędzi i instrumentów: polityki lokowania inwestycji i przyciągania inwestorów, preferencji w dostępie do funduszy europejskich w ramach programów krajowych oraz pozyskiwania innych źródeł finansowania.

W tym roku ministerstwo rozwoju ma przeprowadzić kilka konkursów dla wyszczególnionych w strategii rodzajów miast. 100 mln zł dla 255 miast średnich i dodatkowe 50 mln zł dla 122 miejscowości zdegradowanych będzie dostępne w konkursie na rzecz poprawy środowiska miejskiego. Dodatkowo 15 mln zł do podziału pojawi się w konkursie na rewitalizację społeczną, a pod koniec roku resort ma ogłosić konkurs w Programie Inteligentny Rozwój, gdzie do podziału będzie 400 mln zł.

Następnym filarem programu ma być pomoc dla przedsiębiorców, którzy zdecydują się na inwestycje w mniejszych miastach. To jednak nie koniec – kolejne 400 mln zł pochodzić będzie z Funduszu Inicjatyw Samorządowych. Wsparciem z tego programu ma zostać objętych kilkadziesiąt miast z listy 122. Fundusz ma pełnić rolę doradcy inwestycyjnego dla samorządów. Pieniądze z FIS zostaną przeznaczone na drogi, wodociągi i kanalizację, gospodarkę odpadami, zaopatrzenie w energię i gaz, infrastrukturę społeczną, rewitalizację, transport zbiorowy i ochronę zdrowia.