Pracownicy na lodzie

Pracownicy na lodzie

„Solidarność” sieci sklepów Praktiker alarmuje – firma straciła płynność finansową i nie wypłaciła pracownikom wynagrodzeń za kwiecień. Nie otrzymali także wypowiedzeń ani świadectw pracy. W desperacji apelują do minister pracy Elżbiety Rafalskiej o interwencję.

Sprawa dotyczy sporej grupy, bo ponad 500 pracowników sieci. Osoby te nie otrzymały zaległych wynagrodzeń, nie mogą także szukać nowej pracy, gdyż formalnie nadal pozostają pracownikami Praktikera i nie dostały niezbędnych dokumentów. Firma nie opłaciła za nich także kwietniowych składek ZUS.

Praktiker ma kłopoty finansowe od miesięcy. Już w lutym br. do sklepów wkroczyli komornicy. Spółka zamykała kolejne placówki, m.in. w Zabrzu, Bytomiu, Opolu i Lublinie. Działa już tylko część sklepów sieci. Jak informuje „Solidarność”, siedziba spółki została przeniesiona z Warszawy do Dąbrowy Górniczej, jednak pod wskazanym adresem można znaleźć tylko skrzynkę z jej nazwą.

8 maja w placówkach pojawili się inspektorzy PIP, jednak ani oni, ani związek zawodowy, ani sami pracownicy nie mogą skontaktować się z zarządem. W spółce toczyło się postępowanie sanacyjno-restrukturyzacyjne, na mocy którego miano zamknąć część sklepów Praktiker, a pozostawić tylko 13 placówek. Firma nie może zatem zwolnić kolejnych osób na podstawie zwolnień grupowych, więc nie otrzymują one wypowiedzeń. W 9 z 13 obecnie istniejących placówek trwa egzekucja komornicza.

„Solidarność” prosi minister o „objęcie sytuacji specjalnym nadzorem”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Dzieci górą

Dzieci górą

Rząd podsumował pierwszy rok funkcjonowania programu 500+. Pieniądze (w sumie 23 mld zł) trafiły do 3,9 mln dzieci.

Jak pisze Portal Samorządowy, resort rodziny przedstawił raport, w którym analizuje pierwsze 12 miesięcy istnienia programu – od 1 kwietnia 2016 r. do 31 marca 2017 r. Wynika z niego, że świadczenie otrzymało 2,59 mln rodzin, z czego 374 tys. to rodziny wielodzietne.

polish children

Od ponad roku na każde drugie i kolejne dziecko do 18 lat, niezależnie od dochodu, wypłacane jest świadczenie wychowawcze w wysokości 500 zł. W mniej zamożnych rodzinach, gdzie dochód na osobę w rodzinie nie przekracza 800 zł (1200 zł w przypadku rodzin z niepełnosprawnymi dziećmi), świadczenie przysługuje również na pierwsze dziecko.

W całym kraju program objął prawie 57 proc. wszystkich dzieci poniżej 18 roku życia. To ponad 3,9 mln młodych mieszkańców kraju. Z tej grupy zdecydowanie najwięcej, aż 64 proc., mieszka na wsi. Najwięcej świadczeń wypłacanych jest na dzieci w województwach: mazowieckim, śląskim oraz wielkopolskim.

O społecznych i ekonomicznych skutkach programu rozmawialiśmy z dr. hab. Ryszardem Szarfenbergiem: http://nowyobywatel.pl/2017/01/30/piecset-plus-bieda-minus/

Koniec głodowych płac?

Koniec głodowych płac?

Fala podwyżek płac, jaka przetoczyła się przez dyskonty w ostatnim roku, sprawiła, że związkowcy z innych sieci handlowych coraz głośniej domagają się wyższych pensji. Biedronka w 2016 r. podniosła płace dwukrotnie. Od 1 marca 2017 r. wypłaty kasjerów w Lidlu będą sięgać, w zależności od lokalizacji placówki, nawet ponad 3000 zł brutto.

O sprawie pisze portal biznes.onet.pl. Według jego informacji, dwie czołowe sieci dyskontów w Polsce walczą pomiędzy sobą już nie tylko cenami i promocjami, ale także na wynagrodzenia dla pracowników. Sieć Lidl kilka tygodni temu ogłosiła, że od 1 marca 2017 r. podnosi pensje kasjerom, kierownikom i pracownikom centrów dystrybucji. I tak wynagrodzenie świeżo zatrudnionego pracownika sklepu wyniesie od 2550 złotych do 3300 złotych brutto. Po roku pracy pracodawca gwarantuje wzrost płacy do poziomu 2750 – 3500 zł brutto, a po dwóch latach stażu pracy do nawet 3000 – 3800 zł brutto.

Poza tym dyskonty proponują szereg korzyści pozapłacowych, na które pracownicy innych sieci nie mogą liczyć. Są to m.in. prywatna opieka medyczna, karty sportowe, zajęcia dla dzieci czy wyprawki szkolne. To właśnie ostatnia decyzja Lidla spowodowała, że wśród związkowców i pracowników innych sieci handlowych w Polsce zawrzało.
W rozmowach ze związkowcami w największych sieciach handlowych w Polsce słychać wyraźnie frustrację. Narzekają na ciężką pracę, nadgodziny, zbyt mały poziom zatrudnienia czy niewystarczające płace. „Ciągle słyszymy, że jesteśmy mało wydajni, że handel jest mało rentowny i w związku z tym nie ma pieniędzy na podwyżki, albo nie zatrudnimy dodatkowych osób” — mówi nam jeden ze związkowców z czołowej sieci handlowej w Polsce. — „Lidl jakoś stać na przyzwoite płace. U nich można, a u nas się nie da?” — dodaje inny.

Związkowcy coraz poważniej myślą o sporach zbiorowych z pracodawcami, a nawet o protestach. Mają dość — jak sami podkreślają — mydlenia im oczu.
„Solidarność” zdecydowała się wejść w spór zbiorowy z Castoramą, bo pracowników sieci nie satysfakcjonują propozycje podniesienia płac. Obecnie pracownik rozpoczynający pracę w sieci otrzymuje 2300 zł brutto. Proponowana przez pracodawcę podwyżka miała wynieść 2 proc., ale po negocjacjach wielkość podwyżek wzrosła do 3,6 proc., na co związkowcy nie wyrazili zgody, twierdząc, że w firmie od lat powstały zaległości płacowe, które najwyższa pora naprawić

Problem niskich płac i braku podwyżek nie dotyczy wyłącznie sieci supermarketów. Trudniejsza sytuacja jest w małych, rodzinnych sklepach, gdzie pracownicy mogą liczyć wyłącznie na płacę minimalną. — „Handel w Polsce od lat należy do najgorzej opłacanych branż, na dodatek z wysokim odsetkiem pracowników zatrudnionych w ramach umów niestandardowych” — mówi w rozmowie z Onetem Piotr Szumlewicz, ekspert Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych (OPZZ). — „Sytuacja jest bardzo trudna. Szczególnie dotyczy to małych sklepów, w których zarobki są o wiele niższe niż w dużych placówkach, a prawo pracy jest częściej łamane” — dodaje.

Łatwiej o dach nad głową

Łatwiej o dach nad głową

Kilka dni temu rząd Hiszpanii zaprezentował nowy program pomocowy dla obywateli, wspierający ich w zakupie i wynajmie lokali mieszkalnych. Będzie obowiązywał w latach 2018-21.

fleur-de-ville-mactan-lapulapu-city1

Program najatrakcyjniejszy okaże się dla obywateli w wieku powyżej 65 lat oraz poniżej 35 roku życia. Państwo będzie pokrywać tym grupom 50 procent miesięcznego czynszu, jeśli nie przekroczy on 900 euro.

Ubiegający się o pomoc nie mogą posiadać własnych mieszkań. W przypadku osób starszych niż 65 lat barierą będzie także posiadanie oszczędności w kwocie wyższej niż 100 tysięcy euro. Jednocześnie jednak niezamożne osoby z tej grupy wiekowej będą mogły, oprócz pomocy w opłaceniu czynszu, otrzymać także rządowe wsparcie w regulowaniu rachunków za prąd, wodę i gaz.

By z wykorzystaniem rządowej subwencji zakupić dom na własność, trzeba mieć roczne dochody nieprzekraczające 22,3 tys. euro. Pomoc nie może być jednak wyższa niż 20 procent nabywanej nieruchomości.

Program zacznie obowiązywać 1 stycznia 2018 r. i obejmie także osoby, które straciły dach nad głową z powodu eksmisji.