Przedszkolaki mają lżej

Przedszkolaki mają lżej

Od września wszystkie zajęcia w warszawskich przedszkolach będą darmowe. Jak ogłosił kilka dni temu warszawski ratusz, rodzice zapłacą tylko za wyżywienie, niezależnie od dochodu rodziny.

O sprawie informuje portal warszawa.wyborcza.pl. Według jego informacji władze Warszawy znoszą całkowicie opłaty za zajęcia przedszkolne. Zmiana obejmie 46 tys. dzieci ze stolicy.

Oznacza to, że także dotychczas płatne zajęcia dodatkowe, jak angielski czy taniec, będą zupełnie darmowe. Do tej pory każde takie zajęcia, rozpoczynające się po sześciu godzinach podstawowej opieki przedszkolnej, kosztowały złotówkę. W skali miesiąca dawało to 80 zł na dziecko, w sakli roku – prawie tysiąc. Jednocześnie do ewidencjonowania wpłat potrzebne były spore zasoby biurokratyczne.

Zniesienie tych opłat to kolejny krok ku polepszeniu sytuacji warszawskich rodzin, po wprowadzeniu bezpłatnej komunikacji publicznej dla uczniów podstawówek i gimnazjów oraz wdrożeniu bonu żłobkowego. Bon ten oznacza otrzymanie przez rodzinę 400 zł miesięcznie, którą to kwotę może ona przeznaczyć na prywatny żłobek lub klub malucha. W 2017 r. miasto przeznaczy na ten cel 7 mln złotych.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pracownicy na lodzie

Pracownicy na lodzie

„Solidarność” sieci sklepów Praktiker alarmuje – firma straciła płynność finansową i nie wypłaciła pracownikom wynagrodzeń za kwiecień. Nie otrzymali także wypowiedzeń ani świadectw pracy. W desperacji apelują do minister pracy Elżbiety Rafalskiej o interwencję.

Sprawa dotyczy sporej grupy, bo ponad 500 pracowników sieci. Osoby te nie otrzymały zaległych wynagrodzeń, nie mogą także szukać nowej pracy, gdyż formalnie nadal pozostają pracownikami Praktikera i nie dostały niezbędnych dokumentów. Firma nie opłaciła za nich także kwietniowych składek ZUS.

Praktiker ma kłopoty finansowe od miesięcy. Już w lutym br. do sklepów wkroczyli komornicy. Spółka zamykała kolejne placówki, m.in. w Zabrzu, Bytomiu, Opolu i Lublinie. Działa już tylko część sklepów sieci. Jak informuje „Solidarność”, siedziba spółki została przeniesiona z Warszawy do Dąbrowy Górniczej, jednak pod wskazanym adresem można znaleźć tylko skrzynkę z jej nazwą.

8 maja w placówkach pojawili się inspektorzy PIP, jednak ani oni, ani związek zawodowy, ani sami pracownicy nie mogą skontaktować się z zarządem. W spółce toczyło się postępowanie sanacyjno-restrukturyzacyjne, na mocy którego miano zamknąć część sklepów Praktiker, a pozostawić tylko 13 placówek. Firma nie może zatem zwolnić kolejnych osób na podstawie zwolnień grupowych, więc nie otrzymują one wypowiedzeń. W 9 z 13 obecnie istniejących placówek trwa egzekucja komornicza.

„Solidarność” prosi minister o „objęcie sytuacji specjalnym nadzorem”.

Dzieci górą

Dzieci górą

Rząd podsumował pierwszy rok funkcjonowania programu 500+. Pieniądze (w sumie 23 mld zł) trafiły do 3,9 mln dzieci.

Jak pisze Portal Samorządowy, resort rodziny przedstawił raport, w którym analizuje pierwsze 12 miesięcy istnienia programu – od 1 kwietnia 2016 r. do 31 marca 2017 r. Wynika z niego, że świadczenie otrzymało 2,59 mln rodzin, z czego 374 tys. to rodziny wielodzietne.

polish children

Od ponad roku na każde drugie i kolejne dziecko do 18 lat, niezależnie od dochodu, wypłacane jest świadczenie wychowawcze w wysokości 500 zł. W mniej zamożnych rodzinach, gdzie dochód na osobę w rodzinie nie przekracza 800 zł (1200 zł w przypadku rodzin z niepełnosprawnymi dziećmi), świadczenie przysługuje również na pierwsze dziecko.

W całym kraju program objął prawie 57 proc. wszystkich dzieci poniżej 18 roku życia. To ponad 3,9 mln młodych mieszkańców kraju. Z tej grupy zdecydowanie najwięcej, aż 64 proc., mieszka na wsi. Najwięcej świadczeń wypłacanych jest na dzieci w województwach: mazowieckim, śląskim oraz wielkopolskim.

O społecznych i ekonomicznych skutkach programu rozmawialiśmy z dr. hab. Ryszardem Szarfenbergiem: http://nowyobywatel.pl/2017/01/30/piecset-plus-bieda-minus/

Koniec głodowych płac?

Koniec głodowych płac?

Fala podwyżek płac, jaka przetoczyła się przez dyskonty w ostatnim roku, sprawiła, że związkowcy z innych sieci handlowych coraz głośniej domagają się wyższych pensji. Biedronka w 2016 r. podniosła płace dwukrotnie. Od 1 marca 2017 r. wypłaty kasjerów w Lidlu będą sięgać, w zależności od lokalizacji placówki, nawet ponad 3000 zł brutto.

O sprawie pisze portal biznes.onet.pl. Według jego informacji, dwie czołowe sieci dyskontów w Polsce walczą pomiędzy sobą już nie tylko cenami i promocjami, ale także na wynagrodzenia dla pracowników. Sieć Lidl kilka tygodni temu ogłosiła, że od 1 marca 2017 r. podnosi pensje kasjerom, kierownikom i pracownikom centrów dystrybucji. I tak wynagrodzenie świeżo zatrudnionego pracownika sklepu wyniesie od 2550 złotych do 3300 złotych brutto. Po roku pracy pracodawca gwarantuje wzrost płacy do poziomu 2750 – 3500 zł brutto, a po dwóch latach stażu pracy do nawet 3000 – 3800 zł brutto.

Poza tym dyskonty proponują szereg korzyści pozapłacowych, na które pracownicy innych sieci nie mogą liczyć. Są to m.in. prywatna opieka medyczna, karty sportowe, zajęcia dla dzieci czy wyprawki szkolne. To właśnie ostatnia decyzja Lidla spowodowała, że wśród związkowców i pracowników innych sieci handlowych w Polsce zawrzało.
W rozmowach ze związkowcami w największych sieciach handlowych w Polsce słychać wyraźnie frustrację. Narzekają na ciężką pracę, nadgodziny, zbyt mały poziom zatrudnienia czy niewystarczające płace. „Ciągle słyszymy, że jesteśmy mało wydajni, że handel jest mało rentowny i w związku z tym nie ma pieniędzy na podwyżki, albo nie zatrudnimy dodatkowych osób” — mówi nam jeden ze związkowców z czołowej sieci handlowej w Polsce. — „Lidl jakoś stać na przyzwoite płace. U nich można, a u nas się nie da?” — dodaje inny.

Związkowcy coraz poważniej myślą o sporach zbiorowych z pracodawcami, a nawet o protestach. Mają dość — jak sami podkreślają — mydlenia im oczu.
„Solidarność” zdecydowała się wejść w spór zbiorowy z Castoramą, bo pracowników sieci nie satysfakcjonują propozycje podniesienia płac. Obecnie pracownik rozpoczynający pracę w sieci otrzymuje 2300 zł brutto. Proponowana przez pracodawcę podwyżka miała wynieść 2 proc., ale po negocjacjach wielkość podwyżek wzrosła do 3,6 proc., na co związkowcy nie wyrazili zgody, twierdząc, że w firmie od lat powstały zaległości płacowe, które najwyższa pora naprawić

Problem niskich płac i braku podwyżek nie dotyczy wyłącznie sieci supermarketów. Trudniejsza sytuacja jest w małych, rodzinnych sklepach, gdzie pracownicy mogą liczyć wyłącznie na płacę minimalną. — „Handel w Polsce od lat należy do najgorzej opłacanych branż, na dodatek z wysokim odsetkiem pracowników zatrudnionych w ramach umów niestandardowych” — mówi w rozmowie z Onetem Piotr Szumlewicz, ekspert Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych (OPZZ). — „Sytuacja jest bardzo trudna. Szczególnie dotyczy to małych sklepów, w których zarobki są o wiele niższe niż w dużych placówkach, a prawo pracy jest częściej łamane” — dodaje.