Rumunia spełnia obietnice wyborcze

Rumunia spełnia obietnice wyborcze

Lewicowa większość w parlamencie Rumunii przegłosowała w środę zaproponowaną przez rząd podwyżkę pensji w sektorze publicznym, w niektórych przypadkach nawet o 100 proc.

Jak informują PAP i Puls Biznesu, krok ten jest realizacją obietnicy socjaldemokratów z kampanii wyborczej. „Ta ustawa zmieni historię Rumunii” – oświadczył przywódca Partii Socjaldemokratycznej (PSD) Liviu Dragnea.

Zgodnie z przyjętą propozycją średnio najbardziej, bo dwukrotnie, wzrosną stopniowo pensje w służbie zdrowia, która boryka się z problemem emigracji pracowników do innych krajów Unii Europejskiej. Doświadczony lekarz ma docelowo zarabiać równowartość 2,7 tys. euro wobec 1 tys. obecnie. Opiekunki osób chorych i starszych mają zarabiać równowartość 900 euro (obecnie 530). Wzrosną także zarobki nauczycieli, w niektórych przypadkach aż dwukrotnie.

Podwyżki rozpoczną się od 1 stycznia przyszłego roku. Przez najbliższe pięć lat będzie to kosztowało budżet państwa równowartość blisko 10 mld euro. Mają objąć ok. 1,2 mln osób. Średnio podwyżki płac w całej tej grupie, rozłożone na okres do 2022 roku, mają wynieść 56 proc. – podała minister pracy Olguta Vasilescu.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nie wszyscy płacą?

Nie wszyscy płacą?

Państwowa Inspekcja Pracy informuje, że aż w 28 proc. firm zachodzą nieprawidłowości przy wypłacaniu minimalnej stawki godzinowej, która od stycznia br. wynosi 13 zł brutto.

Jak pisze portal rp.pl, „Solidarność” i PIP od początku roku, czyli od wprowadzenia nowej stawki godzinowej, prowadzą monitoring jej wypłacania oraz naciskają na jej egzekwowanie. „Solidarność” przekazuje PIP otrzymywane od osób wykonujących pracę na podstawie umowy cywilnoprawnej sygnały o nieprawidłowościach, a inspektorzy pracy je sprawdzają. Do akcji włączyły się także OPZZ i Związek Zawodowy „Budowlani”.

Inspektor PIP Roman Giedrojć poinformował, że do tej pory PIP przeprowadziła 6 tys. kontroli, a do końca roku ma ich być co najmniej 20 tys. Inspektorzy nałożyli 96 mandatów na kwotę ponad 116 tys. zł; skierowano także do sądu 26 wniosków. Nieprawidłowości przy stosowaniu przepisów o minimalnej stawce dotyczą m.in.: braku zapisu w umowie ws. sposobu potwierdzania liczby godzin, braku ewidencji godzin wykonywania zlecenia, nieprzestrzegania obowiązku wypłaty wynagrodzenia co najmniej raz w miesiącu.
Nieprawidłowości nie oznaczają jednak celowego zaniżania stawki – taki proceder stwierdzono w 10 proc. skontrolowanych przedsiębiorstw.

Od 1 stycznia 2017 r. minimalna stawka godzinowa wynosi 13 zł brutto, czyli wypłacane powinno być 9,46 zł netto. Stawka obejmuje nie tylko osoby na umowach zlecenia, ale też samozatrudnionych, którzy jednoosobowo świadczą usługi dla firm.

Dochód podstawowy nie zniechęca do pracy

Dochód podstawowy nie zniechęca do pracy

W 2011 r. Iran wprowadził pilotażowy program podstawowego dochodu gwarantowanego. Opublikowany niedawno raport zaprzeczył często podnoszonemu argumentowi przeciw takim programom – okazało się, że wypłacanie świadczenia tylko „za oddychanie” nie sprawia, że ludzie rezygnują z pracy.

O sprawie pisze portal weforum.org. Raport ekonomistów Djavada Salehi-Isfahania i Mohammada H. Mostafavi-Dehzooe’iego wskazuje, że nie istnieją dowody na poparcie rozpowszechnionej tezy, iż „płacenie ludziom za nic” sprawi, że większość z nich wycofa się z rynku pracy. Według raportu, część pracowników pracuje nawet dłużej i więcej.

Wprowadzony w 2011 r. pilotażowy irański program polega na przekazywaniu średnio 1,5 dolara dziennie na głowę przedstawiciela gospodarstwa domowego. Subsydia sięgają 29 procent średniego dochodu rodziny.

Badacze nie znaleźli dowodów na to, że uczestnicy rezygnują masowo z pracy. Owszem, młodzi Irańczycy wydawali się pracować „odrobinę mniej”, ale wielu z nich wykorzystało dodatkowy dochód, by zapisać się do szkół, na które zazwyczaj nie mogli sobie pozwolić.

Skąd zatem pracujący dłużej? To proste – niektórzy wykorzystali dodatkowe środki, by rozwijać własny biznes. Przeciętnie zatem spędzali w pracy 36 minut dłużej, gdyż pojawiły się nowe obowiązki.

Lepszy los dzieci?

Lepszy los dzieci?

W Polsce maleje przyzwolenie społecznie na niepłacenie alimentów, jak wynika z badań przeprowadzonych pod honorowym patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich i Rzecznika Praw Dziecka.

Sondaż telefoniczny został przeprowadzony w dniach 9-14 maja 2017 przez Instytut Kantar Millward Brown S.A. r. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów BIG S.A. oraz Krajowej Rady Komorniczej. Aż 77 proc. badanych chciałoby wprowadzenia obowiązku wpisywania dłużników alimentacyjnych do rejestrów Biur Informacji Gospodarczej. Obecnie prawo do zgłaszania dłużników do BIG-u mają wierzyciele, a obowiązek – gminy. Nieco rzadziej (74 proc.) wskazywano na automatyczne i natychmiastowe informowanie komorników sądowych przez ZUS i Urzędy Skarbowe. Obecnie dzieje się to na wniosek komornika, który może składać zapytanie do ZUS-u raz na pół roku. Podobnie często (72 proc.) wskazywano na częstsze stosowanie „bransoletki elektronicznej” – systemu dozoru, który pozwoliłby na weryfikację, czy niepłacący alimentów chodzi do pracy. To rozwiązanie alternatywne wobec kary więzienia.

Według Krajowego Rejestru Długów BIG S.A., zadłużenie wobec dzieci stale wzrasta. O ile w 2015 r. wynosiło ono 5 mld zł, to 2 lata później wyniosło ponad 11 mld zł. Liczba dłużników alimentacyjnych wzrosła w tym okresie z 176 do 320 tysięcy. Dane Krajowej Rady Komorniczej wskazują, że ściągalność długów alimentacyjnych jest bardzo niska, jej skuteczność w 2016 r. to zaledwie 19 proc.

Ankietowani wskazują, że temat niepłacenia alimentów jest pomijany w debacie publicznej i za rzadko poruszany przez media.

„Mamy nadzieję, że wyniki tych badań trafią do rządu i sprawią, że będzie on odważniej i z większą determinacją podchodził do kolejnych zmian w prawie, że będzie naszym partnerem w dyskusji, bo przecież nam wszystkim powinno zależeć na tym, aby płacono alimenty. Pamiętajmy, że tak naprawdę każdy z nas ponosi koszty – płacimy przecież podatki, z których finansowany jest Fundusz Alimentacyjny, wszyscy więc łożymy na te dzieci, na które rodzice nie płacą alimentów „– wskazywała dr Sylwia Spurek, zastępczyni RPO ds. równego traktowania.

Spurek zaznaczyła, że kierunkiem w dobrą stronę była inicjatywą rządu w zakresie przepisów dotyczących karania za niepłacenie alimentów. Wchodzą w życie dziś – 31 maja. W nowelizacji zrezygnowano z używanego do tej pory bardzo niejasnego pojęcia „uporczywości” niepłacenia alimentów. Sądy bardzo różnie oceniały to, co należy uznać za uporczywe uchylanie się od płacenia. Czasem wystarczyło zapłacić raz na kilka miesięcy nawet niewielką kwotę.

Nowelizacja Kodeksu karnego sprecyzowała, że chodzi o trzymiesięczne zaległości. Warto jednak podkreślić, że nowe przepisy dają możliwość odbywania kary w Systemie Dozoru Elektronicznego, a zatem skazany będzie mógł przebywać na wolności i chodzić do pracy, dzięki czemu będzie mógł spłacać zadłużenie alimentacyjne. To zdecydowanie lepsze niż odbywanie kary w zakładzie karnym, gdzie skazany najczęściej nie może liczyć na zatrudnienie, przez co jego zadłużenie wobec dziecka rośnie. SDE jest także dużo tańszy w utrzymaniu – dziennie to ok. 10 zł, tymczasem koszt utrzymania więźnia to ponad 3 tys. zł, miesięcznie, a więc blisko 10 razy mniej.