Małopolska pomaga młodym rodzicom

Małopolska pomaga młodym rodzicom

Radni sejmiku małopolskiego jednogłośnie zagłosowali w poniedziałek za realizacją pilotażowego programu „Małopolska Niania”. W jego ramach 92 rodziny z małymi dziećmi z 23 gmin otrzymają 1,5 tys. zł miesięcznie na zatrudnienie opiekunki do dziecka przez 10 miesięcy.

Pilotażowy program ma na celu próbę rozwiązania problemów młodych rodziców w tych gminach, gdzie jest za mało miejsc w żłobkach i przedszkolach. Prawie setka rodzin otrzyma miesięcznie 1000 zł z budżetu województwa i 500 zł od samych gmin. Wartość całego 10-miesięcznego pilotażu to 1 mln 380 tys. zł.

Na udział w projekcie zdecydowały się 23 gminy: Alwernia, Biecz, Bukowina Tatrzańska, Chełmiec, Dąbrowa Tarnowska, Dębno, Dobczyce, Grybów, Kęty, Korzenna, Krynica-Zdrój, Krzeszowice, Łącko, Mogilany, Mszana Dolna, Nowy Targ, Oświęcim, Skawina, Stary Sącz, Świątniki Górne, Wadowice, Wielka Wieś i Wojnicz. Decyzja radnych województwa pozwoli zatrudnić od 1 września 92 nianie, czyli dokładnie tyle, o ile wnioskowały wszystkie gminy. Oznacza to, że już niebawem 92 rodziny będą mogły samodzielnie wskazać osobę, której powierzą opiekę na swoim dzieckiem.

Wybrany opiekun lub opiekunka może być członkiem danej rodziny, istotne jest jednak, by była to osoba bezrobotna, która nie przekroczyła 60 roku życia w przypadku kobiet i 65 w przypadku mężczyzn.

Program zostanie docelowo przygotowany w ten sposób, żeby od przyszłego roku objął większą liczbę gmin. „Przypuszczam, że będzie można zatrudnić od 400 do 500 niań” – powiedział marszałek województwa Jacek Krupa.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Praktiker zapłaci pracownikom?

Praktiker zapłaci pracownikom?

Inspektorzy PIP wydali dziesięć decyzji w sprawie nakazu wypłacenia zaległych wynagrodzeń pracownikom Praktikera. Łączna kwota zaległości to ok. 1,5 mln zł. Główny Inspektor poinformował, że w tej sprawie skieruje wniosek do prokuratury.

Sklepy sieci Praktiker są w Polsce stopniowo wygaszane. Jak pisze portal solidarnosc.org.pl, działa ich jeszcze trzynaście, a kontrole PIP wykazały, że pomimo iż nie są dostępne dla klientów, pracownicy wykonują w nich czynności zawodowe, czyli świadczą pracę. Główny Inspektor Pracy wyjaśnił, że już w trakcie kontroli udało się wyegzekwować wypłatę zaległych wynagrodzeń zasadniczych za kwiecień dla 23 pracowników. Łączna ich kwota wyniosła ponad 109 tys. zł. Jednak to dopiero początek batalii – zaległości, jakie firma ma wobec pracowników, sięgają 1,5 ml złotych.

Inspekcja będzie dochodziła praw zaniedbywanych pracowników na dwa sposoby – za pomocą decyzji płacowych (jeśli właściciel ich nie wykonana, PIP wyda tzw. decyzję przymuszenia i nałoży karę grzywny w kwocie 50-200 tys. zł) lub złożenia wniosku do prokuratury o ukaranie Praktikera.

W trakcie kontroli w sklepach sieci budowlanej Praktiker wykryto szereg nieprawidłowości w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy. Jako przykład wskazano brak dostępu do pomieszczeń szatni i umywalni znajdujących się w kompleksie higieniczno-sanitarnym sklepu. Kontrola dokonana przez inspektorów pracy wykazała, że wejście na ten teren było możliwe jedynie po wcześniejszym zgłoszeniu chęci przedstawicielowi centrum handlowego i usunięciu opieczętowanych zabezpieczeń. Taka sytuacja miała miejsce w marketach w Częstochowie, Czeladzi i Bytomiu. Skala nieprawidłowości spowodowała, że inspektorzy wydali 12 decyzji z rygorem natychmiastowej wykonalności w zakresie BHP, a także nakaz wstrzymania prac z powodu bezpośredniego zagrożenia zdrowia i życia pracowników.

Ratownicy strajkują

Ratownicy strajkują

30 czerwca w Warszawie odbył się protest ratowników medycznych. Na liście żądań znajdowały się podwyżki płac oraz upaństwowienie zawodu.

Stołeczny protest ratowników był bardzo głośny – dźwięki syren i trąbek wzmagały sygnały karetek jadących za protestującymi. Na czele marszu ratownicy nieśli transparent o treści „Ratownik – systemu niewolnik”. Protestujący trzymali też transparenty z napisami: „Karetka bez ratownika to tylko samochód” i „Chcemy ratować, nie biedować”.

Organizatorem stołecznej akcji protestacyjnej jest Związek Zawodowy Pracowników Ratownictwa Medycznego działający przy Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans” w Warszawie.

Wczorajszy protest to wynik fiaska rozmów ratowników z Ministerstwem Zdrowia. Pod koniec kwietnia w resorcie odbyło się spotkanie stron. Padła tam propozycja rządowa, która miała obejmować dwustopniową podwyżkę płac – a od 1 lipca br. 400 zł brutto i drugie tyle od 1 lipca 2018 r. Ratownicy nie wyrazili na nią zgody. Ich warunek to podwyżka w wysokości 1600 zł brutto, czyli w kwocie, którą mają otrzymać pielęgniarki.

„Podkreślam, że jesteśmy służbą, ale nie służącymi czy niewolnikami systemu. Mamy dość pracy po 400 i więcej godzin w miesiącu. W niektórych miejscach z etatowego czasu ratownicy otrzymują po 1700 zł „na rękę” lub pracują poniżej ustawowych 13 zł na godzinę” – ubolewa Roman Badach-Rogowski, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego.

Minister zdrowia określił dzisiejszą podwyżkę o 400 zł jako „nieco poniżej oczekiwań ratowników”.

Europejczyk gorszego sortu

Europejczyk gorszego sortu

Raport bułgarskich ekspertów wykazał, że zachodnie koncerny sprzedają w ich kraju takie same produkty, co na Zachodzie, jednak gorszej jakości. W ponad połowie przypadków są one w dodatku droższe.

Lubomir Kulinski, szef bułgarskiej agencji ds. bezpieczeństwa żywności, ocenia sytuację jako „podwójny standard”. Powodem jego wypowiedzi był opublikowany w środę raport, w który umieszczono wyniki analizy grupy artykułów żywnościowych tych samych marek, sprzedawanych w supermarketach w Niemczech, Austrii oraz Bułgarii.

Jak pisze portal forsal.pl, w maju ekipa bułgarskiego ministerstwa rolnictwa udała się do tych państw i nabyła w hipermarketach 31 artykułów – wyrobów czekoladowych, odżywek dla dzieci, soków, nabiału i kiełbas. Artykuły tych samych marek zostały kupione również w bułgarskich hipermarketach i poddane analizie w pięciu niezależnych laboratoriach. Badacze zastrzegają, że chodzi o zupełnie identyczne produkty, nie odpowiedniki. Okazuje się, że około 20 proc. z przebadanych zakupów miało w Bułgarii inny skład niż w Europie Zachodniej – rzecz jasna gorszy.

Napoje gazowane sprzedawane na niemieckim rynku zawierają cukier, a na bułgarskim – słodszy, bardziej szkodliwy dla zdrowia syrop glukozowo-fruktozowy. Naturalne soki w Bułgarii, w odróżnieniu od tych na niemieckim rynku, zawierają 3 proc. nieowocowych składników. Szynki mają o 1,2 proc. więcej wody i tłuszczów zwierzęcych, a czekolada – o 0,7 proc. mniej kakao – wykazano.

Z całej grupy 31 produktów 16 jest w Bułgarii droższych; największą różnicę zauważono w przypadku odżywek dla dzieci, które są o 97-110 proc. droższe na bułgarskim rynku niż na Zachodzie.

Minister rolnictwa Rumen Porożanow poinformował, że wyniki badań zostaną przekazane unijnej komisarz ds. konsumentów. Temat ma być omawiany na posiedzeniu ministrów rolnictwa państw UE, które odbędzie się w 17-18 lipca.
Podobne badania prowadziła Słowacja.