Starość bez praw

Starość bez praw

Rzecznik Praw Obywatelskich przeprowadził 146 kontroli w domach pomocy społecznej dla starszych osób na terenie całego kraju. Wnioski są zatrważające – w wielu z nich panują skandaliczne warunki, a pensjonariusze pozbawieni są podstawowych praw.

O sprawie pisze portal praca.gazetaprawna.pl. Według jej informacji cały system wymaga gruntownej reformy. Kontrole RPO wykazały, że mieszkańcy DPS-ów są traktowani jak dzieci i mają naprawdę niewiele możliwości decydowania choćby o spędzaniu własnego wolnego czasu – są zamykani w pokojach, pozbawiani możliwości pójścia do kościoła czy odwiedzenia znajomych poza ośrodkiem, zabrania się im zakupu karty telefonicznej, ubiera na siłę, zamyka w łazience.

To pierwsza tak dogłębna analiza sytuacji pensjonariuszy. Rezultaty pokazują poważne systemowe problemy oraz liczne nieprawidłowości. „Dlatego tak ważne jest systemowe rozwiązanie problemów narastających w DPS. Chodzi m.in. o brak kontroli legalności pobytu skierowanych do DPS wyrokiem sądowym. Jedyne, na czym taka kontrola się skupia, to sprawdzenie, czy w dokumentach mieszkańca znajduje się kopia postanowienia sądu w tej sprawie” – mówi Krzysztof Olkowicz, zastępca RPO.

„Wydawać by się mogło, że wyjście do kościoła, na zakupy, na spotkanie ze znajomymi to powinna być norma. A jednak wcale tak nie jest” – podkreśla dr Aleksandra Iwanowska, wiceprzewodnicząca komisji ekspertów Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur – „Brakuje przepisów, które by to zagwarantowały. W efekcie mieliśmy przypadki osób chorych na alzheimera, które były zamykane od zewnątrz w pokojach, uzależnieni od alkoholu byli zamykani w budynku, a niepełnosprawni miesiącami nie opuszczali budynku, bo nikt nie obsługiwał platformy dla wózków”.

RPO przygotował pakiet niezbędnych zmian prawnych. Apeluje do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o stworzenie wykazu zasadach, na podstawie których można ograniczać wyjścia mieszkańcom DPS oraz ustandaryzowanie opieki psychologicznej i psychiatrycznej. Do Ministerstwa Zdrowia wnioskuje o objęcie kontrolą sądów rodzinnych wszystkich DPS, gdzie mogą przebywać osoby z zaburzeniami psychicznymi. Ale przede wszystkim po raz kolejny wskazuje Ministerstwu Sprawiedliwości konieczność ograniczenia zasądzania ubezwłasnowolnień.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pomogą wyrzuconym na bruk

Pomogą wyrzuconym na bruk

Sejm przegłosował projekt nowej ustawy. Zakłada on przyspieszenie udzielania pomocy finansowej osobom, które straciły pracę w wyniku bankructwa przedsiębiorstwa.

Ustawa, której projekt przygotował resort Rodziny i Pracy, obiecuje m.in. przyspieszenie udzielania pomocy finansowej pracownikom, którzy w przypadku faktycznego zaprzestania działalności przez pracodawcę zostali pozbawieni pracy i świadczeń związanych z zatrudnieniem. Jak pisze parlamentarny.pl, w zmianie ustawy zdefiniowano szczegółowo pojęcie faktycznego zaprzestania działalności – doprecyzowano przypadki, w których będzie możliwa wypłata zaliczek na poczet niezaspokojonych przez pracodawcę roszczeń pracowniczych.

To nie wszystkie zmiany – nowe rozwiązanie umożliwi także wypłacenie zwolnionemu pracownikowi ekwiwalentu urlopowego nie tylko za rok, w którym ustał stosunek pracy, ale również za rok poprzedzający.

Nowelizacja zakłada też rozszerzenie katalogu świadczeń, które przysługują pracownikom w przypadku niewypłacalności pracodawcy oraz wydłużenie tzw. okresów referencyjnych między rozwiązaniem stosunku pracy a datą niewypłacalności pracodawcy – z 9 do 12 miesięcy. Uprawniają one do uzyskania świadczeń z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Resort liczy, że dzięki tej zmianie zostaną objęte ochroną osoby, w których przypadku uprawnienie do świadczenia nie mieściło się w przyjętych dotychczas okresach referencyjnych. Zmiana ta spowoduje również rozszerzenie ochrony roszczeń pracowniczych.

Nowelizacja ma też uporządkować i usprawnić tryb wypłaty świadczeń przez wojewódzkie urzędy pracy.

Walka dużych prędkości

Walka dużych prędkości

To nie polski przemysł będzie budował w Polsce kolej dużych prędkości.

Resort wraca do debaty publicznej, która została przerwana w 2011 r. – minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk ogłosił powrót do idei kolei dużych prędkości. Przed sześcioma laty decyzję o zamrożeniu prac nad linią high-speed Warszawa – Łódź – Poznań/Wrocław podjął Sławomir Nowak, minister transportu w rządzie Donalda Tuska.

Za a nawet przeciw

Aby Andrzej Adamczyk mógł uroczyście ogłosić swoją decyzję, Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa 14 czerwca 2017 r. zorganizowało w warszawskim hotelu Marriott konferencję „Rozwój polskiej kolei z wykorzystaniem środków Unii Europejskiej – analiza możliwości budowy kolei dużych prędkości w Polsce”.

Wychodzący z konferencji uczestnicy komentowali, że minister właściwie nic nie powiedział – nie ogłosił powrotu do tworzenia kolei dużych prędkości, lecz jedynie powrót do dyskusji na ten temat. Oddaje to już od dłuższego czasu trapiące Andrzeja Adamczyka niezdecydowanie w kwestii polskiego TGV. Potrafi on w jednej wypowiedzi w pełni poprzeć tę ideę i wyrazić wobec niej wątpliwości. W lutym 2017 r. w programie „Gość Wiadomości” na antenie TVP1 Adamczyk powiedział: – My będziemy mieli koleje dużych prędkości na pewno, Polaków na to stać. Pytanie przed wszystkim, czy znajdziemy źródła finansowania.

Już we wrześniu 2016 r. „Dziennik Gazeta Prawna” poinformował, że resort Adamczyka zamówił w Instytucie Kolejnictwa „wewnętrzny raport na temat kolei dużych prędkości w Polsce”.

W zamrażarce prace wre

Autorzy raportu przedstawili plan dalszych działań, odnotowując duże zaawansowanie prac studialnych nad koleją dużych prędkości – wynikające z tego, że po ogłoszeniu przez Sławomira Nowaka w grudniu 2011 r. decyzji o wstrzymaniu przygotowań do budowy kolei dużych nie przerywano rozpoczętych już prac. W 2013 r. zakończyły się trwające od 2010 r. prace nad „Studium wykonalności budowy linii kolejowej dużych prędkości Warszawa – Łódź – Poznań/Wrocław” zamówionym przez PKP Polskie Linie Kolejowe. To jednak nie wszystko, spółka ta zlecała kolejne prace studialne nawet ponad dwa lata po zamrożeniu działań na rzecz polskiego TGV. Na przykład w 2014 r. zamówione zostało studium wykonalności wydłużenia planowanej linii dużych prędkości do granicy czeskiej i niemieckiej.

Od 2010 r. na prace przygotowawcze w zakresie kolei dużych prędkości wydano w sumie 76 mln zł. Większość z tej kwoty trafiła do hiszpańskiej firmy Ingenieria IDOM Internacional, która tylko za „Studium wykonalności budowy linii kolejowej dużych prędkości Warszawa – Łódź – Poznań/Wrocław” zainkasowała 59,7 mln zł.

Szanse na wschodzie

Choć na czerwcowej konferencji w hotelu Marriott wiceminister rozwoju Witold Słowik określił kolej dużych prędkości jako „szansę i wyzwanie dla polskich producentów”, to w rzeczywistości swoją szansę w ewentualnej decyzji o powrocie do tworzenia w Polsce kolei high-speed widzą przede wszystkim kraje Europy Zachodniej.

Rozwojem kolei dużych prędkości w Polsce szczególnie zainteresowana jest Francja, która – rozwijając od 1981 r. system szybkich kolei – bacznie rozgląda się za możliwościami eksportu swoich technologii. Francuskie podmioty nie od dziś dbają o dobre relacje z ekspertami, menadżerami i naukowcami zajmującymi się koleją w Europie Środkowo-Wschodniej.

Obecnie koleje francuskie SNCF i paryska uczelnia Conservatoire National des Arts et Métiers realizują z podmiotami z Polski, Łotwy, Rosji i Ukrainy program kształcenia kadr na potrzeby kolei dużych prędkości (z Polski w przedsięwzięciu tym uczestniczą PKP PLK i Uniwersytet Technologiczno-Humanistyczny w Radomiu).

Pozytywny wpływ ekonomiczny

Gdy przed sześcioma laty minister transportu Sławomir Nowak podjął decyzję o zamrożeniu przygotowań do budowy kolei dużych prędkości, Francja natychmiast przystąpiła do organizowania w Warszawie dużej konferencji na temat TGV. Uczestników odbywającego się w kwietniu 2012 r. wydarzenia swoją obecnością zaszczycił dyrektor ds. projektów strategicznych kolei SNCF, który wystąpił z wykładem „Pozytywny wpływ ekonomiczny i społeczny wprowadzenia kolei dużych prędkości we Francji”. Do Polski przyjechali wtedy też szef działu międzynarodowego Ministerstwa Ekologii, Zrównoważonego Rozwoju, Transportu i Gospodarki Mieszkaniowej Francji czy dyrektor ds. rozwoju biznesu z koncernu Alstom.

To właśnie Alstom od początku historii francuskiej kolei dużych prędkości produkuje na jej potrzeby pociągi TGV, które w regularnej eksploatacji osiągają prędkości do 320 km/h. W 2007 r. podczas prób jeden ze składów TGV osiągnął prędkość 574,8 km/h – to światowy rekord szybkości pojazdu szynowego. Polskim firmom trudno będzie konkurować z pozycją Alstomu, który już zadomowił się w Polsce: dostarczył spółce PKP Intercity składy Pendolino i wybudował na ich potrzeby centrum serwisowe w Warszawie, do koncernu należą ponadto zakłady Konstal w Chorzowie. To jedna z 32 fabryk taboru szynowego w grupie Alstom.

Walka o polskie miliardy

Przedstawicielstwo w Polsce ma firma Systra, specjalizująca się w projektowaniu kolei dużych prędkości. Systra to spółka kolei SNCF, paryskich zakładów transportu miejskiego RATP oraz francuskich banków: Crédit Agricole i BNP Paribas. Systra starała się o zdobycie kontraktu na opracowanie studium wykonalności polskiej linii dużych prędkości, który, przypomnijmy, ostatecznie przypadł Hiszpanom z IDOM.

Hiszpania nie po raz pierwszy wtedy pokonała Francję. To właśnie Hiszpania – która pierwszą swoją linię dużych prędkości uruchomiła w 1992 r., 11 lat po Francji – dziś może poszczycić się najdłuższą w Europie siecią kolei high-speed.

Jeśli rząd Prawa i Sprawiedliwości podejmie decyzję o budowie kolei dużych prędkości, nasz kraj stanie się areną kolejnej walki między Francją i Hiszpanią, które świetnie wiedzą, że Polska sama nie będzie w stanie zbudować sobie kolei high-speed. A jest o co walczyć. – Koleje dużych prędkości to jest minimum minimorum 30 mld zł – powiedział minister Andrzej Adamczyk.

Karol Trammer

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn” (nr 4/90, lipiec-sierpień 2017): www.zbs.net.pl

Koniec uników

Koniec uników

Duże międzynarodowe firmy działające w Unii Europejskiej powinny udostępnić publicznie informacje na temat swoich zasobów i płaconych na całym świecie podatków. Taką decyzję podjął kilka dni temu Parlament Europejski.

Projekt regulacji przewiduje wprowadzenie obowiązku składania publicznych sprawozdań przez największe przedsiębiorstwa prowadzące działalność w UE. Ma to być kolejny krok w walce z unikaniem opodatkowania przez przedsiębiorstwa.

Jak pisze portal money.pl, 534 posłów (przy 98 przeciw) było za tym, by Parlament otrzymał mandat do dalszych rozmów na ten temat z państwami członkowskimi. Niektórzy z nich jednak stawiali przeszkody na drodze do pełnej transparentności i opowiedzieli się za tym, by obowiązek dotyczył firm, których globalny obrót wynosi co najmniej 750 mln euro. Europejska Partia Ludowa (EPL) wymusiła nieujawnianie niektórych wrażliwych informacji. Chadecy tłumaczyli, że pełna transparencja mogłaby szkodzić działającym w UE firmom, bo te funkcjonujące poza Europą miałby przewagę poprzez dostęp do wielu informacji swoich konkurentów.

Europosłowie chcą, by duże międzynarodowe firmy publikowały corocznie raporty ujawniające zyski oraz podatki z każdego z państw członkowskich UE, w którym prowadzą działalność. Dodatkowo ujawnione mają być obroty firmy, liczba pracowników, zysk przed opodatkowaniem, a także rodzaj działalności. Dane te miałyby być dostępne publicznie na stronach internetowych. Korporacje mają być też odpowiedzialne za przekazanie informacji do rejestru publicznego, który będzie prowadziła Komisja Europejska.