Koniec wykluczenia energetycznego?

Koniec wykluczenia energetycznego?

Przy Ministerstwie Energii powstanie zespół ds. wykluczenia energetycznego. Zaproponuje on kompleksową politykę publiczną, która zapewni optymalną ochronę osobom na nie narażonym.

Jak informuje portal parlamentarny.pl, ubóstwo energetyczne to zjawisko polegające na doświadczaniu trudności w zaspokojeniu podstawowych potrzeb energetycznych w miejscu zamieszkania za rozsądną cenę. Zespół przeanalizuje, jak wygląda obecna praktyka wsparcia obywateli, którzy mają tego rodzaju problemy. Wypracowane założenia zostaną skierowane do dalszych prac legislacyjnych.

Z opracowania Instytutu Badań Strukturalnych (IBS) wynika, że ubóstwo energetyczne dotyka 9,6 proc. polskich gospodarstw domowych, czyli ponad 4 mln osób. Zjawiskiem najbardziej zagrożone są osoby samotne mieszkające w dużych domach na wsi, lokatorzy starych, komunalnych kamienic w miastach, rodziny wielodzietne mieszkające w dużych wiejskich domach oraz ubodzy mieszkańcy wolnostojących domów na wsi i w małych miejscowościach.

Na łamach naszego kwartalnika w 2016 r. ukazała się rozmowa o ubóstwie energetycznym z Agatą Miazgą, współautorką prac poświęconych ubóstwu energetycznemu, m.in. „Dom zimny, dom ciemny – czyli ubóstwo energetyczne w Polsce”, „Ubóstwo energetyczne w Polsce – definicja i charakterystyka społeczna grupy”: https://nowyobywatel.pl/2016/02/08/zimno-i-ciemno/

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Młodzi jednorazowi

Młodzi jednorazowi

Młodzi ludzie zdecydowanie częściej niż starsi są zatrudniani na niepewnych warunkach. Liczba umów na czas określony w grupie wiekowej 15 do 24 lat wyniosła w 2015 roku 43,3 proc. Wśród ogółu pracowników wskaźnik ten wynosił 14,1 proc.

Jak relacjonuje „Tygodnik Solidarność”, odsetek ten rośnie nie tylko w Polsce, ale i w wielu krajach europejskich. Chociaż część młodych osób wybiera pracę na część etatu lub na umowę tymczasową z powodu chęci godzenia jej z nauką, wielu z nich pracuje w niepewnych warunkach zatrudnienia, gdyż lepsze nie są im oferowane przez pracodawców. We Włoszech 84 proc. młodych osób, które pracują na część etatu, chce pracy w pełnym wymiarze, a w Hiszpanii 54 proc. pracuje w niepełnym wymiarze godzin tylko dlatego, że nie może znaleźć pracy na pełny etat.

Oficjalne statystyki ukrywają także wiele innych form pracy niepewnej. W Wielkiej Brytanii 8 proc. pracowników w wieku 15-24 lata ma umowy na „zero godzin”, co znaczy, że nie mają oni żadnych gwarancji, że cokolwiek zarobią. W innych krajach upowszechniła się praktyka fikcyjnego samozatrudnienia lub stosowania kontraktów cywilnych zamiast umów o pracę. Zwalnia to pracodawcę z obowiązków prawnych (np. ubezpieczenia, prawa do urlopu, ochrony zatrudnienia). Szacuje się, że w Polsce około 2,4 mln osób (około 16 proc. ogółu zatrudnionych) znajduje się w takiej sytuacji i jest bardzo prawdopodobne, że wiele z nich to młodzi ludzie.

Służba zdrowia ma dość

Służba zdrowia ma dość

Jeśli postulaty płacowe pracowników ochrony zdrowia nie zostaną spełnione, rozpoczną oni głodówkę. Planowany termin strajku to 2 października.

Tomasz Dybek, przedstawiciel Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej, zapowiedział w Sejmie podczas rozpatrywania projektu o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia, że jeżeli propozycje nie zostaną wzięte pod uwagę, strajk będzie nieuchronnym krokiem. „Będą na nas wieszać psy, obarczać i winić za wszystko, jeśli jednak tylko nasz bunt i sparaliżowana służba zdrowia ma przynieść długofalowe efekty dla wszystkich Polaków, to jesteśmy gotowi ponieść to upokorzenie” – mówił, zapowiadając strajk.

Dziś, 19 lipca, Sejm rozpoczął rozpatrywanie obywatelskiego projektu ws. minimalnych wynagrodzeń w ochronie zdrowia. Dybek podał podczas komisji wiele skandalicznych i chwytających za serce faktów. Opowiedział o tym, że w przyszłym roku wiek emerytalny osiągnie jedna trzecia polskich pielęgniarek. Nie lepiej, jak mówił, jest w przypadku lekarzy: średnia ich wieku to prawie 55 lat; gdyby nie wciąż pracujący emeryci, kolejki wydłużyłyby się dwukrotnie. „Będziemy umierać w odrapanych, brzydkich, przestarzałych szpitalach, będziemy w nich karmieni niejadalnymi papkami, a co najgorsze: będziemy prosić, aby ktoś przybiegł nam z pomocą, uśmierzył ból, podał kubek z wodą, bo będzie brakować personelu medycznego. Będziemy czekali miesiące i lata na łóżko, badanie, operację” – mówił.

Serbscy robotnicy nie odpuszczają

Serbscy robotnicy nie odpuszczają

W serbskiej fabryce samochodów Fiat trzeci tydzień trwa strajk. Pracownicy zarabiają tam jedynie 313 euro miesięcznie.

Dziś kilkuset strajkujących od ponad dwóch tygodni pracowników fabryki Fiata w serbskim mieście Kragujevac przemaszerowało pod ratusz, domagając się od prezydenta i rządu interwencji w sporze z zagranicznym pracodawcą o warunki płacowe.

Robotnicy domagają się zwiększenia miesięcznej pensji o ok. 60 euro, z 38 tys. dinarów (312,8 euro) do 45 tys. (370,5 euro). Chcą również, aby firma pokrywała koszty ich przejazdu do pracy w godzinach 22-5 rano, gdy nie jeździ transport publiczny. Oczekują też wyższych premii za 2017 i 2018 rok.

Niestety odpowiedzi rządu są wymijające. Premier Ana Brnabić zaapelowała do strajkujących o powrót do pracy i powiedziała, że rząd nie może zagwarantować im podwyżki płac. Bardziej niż ich losem przejęła się „złym wizerunkiem”, jaki z powodu strajku kraj może zyskać u zagranicznych inwestorów.

W Kragujevacu produkowano przez lata samochody marki Zastava na licencji Fiata. W 2008 roku włoski koncern Fiat odkupił od rządu serbskiego 70 proc. akcji fabryki.