Minimalna znowu rośnie

Minimalna znowu rośnie

W 2018 r. wzrośnie zarówno miesięczne wynagrodzenie minimalne, jak i minimalna stawka godzinowa. Propozycja Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej to 2100 zł miesięcznie brutto oraz 13 zł 70 gr brutto za godzinę pracy.

Proponowane wcześniej przez rząd minimalne wynagrodzenie miało od stycznia wynieść 2080 zł brutto, jednak ministerstwo po konsultacjach społecznych rekomenduje kwotę 2100 zł. Związkowcy z OPZZ i FZZ domagali się za to 2200 zł. Z kolei pracodawcy z Rady Dialogu Społecznego zalecali waloryzowanie minimalnej pensji jedynie o ustawowy wskaźnik, co dałoby kwotę 2050 zł.

„Od samego początku mówiliśmy, że w tej sytuacji wzrostu gospodarczego i dynamicznego wzrostu wynagrodzeń chcemy utrzymać relację minimalnego wynagrodzenia do przeciętnego wynagrodzenia na tym poziomie, na jakim była w tym roku, żeby wynosiła ponad 47 proc.” mówiła minister Rafalska. „Propozycja podniesienia o 70 gr stawki godzinowej nie stanowi żadnego zagrożenia. Dotąd wydajność pracy w Polsce rosła szybciej niż rosły wynagrodzenia. Zaproponowany wzrost o 5 proc. to propozycja umiarkowana i przemyślana, forsowana od początku” – dodała.

Rafalska zaznaczyła, że ostateczną decyzję ws. minimalnej stawki godzinowej Rada Ministrów podejmie do 15 września.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Równo czy nie?

Równo czy nie?

Z najnowszego raportu Hays Poland pod tytułem „Kobiety na rynku pracy 2017” wynika, że na polu zawodowym kobiety wciąż doświadczają nierównego traktowania.

Raport informuje, że tylko 44 proc. kobiet i aż 78 proc. mężczyzn zgadza się z twierdzeniem, że pracownicy o podobnych kwalifikacjach mają równe szanse na awans, niezależnie od płci. Ponad 85 proc. respondentów ma szefa-mężczyznę, a także mężczyznami są osoby zarządzające ich organizacją oraz osoby na stanowiskach menadżerskich w ich miejscu zatrudnienia.

Niemal połowa kobiet wskazuje, że pojawiły się na ich drodze zawodowej przeszkody wynikające z płci. Panie podkreślają przede wszystkim trudności z powrotem do pracy po urlopie macierzyńskim oraz z pogodzeniem pracy z życiem prywatnym. Wskazują na niechęć zarządu i przełożonych do kobiet na stanowiskach kierowniczych, brak zaufania oraz kierowanie się stereotypami w podejmowaniu decyzji o zatrudnieniu lub awansie. Uczestniczki badania podkreślają, że w firmach istnieją „szklane sufity” i stanowiska, powyżej których nie zasiadają kobiety. Mówią również o trudności „przebicia się” w branżach i stanowiskach tradycyjnie postrzeganych jako typowo męskie.

Dobrze i źle w mieszkalnictwie

Dobrze i źle w mieszkalnictwie

Senat zajmuje się dziś jedną z ustaw regulujących działanie programu mieszkaniowego Mieszkanie Plus. Organizacje lokatorskie apelują o poprawki, bo ustawa wprowadza tzw. najem instytucjonalny, który oznacza otwarcie furtki dla eksmisji na bruk. Jednocześnie jednak wprowadzone zostaną nowe przepisy, które mają rozprawić się z patologiami w spółdzielniach mieszkaniowych.

Sejm uchwalił w ubiegłym tygodniu ustawę o Krajowym Zasobie Nieruchomości (KZN), który jest elementem „Mieszkania Plus”, jednego ze sztandarowych programów PiS – systemu tanich mieszkań na wynajem. Lokale te mają być budowane tanio i udostępniane niezamożnym lokatorom po niewygórowanych cenach, z możliwością wykupu. Grunty pod budowę udostępniają m.in. Poczta Polska i PKP. Niestety w projektowanych zapisach umowy najmu pojawiły się niepokojące fragmenty: osoba, która zechce wynająć mieszkanie w ramach programu, będzie musiała podpisać oświadczenie w formie aktu notarialnego. Zobowiąże się w nim, że w razie żądania opuszczenia lokalu wskutek jego zadłużenia, zrobi to w ciągu 14 dni. Nie będzie mieć prawa do lokalu socjalnego czy pomieszczenia zastępczego.

Obawy w tej sprawie przedstawiło biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, które zauważyło, że lokatorzy nie będą mieli żadnej ochrony przed eksmisją na bruk, ponieważ o zasadności żądania opuszczenia lokalu nie będzie orzekał sąd.

Jednocześnie jednak uchwalono nowe przepisy regulujące zasady działania spółdzielni mieszkaniowych. To sprawa niebagatelna, gdyż ich członkami jest aż 14 mln Polaków. Nowe zasady oznaczają rozprawienie się z patologiami i przywrócenie prawa do decydowania o losie spółdzielni i zasobu mieszkalnego jej rzeczywistym członkom, a nie sitwie znajomych zarządu spółdzielni. Jak pisze wyborcza.pl, teraz spółdzielcze członkostwo ma być związane tylko z posiadaniem prawa do lokalu lub umową na jego budowę. To jedna z ważniejszych zmian w ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych. Wcześniej bowiem istniała instytucja tzw. członka oczekującego. Na mocy starych przepisów członkowie oczekujący mieli takie same uprawnienia, jak rzeczywiści członkowie, czyli osoby posiadające prawo do lokalu. A co najważniejsze, członkowie oczekujący mogli uczestniczyć w walnym zgromadzeniu spółdzielni i głosować. Często byli stronnikami zarządu w podnoszeniu opłat i uposażenia zarządzających.

Równość ponad granicami

Równość ponad granicami

Czescy i słowaccy pracownicy firmy Volkswagen chcą zrównania swoich płac z wynagrodzeniami robotników niemieckich.

Przeprowadzony niedawno z pozytywnym skutkiem strajk słowackich pracowników fabryki zmotywował do walki o swoje robotników z Czech. Związki zawodowe w fabrykach należących do Grupy Volkswagen na Słowacji i w Czechach walczą o wyrównanie płac w zakładach leżących po różnych stronach granicy. Czesi i Słowacy chcą zarabiać na podobnym poziomie co Niemcy, a w swoich staraniach są wspierane przez słowackiego premiera i szefa niemieckich związków zawodowych.

<> on March 11, 2010 in Wolfsburg, Germany.

Według informacji portalu pulshr.pl, w ocenie Reinera Hoffmanna z DGB (to zgrupowanie ośmiu niemieckich związków zawodowych, które razem liczą około 6 milionów członków), pracownicy koncernu Volkswagen w fabrykach zagranicznych (w Czechach i Słowacji) powinni mieć takie same warunki pracy, w tym płacy, jak ci pracujący w Niemczech. Tymczasem Czesi zarabiają obecnie średnio 1413 euro miesięcznie, Słowacy zaś około 1800 euro. To nadal znacznie mniej, niż zarabiają zatrudniani przez ten sam koncern robotnicy niemieccy.

„Dlaczego firma, która produkuje jedne z najbardziej luksusowych samochodów, płaci słowackim pracownikom jedną trzecią tego, co w zachodnich krajach?” – mówi cytowany przez agencję Reuters premier Słowacji Robert Fico.

Fico poparł walkę słowackich pracowników o wyższe płace. 20 czerwca na Słowacji wstrzymana została produkcja we wszystkich trzech fabrykach Volkswagena. Do strajku przystąpiło około 70 proc. ponad 12-tys. załogi. Dało to impuls do wysuwania żądań płacowych także przez czeskich pracowników. Czeskie i słowackie związki zawodowe porozumiały się już między sobą w tej sprawie.

Czy polscy pracownicy tego samego koncernu przyłączą się do fali protestów?