Omijają minimalną?

Omijają minimalną?

PIP informuje, że minimalna stawka godzinowa nie wszędzie jest wypłacana. Inspekcja planuje 20 tys. kontroli na terenie całego kraju.

Stwierdzane przez inspektorów nieprawidłowości od lat są podobne, zmieniają się tylko branże, w których się pojawiają. Jak mówi Główny Inspektor Pracy Roman Giedrojć, firmy próbują zyskać przewagę konkurencyjną na rynku, obniżając koszty płacy i pracy.

Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadziła w ubiegłym roku 82,5 tys. kontroli u blisko 68 tys. pracodawców. W ich trakcie stwierdzono 80 tys. wykroczeń. Nadal liczne są przypadki niewypłacania wynagrodzenia za pracę oraz nadużywania umów cywilnoprawnych.

„Pracodawcy często zamiast zatrudniać nowych pracowników, wolą powierzać dodatkową pracę zatrudnionym już osobom. W konsekwencji pracownicy pracują zbyt długo i często ich dodatkowa praca nie jest we właściwy sposób rekompensowana czy wynagradzana” – mówi inspektor. Opowiada także o współpracy Inspekcji ze związkami zawodowymi: „Związki zawodowe są naturalnym i wieloletnim partnerem Państwowej Inspekcji Pracy. Związkowcy doskonale orientują się, co się dzieje w ich zakładach pracy i często pierwsi reagują na stwierdzone nieprawidłowości, zagrożenia i patologie. My mamy narzędzia prawne, by prawo pracy było przestrzegane. Współpraca z NSZZ Solidarność, a także z Ogólnopolskim Porozumieniem Związków Zawodowych dotyczy zapewnienia zleceniobiorcom minimalnej stawki godzinowej w wysokości 13 zł brutto. Obowiązuje ona od 1 stycznia tego roku. Są pracodawcy, którzy niestety jej nie płacą, a jednym z zadań inspekcji pracy jest jej wyegzekwowanie. Wiele osób w obawie o utratę zlecenia godzi się na zaniżone wynagrodzenie i nie podejmuje działań, by uzyskać stawkę 13 zł za godzinę, nie chcąc stracić źródła dochodu. W imieniu takich osób związki zawodowe najczęściej występują, a my szybko reagujemy”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Biedronka pod lupą

Biedronka pod lupą

Portugalska sieć sklepów jest ostatnio obiektem zainteresowania Państwowej Inspekcji Pracy. Sklepy czekają zmasowane kontrole.

Pod koniec lipca działający w sieci dyskontów związek zawodowy NSZZ „Solidarność” wystosował pismo do Głównego Inspektora Pracy. Prosił w nim o kontrolę warunków zatrudnienia. Już kilka dni po jego otrzymaniu inspektorowie wkroczyli do kilkudziesięciu dyskontów.

Danuta Rutkowska, rzecznik prasowy GIP, tłumaczy, że liczba kontrolowanych sklepów nie jest duża, bo akcja ma na razie charakter pilotażowy. Dodaje jednak, że sklepy zostały tak wybrane, by można było przekonać się o warunkach pracy panujących w całej sieci Biedronka. Ma ona zatem zasięg ogólnopolski. Pilotaż potrwa do września. Jeśli potwierdzą się doniesienia pracowników sieci dotyczące warunków pracy, wówczas kontrola przybierze szerszy zakres, czyli zostaną nią objęte kolejne markety.

Pracownicy Biedronki i związek zawodowy zarzucają szefostwu m.in. brak nieprzerwanego tygodniowego odpoczynku od pracy, brak przynajmniej jednej wolnej niedzieli na cztery tygodnie, brak 15-minutowych przerw. Sieć, według ich słów, zatrudnia za mało pracowników, co skutkuje nadmiernym obciążeniem pracą osób obecnie zatrudnionych.

Rynek pracy nie taki przyjazny?

Rynek pracy nie taki przyjazny?

Pomimo najlepszej od ćwierćwiecza koniunktury na rynku pracy, o jedną piątką zwiększyła się liczba osób, które straciły zatrudnienie w wyniku zwolnień grupowych.

Rekordowo niskie bezrobocie i narastające trudności pracodawców ze znalezieniem kandydatów do pracy nie oznaczają, że rynek jest wolny od problemów. Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w pierwszych sześciu miesiącach tego roku firmy pożegnały się w wyniku zwolnień grupowych z 8,9 tys. osób. To o 21 proc. więcej niż w tym samym okresie w poprzednim roku.

Pracę straciły w ten sposób osoby z branży finansowej, ubezpieczeniowej, handlowej, budowlanej i medialnej. Zwolnień grupowych dokonały m.i. Alior Bank, PKO BP, PZU, Agora, Skanska, Marks and Spencer, Alma Market i Trakcja PRKiL.

Zwolnienia dotyczą głównie stanowisk dublujących się np. z powodu połączenia dwóch banków w jeden podmiot, a także zamknięcia w Polsce wymienionych powyżej sieci handlowych.

Chylące się ku upadkowi

Chylące się ku upadkowi

Według analiz Polskiej Akademii Nauk, niemal połowie z 255 polskich miast grozi zapaść, marginalizacja i kryzysy.

Jak informuje portal samorzad.pap.pl, największe zagęszczenie i nasilenie tego rodzaju problemów społeczno-gospodarczych zlokalizowano w Prudniku (woj. opolskie), Hajnówce (woj. podlaskie) oraz Bartoszycach (woj. warmińsko-mazurskie). Wysoko są również Kętrzyn (warmińsko-mazurskie), Przemyśl i Sanok (woj. podkarpackie) oraz Grudziądz (woj. kujawsko-pomorskie).

Łącznie funkcje społeczno-gospodarcze tracą… aż 122 miasta. Problemy rozwojowe dotyczą m.in. spadku liczby ludności, zwłaszcza osób młodych i lepiej wykształconych. Towarzyszą temu narastające problemy społeczne, atrofia, rozpad więzi społecznych. Zachwianie równowagi na rynku pracy powoduje nadmiernie długimi dojazdami do pracy, które są dodatkowo utrudnione z uwagi na peryferyjność tych miejscowości.

Wszystkie opisane miasta średniej wielkości charakteryzują niekorzystne tendencje demograficzne, zabór wszelkich funkcji wyższego rzędu (nauka, kultura, sztuka) przez większe ośrodki, oraz upadek przemysłu, którego istnienie dawniej napędzało ich rozwój. Występują także problemy z transportem publicznym (m.in. brak kolei).

Na liście 122 najbardziej zagrożonych zapaścią miast znajdują się także spore ośrodki, jak Radom czy Sosnowiec.