Praca ponad siły

Praca ponad siły

W ostatnim półroczu w Polsce zmarło z przepracowania dwóch lekarzy. Naczelna Rada Lekarska zwróciła się do ministra zdrowia z propozycją dyskusji i żądaniem konkretnych rozwiązań.

Jak informuje portal rynekzdrowia.pl, prezes NRL, Maciej Hamankiewicz, napisał do Konstantego Radziwiłła z prośbą o rzeczową dyskusję nad sytuacją w polskiej służbie zdrowia. Podkreślił, że lekarze są przeciążeni pracą, a ich średniotygodniowe normy dotyczące jej długości są przekraczane na podstawie klauzuli opt-out. To klauzula, która pozwala lekarzom podpisywać zgodę na przekroczenie średniotygodniowej maksymalnej normy czasu pracy. Zgoda ta wprawdzie jest dobrowolna, ale samorząd lekarski zwraca uwagę, że z jednej strony troska o pacjentów, których nie można pozostawić bez opieki, a z drugiej strony – oczekiwania pracodawców prowadzących szpitale sprawia, że na lekarzach ciąży silna presja, aby podpisywali zgodę na pracę w warunkach, które niewątpliwie są szkodliwe dla ich zdrowia.

Klauzula opt-out jest wykorzystywana głownie po to, aby zapewnić należytą obsadę dyżurów lekarskich w godzinach nocnych. Kiedyś w prawodawstwie polskim dyżur nie był w ogóle wliczany do czasu pracy, co sprawiało, że lekarze pełnili tyle dyżurów, ile wymagał od nich pracodawca, nie gwarantujący żadnych norm odpoczynku po zakończonym dyżurze. Obecnie dyżur medyczny jest wprawdzie wliczany do czasu pracy, ale dano pracodawcom możliwość zobowiązania lekarza do pełnienia dyżurów z przekroczeniem 48-godzinnej maksymalnej tygodniowej normy czasu pracy na podstawie podpisanej przez pracownika klauzuli.

Jak podkreśla Hamankiewicz, wieloletnie nawarstwianie się przekroczeń tygodniowych norm czasu pracy poprzez wykonywanie ciężkiej i odpowiedzialnej pracy, głównie w godzinach nocnych, negatywnie wpływa na stan zdrowia dyżurujących lekarzy. Proponuje rozwiązania: zwiększenie limitu przyjęć na studia lekarskie, by zwiększyć dostęp do zawodu lekarza, nakłanianie młodych lekarzy do podejmowania deficytowych specjalizacji, poprawę warunków finansowych i zdjęcie z lekarzy obowiązków formalno-biurokratycznych.

Pełna treść pisma prezesa NRL do ministra zdrowia: nil.org.pl

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Islandzkie firmy zapłacą po równo

Islandzkie firmy zapłacą po równo

Najpóźniej do 2020 r. firmy na Islandii będą musiały zacząć płacić kobietom i mężczyznom jednakowe wynagrodzenie za pracę na takim samym stanowisku.

Tym samym Islandia stała się pierwszym krajem na świecie, który zmusi pracodawców do zasypania przepaści płacowej pomiędzy płciami (i który zwraca także uwagę na równość płacową ze względu na pochodzenie etniczne czy narodowość). Podobne rozwiązania mają miejsce w Szwajcarii i amerykańskim stanie Minnesota, ale Islandia jako pierwsza uczyniła je obowiązkowym wymogiem, od którego nie ma ucieczki.

Dodatkowo każde przedsiębiorstwo, które zatrudnia ponad 25 osób, będzie musiało przedstawić listę płac i zaświadczenie o wypłacaniu niezróżnicowanych płac, by otrzymać specjalny certyfikat.

„Równe prawa są prawami człowieka” – powiedział minister Równości i Spraw Społecznych Thorsteinn Viglundsson – „Musimy zapewnić równe szanse w miejscu pracy zarówno mężczyznom, jak i kobietom. To nasz obowiązek. Czas na radykalne rozwiązania”.

W październiku 2016 r. tysiące Islandek opuściło swoje stanowiska pracy o godz. 14.38. Podczas typowego dnia pracy, który trwa od 8.00 do 16.00, kobiety są opłacane do tej właśnie godziny, później zaś pracują za darmo, jeśli porównamy ich wynagrodzenia na tym samym stanowisku z męskimi. Protest ten był jedną z przyczyn zmiany ustawodawstwa.

Światowe Forum Ekonomiczne obwoływało Islandię najlepszym krajem pod względem równości między płciami przez osiem lat z rzędu – ale kobiety zarabiały tam 14 do 18 proc. mniej od mężczyzn.

Ustawa przeszła przez islandzki parlament. Nowe prawo ma być wdrożone do 2020 r.

Węgierskie Tesco o krok od strajku

Węgierskie Tesco o krok od strajku

Związki zawodowe sklepów Tesco na Węgrzech debatują nad terminem strajku w sklepach tej sieci. Powodem jest brak planowanych podwyżek na 2017 rok oraz kłamstwo firmy.

Jak pisze dailynewshungary.com, strajk ma objąć cały kraj. Związkowcy z KDFSZ i pracownicy sklepów Tesco czują się urażeni mylącymi, kłamliwymi komentarzami, jakie przedsiębiorstwo oficjalnie robiło na temat negocjacji płacowych – twierdziło w nich bowiem, że sporne sprawy zostaną rozwiązane tak, by i sklep, i związkowcy byli zadowoleni oraz że wdrożono już prace nad zmianami. Nic takiego nie miało jednak miejsca.

Csaba Bubenkó, przewodniczący związku działającego w Tesco, powiedział, że czarę przelała informacja, że w bieżącym roku nie nastąpią żadne podwyżki płac. Zapowiedziane są na rok 2018, jednak, zdaniem związkowców, będą to po prostu rządowe podwyżki płacy minimalnej, które sieć zamierza przedstawić jako akt własnej hojności.

Miejsce i termin strajku zostaną niebawem podane. Związki dysponują składkami w takiej wysokości, by zrekompensowały one pracownikom niezarobione z powodu przerwania pracy pieniądze.

Brytyjski Mc Donald’s walczy

Brytyjski Mc Donald’s walczy

Pracownicy dwóch restauracji sieci McDonald’s w Wielkiej Brytanii opuścili swoje miejsca pracy w proteście przeciwko warunkom pracy oraz umowom typu „zero godzin”.

Jak informuje BBC News, pracownicy placówek w Cambridge i Crayford rozpoczęli wczoraj o północy 24-godzinną akcję protestacyjną i informacyjną. Organizujący ich związek zawodowy (The Bakers, Food and Allied Workers Union) żąda płacy w wysokości 10 funtów za godzinę oraz bardziej stabilnych warunków pracy.

Ian Hodson, przewodniczący związku, mówi, że pracownicy sieci i podobnych restauracji i barów muszą mierzyć się z kiepskimi warunkami pracy oraz obcinaniem godzin, a nawet prześladowaniem przez menadżerów, co wielu z nich odbiera jako karę za przystąpienie do związku.

Firma zatrudnia na terenie Wielkiej Brytanii 85 tys. osób. W kwietniu br. ogłosiła, że pracownicy mogą wybrać sobie sztywne bądź elastyczne umowy. Często domniemana elastyczność oznacza jednak umowy na „zero godzin”, co niesie ze sobą konieczność czekania na telefon od pracodawcy i brak możliwości oszacowania, ile zarobi się w bieżącym miesiącu czy nawet tygodniu.

Strajkujący żądają, by firma zrezygnowała z takich umów do końca roku. Protest wpiera Jeremy Corbyn.