Zero kilometrów na godzinę

Zero kilometrów na godzinę

Ponad jedna dziesiąta polskiej sieci kolejowej istnieje tylko teoretycznie.

Sieć kolejowa zarządzana przez PKP Polskie Linie Kolejowe liczy 18,4 tys. km długości. Ale tylko oficjalnie. Już ponad jedną dziesiątą sieci kolejowej stanowią bowiem linie, na których obowiązująca prędkość maksymalna wynosi 0 km/h – co oznacza, że ich stan techniczny uniemożliwia kursowanie pociągów. Prędkością 0 km/h w aktualnym „Wykazie maksymalnych prędkości” objęte zostały przez „zarządcę narodowej sieci linii kolejowych” 123 odcinki, liczące w sumie 2064 km.

Po rozpatrzeniu aspektów

Spółka PKP Polskie Linie Kolejowe w „Regulaminie przydzielania tras pociągów i korzystania z przydzielonych tras pociągów przez licencjonowanych przewoźników kolejowych” głosi, że z linii, na których obowiązuje prędkość 0 km/h, przewoźnicy mogą skorzystać po złożeniu wniosku, w którym określą, jak długo chcą korzystać z linii, jakie ładunki chcą nią przewozić, ile zamierzają zrealizować pociągokilometrów i bruttotonokilometrów oraz jakie są parametry ich pociągów, a do tego przedstawią jeszcze propozycję zorganizowania ruchu na linii.

Jak dalej czytamy w regulaminie spółki PKP PLK, „po rozpatrzeniu aspektów technicznych, organizacyjnych, eksploatacyjnych i ekonomicznych w uzgodnieniu z przewoźnikiem warunków technicznych i eksploatacyjnych oraz zasad pokrycia wydatków z tym związanych właściwy zakład linii kolejowych sporządza regulamin prowadzenia ruchu na linii”.

Zasady są takie, że w przypadku linii, na których prędkość 0 km/h obowiązuje przynajmniej od roku, nie stosuje się „Cennika stawek jednostkowych opłat za korzystanie z infrastruktury kolejowej” (stawki w wysokości od 1,99 zł do 37,58 zł za kilometr przejazdu pociągu w zależności od masy składu i standardu linii). Dla linii istniejących teoretycznie opłaty nalicza się „na podstawie odrębnej kalkulacji”, która dodatkowo obciąża przewoźnika kosztami przygotowania linii do przejazdów pociągów.

Gdy niedawno jeden z przewoźników towarowych wyraził zainteresowanie transportowaniem buraków cukrowych z wykorzystaniem 14-kilometrowego odcinka Baborów – Głubczyce, na którym obecnie maksymalna prędkość wynosi 0 km/h, spółka PKP PLK koszty odtworzenia niezbędnej infrastruktury oraz wycinki drzew i krzewów rosnących na torze wyceniła na 6 mln zł.

Linia, której nie ma

W ostatnich latach spółka PKP PLK obejmowała prędkością 0 km/h kolejne linie obsługujące przemysł: Szydłów – Gracze (kopalnia Bazalt-Gracze), Baborów – Polska Cerekiew (cukrownia Cerekiew), Człuchów – Przechlewo (rozlewnia gazu BP w Sąpolnie), Kamienna Góra – Pisarzowice (kopalnia dolomitu JKSM) czy Wolsztyn – Powodowo (fabryka elementów betonowych Xella).

Tylko teoretycznie istnieją też linie mające znaczenie dla spójności sieci kolejowej, które mogłyby odciążać silnie obciążone ruchem magistrale. Prędkością 0 km/h objęto linię Poznań – Bydgoszcz na liczącym 31 km odcinku między Gołańczą a Szubinem czy linię Chojnice – Działdowo na liczącym 54 km odcinku między Brodnicą a Działdowem.
Prędkość 0 km/h oficjalnie obowiązuje też na 20-kilometrowej linii Zabrze Biskupice – Pyskowice. Problem w tym, że w rzeczywistości linia ta od kilkunastu lat… nie istnieje – tory zostały zdemontowane w 2004 r. O jej odtworzenie od lat apeluje Związek Niezależnych Przewoźników Kolejowych: „Decyzja o rozbiórce odcinka Zabrze Biskupice – Pyskowice okazała się pochopna. Obecnie cały ruch w kierunku zachodnim z Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego musi przechodzić albo przez przeciążony węzeł gliwicki, albo tarnogórski, obsługujący również ruch w kierunku północnej Polski.

„Przewoźnicy wskazują na pilną potrzebę całościowej odbudowy odcinka w standardzie linii magistralnej, dwutorowej i zelektryfikowanej” – czytamy w raporcie ZNPK z 2012 r.
Prędkość 0 km/h obowiązuje także na kilku krótkich łącznicach, które usprawniały przejazd składów towarowych przez węzły kolejowe: Turczyn – Białystok Starosielce (możliwość jazdy z Warszawy do Ełku bez zmiany kierunku w Białymstoku), Grębocin – Katarzynka (możliwość przejazdu z Sierpca w stronę Chełmży i Grudziądza bez zmiany kierunku na stacji Toruń Wschodni) czy Mikułowa – Las (dogodny dojazd z kierunku wschodniego do Worka Turoszowskiego oraz stacji granicznej z Czechami w Zawidowie).

Zgłoszenie potrzeby

W przypadku części linii objętych prędkością 0 km/h ich ciągłość została przerwana wskutek zaasfaltowania torów na przejazdach kolejowych, na co zarządcy dróg otrzymali zgodę spółki PKP Polskie Linie Kolejowe. Tak stało się między innymi w przypadku 18-kilometrowego odcinka Okleśna – Trzebinia, zapewniającego najkrótsze połączenie Zakładów Chemicznych Alwernia z linią Kraków – Katowice. Między Trzebinią a Okleśną zaasfaltowano przejazdy na skrzyżowaniu linii kolejowej z jedną z ulic w Bolęcinie oraz z drogą wojewódzką 780 w Alwerni. Zaasfaltowane zostały też linie kolejowe Kartuzy – Lębork (na skrzyżowaniu z drogą krajową 6 w Lęborku) czy Bytów – Korzybie (na skrzyżowaniach z drogą wojewódzką 209 w Korzybiu i drogą krajową 21 w Zielinie).
Linia Bojanowo – Góra Śląska stała się nieprzejezdna wraz z powstaniem w 2014 r. drogi ekspresowej S5 łączącej Poznań z Wrocławiem: tor kolejowy przerwano na odcinku liczącym kilkadziesiąt metrów – wskutek czego od transportu kolejowego odciętych zostało dziesięć firm w Górze. Jeszcze na etapie projektowania drogi, w lipcu 2010 r., PKP PLK zawarły porozumienie z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad, że zbuduje ona wiadukt kolejowy nad drogą S5 w ciągu dwóch lat po zgłoszeniu potrzeby uruchomienia linii. „Zarządca narodowej sieci linii kolejowej” do dziś nie skierował takiego wniosku do GDDKiA.

Karol Trammer

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn” (nr 5/91 wrzesień-październik 2017)
www.zbs.net.pl

 

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Praca ponad siły

Praca ponad siły

W ostatnim półroczu w Polsce zmarło z przepracowania dwóch lekarzy. Naczelna Rada Lekarska zwróciła się do ministra zdrowia z propozycją dyskusji i żądaniem konkretnych rozwiązań.

Jak informuje portal rynekzdrowia.pl, prezes NRL, Maciej Hamankiewicz, napisał do Konstantego Radziwiłła z prośbą o rzeczową dyskusję nad sytuacją w polskiej służbie zdrowia. Podkreślił, że lekarze są przeciążeni pracą, a ich średniotygodniowe normy dotyczące jej długości są przekraczane na podstawie klauzuli opt-out. To klauzula, która pozwala lekarzom podpisywać zgodę na przekroczenie średniotygodniowej maksymalnej normy czasu pracy. Zgoda ta wprawdzie jest dobrowolna, ale samorząd lekarski zwraca uwagę, że z jednej strony troska o pacjentów, których nie można pozostawić bez opieki, a z drugiej strony – oczekiwania pracodawców prowadzących szpitale sprawia, że na lekarzach ciąży silna presja, aby podpisywali zgodę na pracę w warunkach, które niewątpliwie są szkodliwe dla ich zdrowia.

Klauzula opt-out jest wykorzystywana głownie po to, aby zapewnić należytą obsadę dyżurów lekarskich w godzinach nocnych. Kiedyś w prawodawstwie polskim dyżur nie był w ogóle wliczany do czasu pracy, co sprawiało, że lekarze pełnili tyle dyżurów, ile wymagał od nich pracodawca, nie gwarantujący żadnych norm odpoczynku po zakończonym dyżurze. Obecnie dyżur medyczny jest wprawdzie wliczany do czasu pracy, ale dano pracodawcom możliwość zobowiązania lekarza do pełnienia dyżurów z przekroczeniem 48-godzinnej maksymalnej tygodniowej normy czasu pracy na podstawie podpisanej przez pracownika klauzuli.

Jak podkreśla Hamankiewicz, wieloletnie nawarstwianie się przekroczeń tygodniowych norm czasu pracy poprzez wykonywanie ciężkiej i odpowiedzialnej pracy, głównie w godzinach nocnych, negatywnie wpływa na stan zdrowia dyżurujących lekarzy. Proponuje rozwiązania: zwiększenie limitu przyjęć na studia lekarskie, by zwiększyć dostęp do zawodu lekarza, nakłanianie młodych lekarzy do podejmowania deficytowych specjalizacji, poprawę warunków finansowych i zdjęcie z lekarzy obowiązków formalno-biurokratycznych.

Pełna treść pisma prezesa NRL do ministra zdrowia: nil.org.pl

Islandzkie firmy zapłacą po równo

Islandzkie firmy zapłacą po równo

Najpóźniej do 2020 r. firmy na Islandii będą musiały zacząć płacić kobietom i mężczyznom jednakowe wynagrodzenie za pracę na takim samym stanowisku.

Tym samym Islandia stała się pierwszym krajem na świecie, który zmusi pracodawców do zasypania przepaści płacowej pomiędzy płciami (i który zwraca także uwagę na równość płacową ze względu na pochodzenie etniczne czy narodowość). Podobne rozwiązania mają miejsce w Szwajcarii i amerykańskim stanie Minnesota, ale Islandia jako pierwsza uczyniła je obowiązkowym wymogiem, od którego nie ma ucieczki.

Dodatkowo każde przedsiębiorstwo, które zatrudnia ponad 25 osób, będzie musiało przedstawić listę płac i zaświadczenie o wypłacaniu niezróżnicowanych płac, by otrzymać specjalny certyfikat.

„Równe prawa są prawami człowieka” – powiedział minister Równości i Spraw Społecznych Thorsteinn Viglundsson – „Musimy zapewnić równe szanse w miejscu pracy zarówno mężczyznom, jak i kobietom. To nasz obowiązek. Czas na radykalne rozwiązania”.

W październiku 2016 r. tysiące Islandek opuściło swoje stanowiska pracy o godz. 14.38. Podczas typowego dnia pracy, który trwa od 8.00 do 16.00, kobiety są opłacane do tej właśnie godziny, później zaś pracują za darmo, jeśli porównamy ich wynagrodzenia na tym samym stanowisku z męskimi. Protest ten był jedną z przyczyn zmiany ustawodawstwa.

Światowe Forum Ekonomiczne obwoływało Islandię najlepszym krajem pod względem równości między płciami przez osiem lat z rzędu – ale kobiety zarabiały tam 14 do 18 proc. mniej od mężczyzn.

Ustawa przeszła przez islandzki parlament. Nowe prawo ma być wdrożone do 2020 r.

Węgierskie Tesco o krok od strajku

Węgierskie Tesco o krok od strajku

Związki zawodowe sklepów Tesco na Węgrzech debatują nad terminem strajku w sklepach tej sieci. Powodem jest brak planowanych podwyżek na 2017 rok oraz kłamstwo firmy.

Jak pisze dailynewshungary.com, strajk ma objąć cały kraj. Związkowcy z KDFSZ i pracownicy sklepów Tesco czują się urażeni mylącymi, kłamliwymi komentarzami, jakie przedsiębiorstwo oficjalnie robiło na temat negocjacji płacowych – twierdziło w nich bowiem, że sporne sprawy zostaną rozwiązane tak, by i sklep, i związkowcy byli zadowoleni oraz że wdrożono już prace nad zmianami. Nic takiego nie miało jednak miejsca.

Csaba Bubenkó, przewodniczący związku działającego w Tesco, powiedział, że czarę przelała informacja, że w bieżącym roku nie nastąpią żadne podwyżki płac. Zapowiedziane są na rok 2018, jednak, zdaniem związkowców, będą to po prostu rządowe podwyżki płacy minimalnej, które sieć zamierza przedstawić jako akt własnej hojności.

Miejsce i termin strajku zostaną niebawem podane. Związki dysponują składkami w takiej wysokości, by zrekompensowały one pracownikom niezarobione z powodu przerwania pracy pieniądze.