Dzieci tyją

Dzieci tyją

Jak raportuje NIK, liczba uczniów z nieprawidłową masą ciała systematycznie rośnie i wynosi obecnie 22 proc. dzieci. Otyłość lub nadwagę ma zatem co piąte dziecko.

Izba zauważa, że chociaż w szkołach prowadzone są ogólnopolskie programy promujące zdrowe żywienie i działania edukacyjne kształtujące prawidłowe nawyki żywieniowe wśród uczniów, nie zatrzymały one tej niebezpiecznej tendencji. Skuteczność programów osłabiała m.in. dostępność niezdrowych produktów w części sklepików szkolnych, czy też podawanie uczniom w szkole obiadów niejednokrotnie przekraczających normy żywienia dla dzieci i młodzieży (ze zbyt wysoką zawartością białka, tłuszczów, węglowodanów oraz nadmierną ilością sodu.

Nieprawidłowe odżywianie może prowadzić do powstania wielu groźnych chorób oraz być również przyczyną gorszych wyników w nauce.

NIK zwraca uwagę, że pomimo iż w objętych kontrolą szkołach corocznie prowadzono badania BMI (wskaźnik masy ciała), to żadna z nich nie przekazywała tych wyników do organu prowadzącego. W blisko połowie szkół wyniki te nie były w ogóle gromadzone ani analizowane. Z badań BMI przeprowadzonych przez pielęgniarki szkolne w 19 z 20 skontrolowanych szkół wynika, że liczba uczniów z nieprawidłową masą ciała systematycznie rosła. W ciągu czterech lat (od 2012 do 2016 roku) odsetek uczniów z nieprawidłową masą ciała zwiększył się o ponad pięć punktów procentowych, czyli z 16,8 proc. w roku szkolnym 2012/2013 do 22 proc. w roku szkolnym 2015/2016. Najszybciej wzrastał odsetek dzieci otyłych, mających nadmiar tkanki tłuszczowej występujący w stopniu zaawansowanym (wzrost o 3,3 proc.) oraz z nadwagą, mających nadmiar tkanki tłuszczowej występujący w stopniu umiarkowanym (wzrost o 1,5 proc.).

Wszystkie objęte kontrolą szkoły realizowały trzy podstawowe programy żywieniowe: „Mleko w szkole”, „Owoce i warzywa w szkole” oraz „Pomoc państwa w zakresie dożywiania”. W latach 2010-2015 koszt realizacji programu „Szklanka mleka”/„Mleko w szkole” wyniósł łącznie 885,8 mln zł, programu „Owoce w szkole”/„Owoce i warzywa w szkole” – 325,4 mln zł, a programu „Pomoc państwa w zakresie dożywiania” – ponad 5 mld zł.
NIK ocenia, że warunki organizacyjne w kontrolowanych szkołach nie zawsze sprzyjały osiągnięciu oczekiwanych efektów tych programów. Skuteczność programów żywieniowych „Mleko w szkole” i „Owoce i warzywa w szkole” osłabiał brak urozmaicenia produktów, a przede wszystkim niezrealizowanie jednego z podstawowych założeń, czyli spożywania otrzymanych produktów na terenie szkoły.

Według oświadczeń rodziców, owoce i warzywa na terenie szkoły zawsze spożywało zaledwie 10 proc. uczniów, a mleko 12,5 proc. Pozostałe dzieci zabierały je do domu, często ich nie spożywając.

NIK zwraca uwagę na niewłaściwe zbilansowanie obiadów podawanych uczniom w szkole. Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Krakowie przeprowadziła na zlecenie NIK badanie 15 jadłospisów oraz dokonała oceny m.in. kaloryczności, wartości odżywczej i urozmaicenia posiłków podawanych uczniom. Z analizy wynika, że żadna ze skontrolowanych placówek nie zapewniła obiadów w 100 proc. spełniających odpowiednie normy żywieniowe dla dzieci i młodzieży. We wszystkich ocenianych jadłospisach była zbyt duża zawartość białka i węglowodanów, a w ponad 85 proc. również tłuszczów. NIK zwraca także uwagę na zbyt krótkie i zbyt wczesne przerwy obiadowe. W skrajnym przypadku, w jednej z kontrolowanych szkół obiady wydawane były już od godziny 9.20, a w kolejnej od 10.10.

Izba rekomenduje placówkom oświatowym:

1. wykorzystywanie zbiorczych wyników badań BMI przy planowaniu działań profilaktycznych i edukacyjnych;
2. zachęcanie uczniów do spożywania na terenie szkoły produktów otrzymanych w ramach realizowanych programów;
3. wspólne spożywanie śniadań nauczycieli z uczniami;
4. zapewnienie właściwej organizacji spożycia posiłków, w tym przerw pomiędzy lekcjami umożliwiających spokojne zjedzenie obiadu wszystkim uczniom korzystającym z tej formy żywienia.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Więcej kasy na leczenie

Więcej kasy na leczenie

W planie finansowym NFZ na ten rok zostanie uwzględniona rezerwa środków w wysokości 764 ml zł. Pieniądze te zostaną przeznaczone m.in. na operacje zaćmy oraz rozładowanie najdłuższych kolejek do innych zabiegów.

Zarządzenie w tej sprawie zostało podpisane w piątek 15 września. „To kolejny bardzo dobry krok na drodze do coraz większego finansowania systemu, a co za tym idzie” – lepszej opieki dla pacjentów powiedział minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.

Te 764 mln to środki z funduszu zapasowego. Zostaną przeznaczone na dodatkowe świadczenia medyczne, czyli rozładowanie kolejek w tych obszarach służby zdrowia, gdzie są one najbardziej bolesne: „Pieniądze te będą przeznaczone na świadczenia medyczne – na sfinansowanie jeszcze w tym roku dodatkowych operacji usunięcia zaćmy, wszczepienia endoprotezy stawu kolanowego lub biodrowego, wykonanie diagnostyki obrazowej w zakresie tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego oraz na leczenie przewlekłego wirusowego zapalenia wątroby typu C” – mówi rzeczniczka prasowa NFZ Sylwia Wądrzyk.

Jak wyliczył NFZ, w przypadku zaćmy pieniądze te pozwolą na sfinansowanie leczenia – jeszcze w tym roku – 46 tys. dodatkowych pacjentów. W przypadku tomografii komputerowej, dzięki dodatkowym środkom, można będzie przeprowadzić badanie u ponad 82 tys. pacjentów. Pozwoli to skrócić kolejki o 43 proc. wszystkich oczekujących. Natomiast dodatkowe środki na badanie rezonansem magnetycznym pozwolą na sfinansowanie ponad 91,6 tys. świadczeń, co oznacza, że o prawie 1/3 skróci się kolejka.

Konsumenci gorszego sortu?

Konsumenci gorszego sortu?

Kraje, które podejrzewają dostawców o różnicowanie jakości produktów w zależności od tego, na jaki rynek mają one trafiać, będą mogły ubiegać się o unijne dotacje przeznaczone na ich przebadanie.

Jak pisze forsal.pl, Unia wyłoży na takie badania około 2 mln euro. Komisarz UE ds. sprawiedliwości, spraw konsumenckich i równości płci, Czeszka Viera Jourova, twierdzi, że będzie to sposób na zapobiegnięcie nieuczciwej konkurencji.

Testami zainteresowane są Węgry, Czechy, Słowenia, Chorwacja i Słowacja. Także kraje nadbałtyckie wyraziły zainteresowanie badaniami, jednak w ich przypadku chodzi nie o żywność, lecz o proszki do prania i środki czystości. Kraje te podejrzewają ich producentów o zaniżanie jakości oferowanych na poszczególnych rynkach produktów.

Jourova uważa, że podwójne standardy na unijnym rynku są sprawą Unii, a nie pojedynczych państw. Jej zdaniem konieczna jest współpraca organów przeprowadzających testy. O niedopuszczalności praktyk różnicowania produktów w zależności od tego, na jaki rynek mają trafiać, mówił w środę w Strasburgu szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker: „Słowacy muszą mieć tyle samo ryb w paluszkach rybnych; Czesi muszą mieć tyle samo kakao w czekoladzie, a Węgrzy tyle samo mięsa w produktach mięsnych co ktokolwiek inny w UE”.

Walka z folią

Walka z folią

Od 1 stycznia 2018 r. zostanie wprowadzona opłata za torebki foliowe w sklepach. Obecnie tylko w niektórych supermarketach i dyskontach foliowe opakowania są płatne. Polacy zużywają rocznie 250-300 toreb na osobę, podczas gdy Finowie… tylko cztery.

Trwają dyskusje nad rodzajem toreb, które będą objęte opłatą, oraz nad kwotą, jaką klienci będą musieli za nie zapłacić. Propozycja Ministerstwa Środowiska to 20 gr, jednak nowela do ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowym będzie informowała, że torebka może kosztować do 1 zł za sztukę.

Pieniądze ze sprzedaży toreb mają trafiać m.in. na kampanie edukacyjne mające na celu ograniczenie stosowania foliówek.

Zgodnie z procedowanymi przepisami, opłata obejmie lekkie torby na zakupy z tworzywa sztucznego o grubości do 50 mikrometrów – obecnie najczęściej wydawane przy kasach sklepowych. Z opłaty wyłączone będą bardzo lekkie torby na zakupy z tworzywa sztucznego tzw. zrywki, o grubości poniżej 15 mikrometrów, ale tylko pod warunkiem, że będą używane wyłącznie ze względów higienicznych lub do pakowania żywności sprzedawanej luzem.

Pomysł opłat za jednorazowe torby w Polsce nie jest nowy. Część sklepów w latach 2009-2010 wycofała się z bezpłatnego wydawania toreb, wprowadzając odpłatność na poziomie od 5 do 20 gr za sztukę. Według szacunków, konieczność płacenia za torby na zakupy spowodowała ograniczenie ich stosowania o ok. 36 proc., z ok. 470 do 300 toreb na mieszkańca w roku.

Szacuje się, że Polacy średnio zużywają 250-300 toreb foliowych rocznie. Według danych Komisji Europejskiej, w 2010 r. średnia na jednego Polaka, Portugalczyka czy Słowaka wynosiła aż 490 foliówek, na Niemca 70, a na Fina czy Duńczyka – tylko cztery torby.