W oku Wielkiego Brata

W oku Wielkiego Brata

Szykuje się rewolucja w dostępie do danych osobowych pracowników. Za zgodą zatrudnionego firma pozyska m.in. jego dane biometryczne i o niekaralności. Będzie także mogła instalować w miejscu pracy kamery.

Jak podaje serwis.gazetaprawna.pl, teoretycznie firmy będą mogły pozyskać na temat pracowników każdą informację, jeśli tylko udowodnią, że dotyczy ona zatrudnienia. Wyjątkiem będą tylko dane szczególnie wrażliwe (o nałogach, stanie zdrowia oraz życiu seksualnym i orientacji seksualnej).

Rządowy projekt ustawy o ochronie danych osobowych zakłada, że pracodawcy znacznie częściej niż dotychczas będą mogli pozyskiwać informacje np. o niekaralności pracowników, ich cechach charakterologicznych (poprzez przeprowadzenie testów osobowościowych lub psychologicznych), adresach kontaktowych (mailowych, telefonicznych, na portalach społecznościowych). Zupełną nowością jest umożliwienie pozyskiwania danych biometrycznych. Wszystko wskazuje, że stosowanie czytników np. linii papilarnych będzie możliwe zarówno w celu ograniczenia dostępu do tajemnicy przedsiębiorstwa, jak i na potrzeby ewidencji czasu pracy.

Usankcjonowany zostanie też monitoring w firmach. Pracodawcy będą mogli umieszczać kamery w pomieszczeniach pracy, ale za uprzedzeniem (co najmniej 14-dniowym) i nie w miejscach przeznaczonych do celów socjalnych (m.in. szatniach, toaletach, stołówkach). Twórcy ustawy wyjaśniają, że monitoring ten nie ma służyć kontroli procesów pracy, lecz bezpieczeństwu.

Pozyskiwanie danych ma się odbywać za zgodą pracownika, jednak trudno tutaj mówić o dobrowolności w przypadku stosunku podległości.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Więcej kasy na leczenie

Więcej kasy na leczenie

W planie finansowym NFZ na ten rok zostanie uwzględniona rezerwa środków w wysokości 764 ml zł. Pieniądze te zostaną przeznaczone m.in. na operacje zaćmy oraz rozładowanie najdłuższych kolejek do innych zabiegów.

Zarządzenie w tej sprawie zostało podpisane w piątek 15 września. „To kolejny bardzo dobry krok na drodze do coraz większego finansowania systemu, a co za tym idzie” – lepszej opieki dla pacjentów powiedział minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.

Te 764 mln to środki z funduszu zapasowego. Zostaną przeznaczone na dodatkowe świadczenia medyczne, czyli rozładowanie kolejek w tych obszarach służby zdrowia, gdzie są one najbardziej bolesne: „Pieniądze te będą przeznaczone na świadczenia medyczne – na sfinansowanie jeszcze w tym roku dodatkowych operacji usunięcia zaćmy, wszczepienia endoprotezy stawu kolanowego lub biodrowego, wykonanie diagnostyki obrazowej w zakresie tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego oraz na leczenie przewlekłego wirusowego zapalenia wątroby typu C” – mówi rzeczniczka prasowa NFZ Sylwia Wądrzyk.

Jak wyliczył NFZ, w przypadku zaćmy pieniądze te pozwolą na sfinansowanie leczenia – jeszcze w tym roku – 46 tys. dodatkowych pacjentów. W przypadku tomografii komputerowej, dzięki dodatkowym środkom, można będzie przeprowadzić badanie u ponad 82 tys. pacjentów. Pozwoli to skrócić kolejki o 43 proc. wszystkich oczekujących. Natomiast dodatkowe środki na badanie rezonansem magnetycznym pozwolą na sfinansowanie ponad 91,6 tys. świadczeń, co oznacza, że o prawie 1/3 skróci się kolejka.

Konsumenci gorszego sortu?

Konsumenci gorszego sortu?

Kraje, które podejrzewają dostawców o różnicowanie jakości produktów w zależności od tego, na jaki rynek mają one trafiać, będą mogły ubiegać się o unijne dotacje przeznaczone na ich przebadanie.

Jak pisze forsal.pl, Unia wyłoży na takie badania około 2 mln euro. Komisarz UE ds. sprawiedliwości, spraw konsumenckich i równości płci, Czeszka Viera Jourova, twierdzi, że będzie to sposób na zapobiegnięcie nieuczciwej konkurencji.

Testami zainteresowane są Węgry, Czechy, Słowenia, Chorwacja i Słowacja. Także kraje nadbałtyckie wyraziły zainteresowanie badaniami, jednak w ich przypadku chodzi nie o żywność, lecz o proszki do prania i środki czystości. Kraje te podejrzewają ich producentów o zaniżanie jakości oferowanych na poszczególnych rynkach produktów.

Jourova uważa, że podwójne standardy na unijnym rynku są sprawą Unii, a nie pojedynczych państw. Jej zdaniem konieczna jest współpraca organów przeprowadzających testy. O niedopuszczalności praktyk różnicowania produktów w zależności od tego, na jaki rynek mają trafiać, mówił w środę w Strasburgu szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker: „Słowacy muszą mieć tyle samo ryb w paluszkach rybnych; Czesi muszą mieć tyle samo kakao w czekoladzie, a Węgrzy tyle samo mięsa w produktach mięsnych co ktokolwiek inny w UE”.

Walka z folią

Walka z folią

Od 1 stycznia 2018 r. zostanie wprowadzona opłata za torebki foliowe w sklepach. Obecnie tylko w niektórych supermarketach i dyskontach foliowe opakowania są płatne. Polacy zużywają rocznie 250-300 toreb na osobę, podczas gdy Finowie… tylko cztery.

Trwają dyskusje nad rodzajem toreb, które będą objęte opłatą, oraz nad kwotą, jaką klienci będą musieli za nie zapłacić. Propozycja Ministerstwa Środowiska to 20 gr, jednak nowela do ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowym będzie informowała, że torebka może kosztować do 1 zł za sztukę.

Pieniądze ze sprzedaży toreb mają trafiać m.in. na kampanie edukacyjne mające na celu ograniczenie stosowania foliówek.

Zgodnie z procedowanymi przepisami, opłata obejmie lekkie torby na zakupy z tworzywa sztucznego o grubości do 50 mikrometrów – obecnie najczęściej wydawane przy kasach sklepowych. Z opłaty wyłączone będą bardzo lekkie torby na zakupy z tworzywa sztucznego tzw. zrywki, o grubości poniżej 15 mikrometrów, ale tylko pod warunkiem, że będą używane wyłącznie ze względów higienicznych lub do pakowania żywności sprzedawanej luzem.

Pomysł opłat za jednorazowe torby w Polsce nie jest nowy. Część sklepów w latach 2009-2010 wycofała się z bezpłatnego wydawania toreb, wprowadzając odpłatność na poziomie od 5 do 20 gr za sztukę. Według szacunków, konieczność płacenia za torby na zakupy spowodowała ograniczenie ich stosowania o ok. 36 proc., z ok. 470 do 300 toreb na mieszkańca w roku.

Szacuje się, że Polacy średnio zużywają 250-300 toreb foliowych rocznie. Według danych Komisji Europejskiej, w 2010 r. średnia na jednego Polaka, Portugalczyka czy Słowaka wynosiła aż 490 foliówek, na Niemca 70, a na Fina czy Duńczyka – tylko cztery torby.