Przyspieszenie bardzo powolne

Przyspieszenie bardzo powolne

Tempo przewozu towarów koleją na zachodzie Europy jest dwa razy większe niż na polskich torach.

24,9 km/h – tyle w 2016 r. wyniosła średnia prędkość handlowa pociągu towarowego na polskiej sieci kolejowej. Podając dane za ubiegły rok, Urząd Transportu Kolejowego poinformował, że mamy do czynienia z przyspieszeniem przewozu towarów koleją – w 2015 r. prędkość handlowa składów towarowych wynosiła średnio 23,1 km/h.

Tragiczny okres

Podstawową przyczyną niskiej prędkości handlowej w Polsce jest niezadowalający stan infrastruktury liniowej, czego podstawową przyczyną są wieloletnie zapóźnienia w modernizacjach i remontach. Szczególnie tragicznym okresem były lata 90. XX wieku – mówi dr inż. Arkadiusz Drewnowski z Wydziału Zarządzania i Ekonomiki Usług Uniwersytetu Szczecińskiego.

Degradacja sieci kolejowej szczególnie dotkliwie odbiła się na kluczowych dla ruchu towarowego ciągach jak Magistrala Węglowa ze Śląska przez Zduńską Wolę do Trójmiasta, linia Skierniewice – Łuków czy „Nadodrzanka” z Wrocławia przez Głogów i Zieloną Górę do Szczecina. Linie te na lata pogrążyły się w ograniczeniach prędkości do nawet 20-30 km/h – nie tylko o charakterze punktowym, ale także na całych długich odcinkach.

Wraz z pogarszającym się stanem technicznym „Nadodrzanki” drastycznie zmniejszyło się znaczenie kolei w obsłudze portów morskich Szczecin i Świnoujście: w 1995 r. 89% masy dotarło do nich koleją, zaś w 2012 r. już tylko 44%. Udział ciężarówek w obsłudze tych portów wzrósł w tym czasie z 2% do 52%!

Skutkiem obniżającego się tempa przewozów towarowych była spirala zmniejszającej się konkurencyjności kolei i pogarszającej się ekonomiki przewozów.

Im dłużej, tym drożej

Na rynku przewozowym liczy się przede wszystkim stawka frachtu i czas dostawy towaru. Niska prędkość handlowa wpływa na wydłużenie czasu dostawy, a pośrednio także na wysokość frachtu poprzez ponoszone przez przewoźnika koszty związane z wydłużonym obrotem taboru – mówi Ryszard Jacek Wnukowski z PKP Cargo. – Prędkość handlowa na sieci spółki PKP Polskie Linie Kolejowe wzrosła pierwszy raz od trzech lat i w 2016 r. wyniosła blisko 25 km/h. Ale i tak znacznie odbiega od prędkości handlowych na sieci innych kolei Unii Europejskiej, gdzie przekraczają one 40 km/h.

Ostatnie symboliczne zwiększenie średniej prędkości handlowej pociągów towarowych to efekt remontów na najważniejszych magistralach dla ruchu towarowego, ujętych w „Wieloletnim Programie Inwestycji Kolejowych” realizowanym do 2015 r. Ten dokument skupiał się jednak głównie na liniach istotnych z punktu widzenia przewozów pasażerskich. Następca tego dokumentu – „Krajowy Program Kolejowy do 2023 roku” – w większym stopniu uwzględnia potrzeby ciągów towarowych.

Aktualny program obejmuje nie tylko kontynuację poprawy stanu Magistrali Węglowej i „Nadodrzanki”, ale również przedsięwzięcia na dotychczas raczej pomijanych liniach. – Możemy wyróżnić projekty poprawy dostępu do portów w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie i Świnoujściu, projekty na liniach prowadzących do przejść granicznych czy szereg inwestycji w Górnośląskim Okręgu Przemysłowym – wylicza Joanna Kubiak z PKP PLK.

Górny Śląsk i Zagłębie Dąbrowskie to od lat rejon dużej intensywności ruchu towarowego i dużej degradacji linii, a w efekcie coraz dłuższych czasów wyjazdu składów na główne ciągi prowadzące w inne regiony kraju. Na obszarze Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego średnia prędkość handlowa składu towarowego to 17 km/h. Sytuację ma poprawić przeznaczenie aż 2,6 mld zł na przedsięwzięcie „Udrożnienie podstawowych ciągów wywozowych z Górnego Śląska”. Analogiczne działania zaplanowano też dla służących przewozowi kruszyw linii wylotowych z Dolnego Śląska.

Osunięcie międzynarodowego ciągu

Wskaźnik prędkości handlowej mierzy prędkość od momentu odjazdu pociągu ze stacji początkowej do przyjazdu na stację docelową z uwzględnieniem postojów. To właśnie postoje są czynnikiem poważnie obniżającym tempo przewozu towarów.

Działania na rzecz przyspieszenia pociągów towarowych nie mogą więc ograniczać się do zwiększania prędkości maksymalnej, ale muszą obejmować też eliminowanie konieczności długich postojów wynikających z ograniczeń przepustowości. – Niska prędkość handlowa to także wynik likwidacji posterunków ruchowych, likwidacji torów dodatkowych na stacjach czy zamykania linii umożliwiających prowadzenie objazdów. Dodajmy, że problemy te nierzadko są skutkiem błędów popełnionych w procesach modernizacji linii – mówi dr inż. Drewnowski. – Wszystko to przekłada się na ograniczoną przepustowość, przede wszystkim na ciągach o największym ruchu pasażerskim i towarowym.

Istotne jest zapewnienie dużej gęstości punktów, na których składy towarowe mogą przepuszczać cieszące się priorytetem pociągi pasażerskie. Problemem wielu stacji są tory dodatkowe zbyt krótkie dla pociągów towarowych, których maksymalna długość może wynosić 750 m. Utrudnia to trasowanie pociągów towarowych o najefektywniejszym ekonomicznie zestawieniu.

W ruchu towarowym procedury związane ze zmianą kierunku jazdy składu wymagają co najmniej 40 min. postoju. W „Krajowym Programie Kolejowym do 2023 roku” zaplanowano budowę lub odbudowę łącznic pozwalających na eliminację zmian czoła pociągu w rejonie Włoszczowy, Jasła, Rejowca i Zawady. Powstanie dwóch ostatnich łącznic stoi jednak pod dużym znakiem zapytania – trafiły one na listę rezerwową.
Na liście rezerwowej znalazła się też linia Łuków – Skierniewice, czyli południowa obwodnica Warszawy dla ruchu towarowego. Przypomnijmy, że na tym ciągu, od osunięcia się nasypu w 2001 r., wyłączony jest jeden tor na 13-kilometrowym odcinku między stacjami Mszczonów i Puszcza Mariańska. W efekcie już od 16 lat na tej linii – będącej częścią „międzynarodowego ciągu tranzytowego w ruchu towarowym” – poważnie ograniczona jest przepustowość.

Działania związane z remontami i modernizacjami sieci kolejowej należy planować biorąc pod uwagę zapewnienie odpowiedniego poziomu przepustowości – mówi dr inż. Arkadiusz Drewnowski. I dodaje: – Należy też uwzględniać rezerwy pod wzrost przewozów w przyszłości.

Karol Trammer

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn” (nr 5/91 wrzesień-październik 2017)
www.zbs.net.pl

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

W oku Wielkiego Brata

W oku Wielkiego Brata

Szykuje się rewolucja w dostępie do danych osobowych pracowników. Za zgodą zatrudnionego firma pozyska m.in. jego dane biometryczne i o niekaralności. Będzie także mogła instalować w miejscu pracy kamery.

Jak podaje serwis.gazetaprawna.pl, teoretycznie firmy będą mogły pozyskać na temat pracowników każdą informację, jeśli tylko udowodnią, że dotyczy ona zatrudnienia. Wyjątkiem będą tylko dane szczególnie wrażliwe (o nałogach, stanie zdrowia oraz życiu seksualnym i orientacji seksualnej).

Rządowy projekt ustawy o ochronie danych osobowych zakłada, że pracodawcy znacznie częściej niż dotychczas będą mogli pozyskiwać informacje np. o niekaralności pracowników, ich cechach charakterologicznych (poprzez przeprowadzenie testów osobowościowych lub psychologicznych), adresach kontaktowych (mailowych, telefonicznych, na portalach społecznościowych). Zupełną nowością jest umożliwienie pozyskiwania danych biometrycznych. Wszystko wskazuje, że stosowanie czytników np. linii papilarnych będzie możliwe zarówno w celu ograniczenia dostępu do tajemnicy przedsiębiorstwa, jak i na potrzeby ewidencji czasu pracy.

Usankcjonowany zostanie też monitoring w firmach. Pracodawcy będą mogli umieszczać kamery w pomieszczeniach pracy, ale za uprzedzeniem (co najmniej 14-dniowym) i nie w miejscach przeznaczonych do celów socjalnych (m.in. szatniach, toaletach, stołówkach). Twórcy ustawy wyjaśniają, że monitoring ten nie ma służyć kontroli procesów pracy, lecz bezpieczeństwu.

Pozyskiwanie danych ma się odbywać za zgodą pracownika, jednak trudno tutaj mówić o dobrowolności w przypadku stosunku podległości.

Dzieci tyją

Dzieci tyją

Jak raportuje NIK, liczba uczniów z nieprawidłową masą ciała systematycznie rośnie i wynosi obecnie 22 proc. dzieci. Otyłość lub nadwagę ma zatem co piąte dziecko.

Izba zauważa, że chociaż w szkołach prowadzone są ogólnopolskie programy promujące zdrowe żywienie i działania edukacyjne kształtujące prawidłowe nawyki żywieniowe wśród uczniów, nie zatrzymały one tej niebezpiecznej tendencji. Skuteczność programów osłabiała m.in. dostępność niezdrowych produktów w części sklepików szkolnych, czy też podawanie uczniom w szkole obiadów niejednokrotnie przekraczających normy żywienia dla dzieci i młodzieży (ze zbyt wysoką zawartością białka, tłuszczów, węglowodanów oraz nadmierną ilością sodu.

Nieprawidłowe odżywianie może prowadzić do powstania wielu groźnych chorób oraz być również przyczyną gorszych wyników w nauce.

NIK zwraca uwagę, że pomimo iż w objętych kontrolą szkołach corocznie prowadzono badania BMI (wskaźnik masy ciała), to żadna z nich nie przekazywała tych wyników do organu prowadzącego. W blisko połowie szkół wyniki te nie były w ogóle gromadzone ani analizowane. Z badań BMI przeprowadzonych przez pielęgniarki szkolne w 19 z 20 skontrolowanych szkół wynika, że liczba uczniów z nieprawidłową masą ciała systematycznie rosła. W ciągu czterech lat (od 2012 do 2016 roku) odsetek uczniów z nieprawidłową masą ciała zwiększył się o ponad pięć punktów procentowych, czyli z 16,8 proc. w roku szkolnym 2012/2013 do 22 proc. w roku szkolnym 2015/2016. Najszybciej wzrastał odsetek dzieci otyłych, mających nadmiar tkanki tłuszczowej występujący w stopniu zaawansowanym (wzrost o 3,3 proc.) oraz z nadwagą, mających nadmiar tkanki tłuszczowej występujący w stopniu umiarkowanym (wzrost o 1,5 proc.).

Wszystkie objęte kontrolą szkoły realizowały trzy podstawowe programy żywieniowe: „Mleko w szkole”, „Owoce i warzywa w szkole” oraz „Pomoc państwa w zakresie dożywiania”. W latach 2010-2015 koszt realizacji programu „Szklanka mleka”/„Mleko w szkole” wyniósł łącznie 885,8 mln zł, programu „Owoce w szkole”/„Owoce i warzywa w szkole” – 325,4 mln zł, a programu „Pomoc państwa w zakresie dożywiania” – ponad 5 mld zł.
NIK ocenia, że warunki organizacyjne w kontrolowanych szkołach nie zawsze sprzyjały osiągnięciu oczekiwanych efektów tych programów. Skuteczność programów żywieniowych „Mleko w szkole” i „Owoce i warzywa w szkole” osłabiał brak urozmaicenia produktów, a przede wszystkim niezrealizowanie jednego z podstawowych założeń, czyli spożywania otrzymanych produktów na terenie szkoły.

Według oświadczeń rodziców, owoce i warzywa na terenie szkoły zawsze spożywało zaledwie 10 proc. uczniów, a mleko 12,5 proc. Pozostałe dzieci zabierały je do domu, często ich nie spożywając.

NIK zwraca uwagę na niewłaściwe zbilansowanie obiadów podawanych uczniom w szkole. Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Krakowie przeprowadziła na zlecenie NIK badanie 15 jadłospisów oraz dokonała oceny m.in. kaloryczności, wartości odżywczej i urozmaicenia posiłków podawanych uczniom. Z analizy wynika, że żadna ze skontrolowanych placówek nie zapewniła obiadów w 100 proc. spełniających odpowiednie normy żywieniowe dla dzieci i młodzieży. We wszystkich ocenianych jadłospisach była zbyt duża zawartość białka i węglowodanów, a w ponad 85 proc. również tłuszczów. NIK zwraca także uwagę na zbyt krótkie i zbyt wczesne przerwy obiadowe. W skrajnym przypadku, w jednej z kontrolowanych szkół obiady wydawane były już od godziny 9.20, a w kolejnej od 10.10.

Izba rekomenduje placówkom oświatowym:

1. wykorzystywanie zbiorczych wyników badań BMI przy planowaniu działań profilaktycznych i edukacyjnych;
2. zachęcanie uczniów do spożywania na terenie szkoły produktów otrzymanych w ramach realizowanych programów;
3. wspólne spożywanie śniadań nauczycieli z uczniami;
4. zapewnienie właściwej organizacji spożycia posiłków, w tym przerw pomiędzy lekcjami umożliwiających spokojne zjedzenie obiadu wszystkim uczniom korzystającym z tej formy żywienia.

Więcej kasy na leczenie

Więcej kasy na leczenie

W planie finansowym NFZ na ten rok zostanie uwzględniona rezerwa środków w wysokości 764 ml zł. Pieniądze te zostaną przeznaczone m.in. na operacje zaćmy oraz rozładowanie najdłuższych kolejek do innych zabiegów.

Zarządzenie w tej sprawie zostało podpisane w piątek 15 września. „To kolejny bardzo dobry krok na drodze do coraz większego finansowania systemu, a co za tym idzie” – lepszej opieki dla pacjentów powiedział minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.

Te 764 mln to środki z funduszu zapasowego. Zostaną przeznaczone na dodatkowe świadczenia medyczne, czyli rozładowanie kolejek w tych obszarach służby zdrowia, gdzie są one najbardziej bolesne: „Pieniądze te będą przeznaczone na świadczenia medyczne – na sfinansowanie jeszcze w tym roku dodatkowych operacji usunięcia zaćmy, wszczepienia endoprotezy stawu kolanowego lub biodrowego, wykonanie diagnostyki obrazowej w zakresie tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego oraz na leczenie przewlekłego wirusowego zapalenia wątroby typu C” – mówi rzeczniczka prasowa NFZ Sylwia Wądrzyk.

Jak wyliczył NFZ, w przypadku zaćmy pieniądze te pozwolą na sfinansowanie leczenia – jeszcze w tym roku – 46 tys. dodatkowych pacjentów. W przypadku tomografii komputerowej, dzięki dodatkowym środkom, można będzie przeprowadzić badanie u ponad 82 tys. pacjentów. Pozwoli to skrócić kolejki o 43 proc. wszystkich oczekujących. Natomiast dodatkowe środki na badanie rezonansem magnetycznym pozwolą na sfinansowanie ponad 91,6 tys. świadczeń, co oznacza, że o prawie 1/3 skróci się kolejka.