Czas na starszych pracowników?

Czas na starszych pracowników?

W sytuacji rosnących deficytów pracowników firmy coraz chętniej sięgają po osoby po 50. roku życia. Z danych Work Service wynika, że blisko 27 proc. firm planuje zatrudniać pracowników w tej grupie wiekowej.

W ciągu półtora roku o 10 punktów procentowych zwiększył się odsetek firm, które mają w swojej załodze osoby 50+. Ich głównymi atutami są, zdaniem pracodawców, doświadczenie, zaangażowanie i nie tak częste zmiany miejsca pracy. 1 na 12 przedsiębiorców twierdzi, że sięga po tę właśnie grupę, bo nie jest w stanie znaleźć młodszych pracowników – informuje Work Service.

Przez wiele lat panował w Polsce kult młodego pracownika, który miał być rzutki i nowoczesny. Jednak wraz z rekordowo niskim poziomem bezrobocia, utrzymującą się emigracją oraz malejącą podażą pracowników, sytuacja się zmieniła. Deficyty kandydatów rosną, a to wymusza na pracodawcach zmianę podejścia do zatrudnianych osób. Korzystają na tym pracownicy 50+. Z najnowszych danych Work Service wynika, że 26,7% pracodawców planuje w ciągu 12 miesięcy zatrudniać osoby właśnie w tej grupie wiekowej. Na przestrzeni 1,5 roku to wzrost o blisko 7 p.p.

Widać wyraźnie, że rośnie zainteresowanie pracownikami 50+. Półtora roku temu takie osoby zatrudniało 76 proc. firm. Teraz ten odsetek wynosi blisko 86 proc., co oznacza wzrost o 10 p.p. Korzystają na tym obie strony – pracodawcy rekompensują sobie deficyty w innych grupach wiekowych, a pracownicy, którzy są już po 50-tym roku życia, mają większe szanse na pracę niż jeszcze kilka lat temu. Widać to w danych GUS dotyczących bezrobocia (według metodologii BAEL). W II kw. 2015 r. w grupie 55-64 lat wynosiło ono 5,3%, a obecnie to już 4%

Badanie „Postawy pracodawców wobec seniorów na rynku pracy” zostało przeprowadzone przez firmę Work Service na celowej próbie 105 przedsiębiorstw w lipcu i sierpniu 2017 r.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Maluch za mały

Maluch za mały

Najwyższa Izba Kontroli przeanalizowała działanie programu „Maluch”, który miał odpowiadać za zapewnienie opieki instytucjonalnej dzieciom do lat trzech. Z konkluzji badania wynika, że nie jest możliwe osiągniecie do 2020 r. postulowanego przez Unię Europejską wskaźnika 33 proc. dzieci objętych taką opieką.

Jak raportuje NIK, program „Maluch” przyczynił się w ciągu sześciu lat do ponad dwu- i półkrotnego wzrostu miejsc w żłobkach, klubach dziecięcych i u dziennych opiekunów. Wciąż jednak niewiele, bo tylko ponad 17 proc. gmin korzysta z programu, gdyż zapewnienie opieki nad najmłodszymi nie jest obowiązkowym zadaniem samorządów. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej szacuje, że w 2016 r. zabrakło 34 tys. miejsc dla dzieci. Zdaniem NIK faktyczna skala potrzeb jest znacznie wyższa i dotąd nie została zbadana.

Program istnieje od 2011 r. Izba zauważa, że przyczynił się do zwiększenia liczby miejsc opieki nad dziećmi w wieku do lat 3 w żłobkach, klubach dziecięcych i u dziennych opiekunów. Ich liczba wzrosła z 36 tys. w 2011 r. do 92 tys. w 2016 r. W ciągu sześciu lat realizacji „Malucha”, powstało ponad 25 tys. nowych miejsc opieki nad małymi dziećmi – blisko 30 proc. ogółu miejsc funkcjonujących.

Polska pod względem zapewnienia instytucjonalnej opieki dla najmłodszych dzieci nie wypada najlepiej w porównaniu do innych krajów europejskich. W Danii już 74 proc. dzieci w wieku do lat trzech objętych jest taką opieką, a w Holandii i Szwecji co drugie dziecko z tej grupy wiekowej korzysta z usług wczesnej edukacji i opieki. Wynik poniżej 10 proc. obok Polski charakterystyczny jest dla takich państw, jak Bułgaria, Czechy, Węgry, Malta, Słowacja i Rumunia. Za to na Malcie wszystkie dzieci pracujących i studiujących rodziców mają zapewnioną nieodpłatną opiekę.
Najwyższa Izba Kontroli z własnej inicjatywy przeprowadziła badanie ankietowe z udziałem grupy rodziców w 20 kontrolowanych gminach, w zakresie związku pomiędzy umieszczeniem dziecka w żłobku, a aktywnością zawodową jego rodziców. Uzyskane wyniki potwierdziły korelację pomiędzy tymi zdarzeniami. Na 288 udzielonych odpowiedzi, w 222 przypadkach (tj. 77 proc.) rodzice,czy opiekunowie dzieci umieszczonych w żłobkach byli aktywni zawodowo. W 15 ankietach (tj. 5 proc.) obydwoje rodzice nie byli aktywni zawodowo, przy czym w tej grupie, poza bezrobotnymi, znajdowały się również osoby uczące się. Wyniki ankiety potwierdzają, że program „Maluch” jest oczekiwany przez społeczeństwo i dzięki niemu coraz większa liczba małych dzieci może być objęta opieką instytucjonalną.

Program w latach 2011-2016 kosztował 604 mln zł.

28 godzin dla potrzebujących

28 godzin dla potrzebujących

W październiku jeden z największych niemieckich związków zawodowych IG Metall postawił stronie pracodawców nowe warunki. Jeden z postulatów głosi, by pracownik, jeśli uzna to za potrzebne, mógł pracować 28 godzin w tygodniu.

28 godzin to, po podzieleniu na dni robocze, około 5 godzin i 40 minut dziennie. Pracownicy mogliby przechodzić w taki tryb pracy, gdyby uznali, że jest to konieczne dla odzyskania równowagi pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym.

Nie jest to pierwszy tego typu postulat tej znanej organizacji związkowej. Gdy Niemcy w latach 60. XX wieku zmieniały regulacje dotyczące czasu pracy, IG Metall, jako pierwszy związek w Europie, proponował 40-godzinny tydzień pracy. W latach 90. wysuwał propozycje ograniczenia tej wartości o kolejne 5 godzin.

Obecna propozycja jest jednak bardziej nakierowana na podwyższenie standardu życia i pojawia się w chwili, gdy Niemcy stają przed kolejną rundą rozmów o kodeksie pracy i regulacjach w różnych dziedzinach usług i produkcji. Oprócz ograniczenia czasu pracy, strona związkowa chce także 6-procentowych podwyżek płac. Wywalczyła już 5 proc. w 2016 roku.

Polska bardziej eko

Polska bardziej eko

Już niedługo w Polsce pojawią się automaty, które zwracają pieniądze za zużyte butelki. Koszt każdego napoju wzrośnie o kwotę naliczonej opłaty, jednak ludzie nie będą śmiecić.

Ministerstwo Środowiska podjęło już prace nad nowym prawem regulującym tę kwestię. Polska idzie w ślady Niemiec, Czech i Skandynawii. Już na początku 2018 r. w naszym kraju pojawią się automaty wypłacające pieniądze za zużyte butelki plastikowe i szklane. Na początek będzie je można znaleźć w większych supermarketach, ale z czasem zagoszczą też w mniejszych placówkach.

Żeby dostać zwrot za butelki nie trzeba będzie okazywać paragonu, po prostu w sklepie zapłacimy więcej za napoje, a następnie obowiązkowa kaucja będzie nam zwracana z automatu w gotówce.

Rząd zdyscyplinuje Polaków do wielokrotnego używania szklanych i plastikowych butelek oraz do oddawania aluminiowych puszek. Plany zwiększenia poziomu recyklingu potwierdza Aleksander Brzózka, rzeczniczka Ministerstwa Środowiska: „Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska zleciła analizę wprowadzenia systemu kaucyjnego dla opakowań”.