Drogi donikąd?

Drogi donikąd?

Najwyższa Izba Kontroli oceniła trwający w latach 2011-2015 Program Budowy Dróg Krajowych. Wnioski nie są zbyt pochlebne – okazał się drogi, zbyt szeroko zakrojony w stosunku do możliwości realizacyjnych, a niektórych jego założeń wcale nie zrealizowano.

W ramach Programu do 31 sierpnia 2015 r. oddano do ruchu łącznie 1826,6 km dróg krajowych. W tej liczbie mieści się 706,7 km autostrad, 835,1 km dróg ekspresowych oraz 284,8 km obwodnic i przebudów lub wzmocnień dróg. Już na etapie opracowywania projektu Programu nie ustalono kryteriów doboru zadań inwestycyjnych, a także nie dostosowano planowanego zakresu rzeczowego do możliwości finansowych.

Zdaniem NIK założony w programie zakres rzeczowy – zarówno budowa nowych odcinków dróg krajowych, jak też wzmocnienie i przebudowa istniejących – był zbyt szeroki w stosunku do możliwości realizacyjnych. Problemem było także niewłaściwe planowanie inwestycji drogowych objętych programem i brak określenia konkretnych zasad dotyczących kolejności ich wykonywania. Ponadto brakowało odpowiedniego przygotowania do realizacji inwestycji ujętych w planie, np. wykonania prac geologicznych, co skutkowało koniecznością przeprowadzania robót dodatkowych. To zaś z kolei powodowało opóźnienia w budowie dróg i zwiększenie kosztów, w tym wynagrodzeń dla wykonawców. Jak informuje NIK, w ramach zadań inwestycyjnych programu w przypadku 94 kontraktów były realizowane zamówienia dodatkowe na łączną kwotę ponad 504 mln zł.

NIK ocenia, że nie zostały w całości osiągnięte planowane efekty rzeczowe programu, czyli ciągłość sieci drogowej i jej funkcjonalność. Nie oddano do ruchu zakładanej liczby kilometrów nowych autostrad, dróg ekspresowych i obwodnic oraz długości dróg wzmocnionych i przebudowanych. W większości przedsięwzięć odcinki dróg krajowych znajdowały się na różnym etapie zaawansowania, tj. planowania, przygotowania, procedur przetargowych lub realizacji. W efekcie niewłaściwego przygotowania programu znaczna liczba projektów drogowych, istotnych dla poprawy połączeń komunikacyjnych, była w 2015 r. nadal tylko w fazie planowania. dzielono zadania inwestycyjne na etapy i kierowano do realizacji pojedyncze odcinki, bez zachowania ciągłości korytarza drogowego pomiędzy ośrodkami miejskimi. Realizowano w pierwszej kolejności te pojedyncze odcinki dróg krajowych, które bez większych przeszkód można było przygotować do realizacji w stosunkowo krótkim terminie. W ten sposób po zsumowaniu długości poszczególnych odcinków uzyskano znaczne efekty rzeczowe (łączny kilometraż), lecz bez uzyskania pełnego efektu ciągłości planowanego korytarza drogi krajowej. Budowano zatem drogi, które de facto nie łączyły miast i miejscowości.

NIK wytyka, że skutkiem niewłaściwego przygotowania programu na lata 2011-2015 ujęto w planie 62 przedsięwzięcia bez zabezpieczenia finansowania, mimo że wcześniej (w ramach Programu na lata 2008-2012) wydano 398,6 mln zł na ich przygotowanie.

Średnie opóźnienie budowy wyniosło ponad pół roku.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Era kolei?

Era kolei?

Do 2023 r. PKP wyremontuje lub zbuduje od podstaw prawie 200 dworców kolejowych na terenie kraju. Program Inwestycji Dworcowych to największe tego typu przedsięwzięcie w historii polskiej kolei.

Jak pisze Portal Samorządowy, program został przyjęty we wrześniu ubiegłego roku. To, ile obiektów zostanie w nim ostatecznie ujętych, zmieniało się jednak z upływem czasu. Na opublikowanej niedawno przez PKP liście znajdują się m.in. dworce w Poznaniu, Rzeszowie, Raciborzu, Koszalinie Włocławku, Suwałkach, Gorzowie Wlkp, Koluszkach czy Dąbrowie Górniczej.

Jak informuje PKP, procesy inwestycyjne (na różnych etapach) prowadzone są w przypadku 164 obiektów ujętych w tym dokumencie. Spółka podkreśla, że najwyższy priorytet mają dworce zlokalizowane przy zmodernizowanych, będących w trakcie przebudowy lub planowanych do modernizacji liniach kolejowych – pytanie zatem, co z dworcami przy mniej uczęszczanych liniach.

Program Inwestycji Dworcowych jest największym z programów modernizacyjnych kolei polskich. Dworce kolejowe będą nowoczesne, oszczędne oraz przystosowane do obsługi osób niepełnosprawnych.

Pośmiertna sprawiedliwość

Pośmiertna sprawiedliwość

Komisja ds. usuwania skutków prawnych reprywatyzacji w Warszawie uchyliła dziś decyzję reprywatyzacyjną z 2006 r. w sprawie kamienicy przy ul. Nabielaka 9, gdzie mieszkała walcząca o prawa lokatorskie Jolanta Brzeska. Uznano, że przy wydawaniu decyzji doszło do rażącego naruszenia prawa.

Jak pisze „Tygodnik Solidarność”, Marek Mossakowski, znany handlarz roszczeniami, będzie musiał po uchyleniu decyzji zwrócić miastu ponad 3 mln złotych. Uznano także, że urzędnicy miejscy stolicy, którzy doprowadzili do wydania krzywdzącej dla mieszkańców kamienicy decyzji, poniosą odpowiedzialność odszkodowawczą, ponieważ działali na szkodę miasta.

Sprawa kamienicy przy ul. Nabielaka 9 była badana przez Komisję 31 października. Dziś przewodniczący, Patryk Jaki, ogłosił jej decyzję. Zapadła ona jednogłośnie. Szkoda, że zamordowana Jolanta Brzeska doczekała się sprawiedliwości dopiero po śmierci.

Płaca to nie tabu

Płaca to nie tabu

Polacy chcą wiedzieć już na etapie rekrutacji, ile zarobią na danym stanowisku pracy. 55 proc. badanych przez serwis GoldenLine wskazało, że w ogłoszeniach najbardziej brakuje im właśnie informacji o wynagrodzeniu.

Użytkownicy znanego serwisu wykop.pl zorganizowali ostatnio internetową akcję pod hasłem „Nie ma tabu, pisz za ile!”. Chcą, by w polskim prawie pojawiły się przepisy nakazujące podawanie tej informacji podczas rekrutacji.

W Niemczech osoby pracujące w firmach zatrudniających ponad 200 pracowników mają prawo zapytać pracodawcę o zarobki swoich kolegów. Z kolei w Finlandii ludzie mogą wysłać zapytanie o zarobki współpracowników do urzędu skarbowego. Obywatele Norwegii mają dostęp do baz danych, w których można sprawdzić, kto ile dokładnie zarabia. Podobnie jest w Szwecji. Brytyjczycy natomiast podają przewidywany poziom wynagrodzenia w ofertach pracy. W Polsce zarobki to nadal temat tabu, choć pracownicy chcieliby transparentności w tym obszarze. Niestety zmiany prawne na razie nie nadchodzą.

Jak wynika z najnowszego badania GoldenLine „Efektywność narzędzi rekrutacyjnych”, najczęstszym powodem odrzucenia przez kandydata finalnej oferty zatrudnienia są zbyt niskie oferowane zarobki. Z taką sytuacją spotkało się 65 proc. rekruterów. Brak informacji o widełkach wynagrodzeń na początku rekrutacji sprawia, że w procesie biorą często udział osoby, które i tak nie przyjmą finalnej oferty.