Koniec tajemnic

Koniec tajemnic

Firmy z USA będą musiały wkrótce zacząć ujawniać coś, co najchętniej utrzymałyby w tajemnicy: stosunek wynagrodzeń dyrektorów generalnych do mediany płac.

Portal forsal.pl informuje o tej sprawie. Według prasy, konieczność ujawniania wysokości wynagrodzeń dyrektorów finansowych ma rzucić światło na rosnące dysproporcje płacowe pomiędzy osobami zatrudnionymi na stanowiskach kierowniczych a resztą pracowników.

Dysproporcje pomiędzy zarobkami kadry menadżerskiej a zwykłych „zjadaczy chleba” są ogromne. Średnie wynagrodzenie CEO w spółkach z indeksu S&P 500 wynosiło w 2016 r. 13,1 mln dol., podczas gdy statystyczny pracownik tych firm otrzymał w analogicznym okresie średnio 37 tys. dol. Oznacza to, że stosunek wynagrodzeń wyniósł 347:1. Dane pochodzą z szacunków Bureau of Labor Statistics, ale wkrótce będą przekazywane bezpośrednio przez firmy.

Ujawnione dane będą z pewnością ważnym argumentem w dyskusji na temat wzrostu nierówności dochodowych w USA. Niektóre firmy obawiają się, z jakim medialnym odbiorem spotkają się tak duże dysproporcje. Boją się także reakcji pracowników, a szczególnie tych, którzy zarabiają poniżej mediany płac.

Za wprowadzeniem podobnych rozwiązań opowiedziała się brytyjska premier Teresa May. Nad ujawnieniem dysproporcji płac w sektorze bankowym zaczynają zastanawiać się również członkowie Parlamentu Europejskiego.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pracuj, a garb ci wyrośnie

Pracuj, a garb ci wyrośnie

O 300 proc. w ciągu roku wzrosła liczba skarg kierowanych do inspekcji pracy przez Ukraińców pracujących w Polsce. Najczęściej zgłaszanym problemem jest brak wypłacania wynagrodzenia.

Coraz więcej obywateli Ukrainy pracuje w Polsce. W pierwszej połowie 2017 r. pracodawcy zarejestrowali ponad 935 tys. oświadczeń o zamiarze powierzenia im pracy – wynika z nieoficjalnych danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Tylko w ciągu miesiąca (od maja do czerwca) ich liczba wzrosła o prawie 162 tys. W całym 2017 r. firmy złożyły 1,3 mln takich oświadczeń.

Od pracy do wynagrodzenia droga jednak bywa w Polsce wyboista. Rośnie skala nadużyć pracodawców w stosunku do przedstawicieli tej nacji. W 2017 roku do Państwowej Inspekcji Pracy wpłynęło 1433 skarg od obywateli zza wschodniej granicy. 21 proc. z nich było zasadnych. To prawie trzy razy więcej niż rok wcześniej.

Potwierdzają to dane PIP. Najwięcej Ukraińców skarży się na niewypłacanie wynagrodzenia (co trzecia osoba), a także na brak podpisanej umowy, niewypłacanie minimalnego wynagrodzenia (bez względu na rodzaj umowy, czyli miesięcznego lub godzinowego), niewypłacanie należności z tytułu podróży służbowej i w końcu – niewydawanie świadectwa pracy.

Przede wszystkim jednak problemem jest nielegalne zatrudnianie Ukraińców, które prowadzi do ich wykorzystywania i w konsekwencji – niewypłacania całości lub części umówionych pieniędzy. Pracodawcy lekceważą także konieczność przeprowadzania szkoleń BHP, również w niebezpiecznych warunkach, np. na budowach.

„Cieszy wzrost liczby Ukraińców zwracających się po wsparcie do Państwowej Inspekcji Pracy. Oznacza on bowiem, że coraz większa liczba migrantów jest zatrudniana w Polsce legalnie i w związku z tym nie boi się inspektorów PIP (którzy w przypadku pracy nielegalnej mogą ukarać migranta grzywną i doprowadzić do jego wydalenia z Polski). Z drugiej jednak strony tak duża liczba skarg pokazuje, że cały czas mamy do czynienia z łamaniem praw pracowniczych migrantów” – mówi prezes Stowarzyszenia Interwencji Prawnej Witold Klaus.

Niepełne talerze?

Niepełne talerze?

Inspekcja Handlowa wykryła nieprawidłowości aż u 71 proc. firm zajmujących się przygotowaniem i dostarczaniem jedzenia do placówek żywienia zbiorowego, np. szpitali, szkół, sanatoriów i domów dziecka.

O wstrząsających wynikach kontroli kilka dni temu poinformował UKOIK. Najpoważniejsze nieprawidłowości to brak informacji o alergenach, stosowanie tańszych składników, używanie przeterminowanej żywności, niehigieniczne warunki przechowywania jedzenia, zaniżane porcje oraz niezgodność jadłospisu z umowami, które firmy cateringowe zawarły ze szkołami, szpitalami lub innymi instytucjami. W jednym ze żłobków zgodnie z jadłospisem posiłek dla dzieci miał zawierać m.in. masło, kakao i sałatkę owocową z jogurtem naturalnym. Zamiast tego maluchy dostały: miks tłuszczowy, napój kakaowy typu instant i produkt jogurtopodobny.

Jak pisze portal Business Insider, niektóre z kontrolowanych firm próbowały uzupełniać brakujące informacje lub modyfikować jadłospisy już w czasie kontroli. Inspekcja Handlowa nałożyła mandaty o łącznej wysokości 28 tys. zł.

PIP dostanie mniej?

PIP dostanie mniej?

Komitet Inicjatywy Ustawodawczej Ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele wystąpił kilka dni temu do marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego z wnioskiem o podjęcie pilnych działań w sprawie zabezpieczenia dodatkowych środków w budżecie na rzecz Państwowej Inspekcji Pracy. W związku z wprowadzeniem wolnych od handlu niedziel Inspekcja będzie miała więcej pracy – a pomimo to w ustawie budżetowej na rok 2018 przyznano jej 23 mln zł mniej, niż pierwotnie zakładano.

Jak informuje katowicki oddział „Solidarności”, Alfred Bujara, przewodniczący Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej i szef handlowej „Solidarności”, napisał wprost w liście do marszałka, iż: „Wzmocnienie Państwowej Inspekcji Pracy jest warunkiem koniecznym dla skutecznego wdrożenia zapisów ustawy ograniczającej handel w niedziele”.

O chronicznym niedofinansowaniu Państwowej Inspekcji Pracy mówi się od lat. Z powodu braków kadrowych na jednego inspektora PIP przypada ok. 10 tys. firm, a zarabiają oni około 30 proc. mniej niż np. kontrolerzy Najwyższej Izby Kontroli. Dlatego też pierwotna wersja ustawy budżetowej na 2018 r. zakładała zwiększenie środków dla tej instytucji o ok. 24 mln zł w porównaniu do roku ubiegłego. Dodatkowe pieniądze miały zostać przeznaczone głównie na zwiększenie funduszu płac w tej instytucji o 8 proc., co pozwoliłoby z jednej strony podnieść wynagrodzenia pracowników, a z drugiej utworzyć dodatkowe etaty inspektorskie. Zwiększenie liczby inspektorów wydaje się być rozwiązaniem koniecznym z uwagi na nowe zadania inspekcji wynikające m.in. z ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele, która ma zacząć obowiązywać od 1 marca. Według szacunków Głównego Urzędu Statystycznego w 2016 roku w Polsce funkcjonowało 367 tys. sklepów i placówek handlowych. To oznacza, że na jednego inspektora PIP przypadać będzie ok. 230 sklepów. A jak mówi Bujara, trzeba pamiętać, że kontrole w zakresie ustawy o wolnych niedzielach są tylko jednym z wielu zadań realizowanych przez PIP.

Niestety w toku prac nad tegorocznym budżetem znacznie ograniczono dodatkowe środki finansowe dla PIP. W przyjętym 12 stycznia przez Sejm projekcie ustawy budżetowej z zakładanych pierwotnie 24 mln zł zostało 978 tys. zł. To nie wystarczy ani na podwyżki, ani na nowe etaty. „Teraz ustawa budżetowa trafiła do Senatu. Jest więc jeszcze czas na wprowadzenie poprawek. Potrzebna jest tylko wola większości parlamentarnej. Poprosiliśmy o interwencję w tej sprawie marszałka Sejmu, bo to on poprzez Radę Ochrony Pracy sprawuje kontrolę nad funkcjonowaniem PIP” – podkreśla przewodniczący.

Od marca 2018 r. wolne będą dwie niedziele w miesiącu, od 2019 r. – jedna, a począwszy od 2020 r.– wszystkie będą objęte zakazem handlu.