Koniec brzydoty?

Koniec brzydoty?

Radni Gdańska przyjęli kilka dni temu uchwałę krajobrazową. Jeśli wojewoda nie doszuka się w niej błędów, za dwa lata wieszanie reklam na budynkach i płotach będzie zabronione – tak samo jak grodzenie większości osiedli.

Portal trojmiasto.pl informuje, że prace nad dokumentem trwały dwa i pół roku. Przystąpiono do nich we wrześniu 2015 r., dwa tygodnie po tym, jak ówczesny prezydent Bronisław Komorowski podpisał obowiązującą obecnie ustawę.

Zgodnie z uchwałą obszar Gdańska został podzielony na osiem obszarów różnych restrykcji w zakresie nośników reklamowych. Największe ograniczenia pod tym względem obowiązują w obszarach historycznych i cennych założeń urbanistycznych (obejmuje to Główne Miasto, Twierdzę Wisłoujście, Westerplatte, tereny postoczniowe, zespół klasztorny cystersów w Oliwie) oraz na terenach zieleni i rekreacji (w tym w parkach, lasach, ogrodach działkowych, na cmentarzach).

Najbardziej liberalne podejście w sytuowaniu reklam przewidziano na obszarach przemysłowo-produkcyjnych (przede wszystkim Port Północny, Kokoszki Budowlane, okolice rafinerii i portu lotniczego) oraz w obrębie wielkopowierzchniowych obiektów handlowych wzdłuż obwodnicy.

W uchwale zawarto również obostrzenia w zakresie sytuowania ogrodzeń oraz ich formy. Najważniejszą regulacją jest zakaz grodzenia osiedli budynków wielorodzinnych, przy czym możliwe jest ogrodzenie ogródków przydomowych, sytuowania płotów w ramach uzupełnienia ogrodzeń historycznych oraz w historycznych liniach zabudowy.

Zgodnie z uchwałą, nie będzie zakazu sytuowania ogrodzeń w zabudowie willowej np. w Oliwie czy we Wrzeszczu. Celem proponowanych zapisów jest zatrzymanie procesu gettoizacji miasta, grodzenia nowych osiedli deweloperskich, tworzenia przeszkód w przestrzeni, utrudniających komunikację, dojście na przystanek czy do szkoły – objaśnia Michał Szymański, zastępca dyrektora Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni ds. przestrzeni publicznej.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Gdańsk za darmo

Gdańsk za darmo

22 lutego gdańscy radni miejscy prawie jednogłośnie przyjęli uchwałę wprowadzającą darmowe przejazdy dla uczniów. Szacuje się, że skorzysta z nich niemal 65 tys. uczniów zamieszkałych w mieście.

Inicjatorem wprowadzenia bezpłatnych przejazdów w Gdańsku był ruch miejski Lepszy Gdańsk, który w ubiegłym roku pod projektem uchwały w tej sprawie zebrał ponad 3 tys. podpisów gdańszczan. Poparli go zarówno radni z PiS, jak i z PO.

Uchwała wchodzi w życie 1 lipca br. i obejmować będzie darmowe przejazdy dla dzieci i młodzieży (uczniów szkół podstawowych, ponadpodstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych). Z uprawnienia będzie można korzystać nawet do 24. roku życia.

Koszt wprowadzonej ulgi szacuje się na 9 mln zł rocznie. By z niej skorzystać, dziecko lub uczeń musi mieć wyrobioną Kartę Mieszkańca.

Radni posiłkowali się przykładem estońskiego Tallina, gdzie po wprowadzeniu bezpłatnej komunikacji dla wszystkich zameldowanych ich liczba wzrosła, co oznaczało większe wpływy z podatków do budżetu miasta i zniwelowało stratę spowodowaną niższą sprzedażą biletów.

Pracownicy gorszego sortu

Pracownicy gorszego sortu

5 lutego Komitet Stały Rady Ministrów przyjął przygotowany przez Ministerstwo Rolnictwa projekt ustawy o zmianie ustawy o ubezpieczeniu społecznym rolników oraz niektórych innych ustaw. Propozycja jest tak kontrowersyjna, że pomysłodawca nawet nie próbował jej konsultować w Radzie Dialogu Społecznego. Obejmuje ona m.in. zniesienie godzinowej stawki minimalnej za pracę przy zbiorach.

Jak informuje „Tygodnik Solidarność”, projekt ten wprowadza umowę o pomoc przy zbiorach owoców i warzyw, co obejmować będzie następujące czynności:
1) zbieranie owoców lub warzyw;
2) usuwanie zbędnych części roślin;
3) klasyfikowanie lub sortowanie zerwanych lub zebranych owoców lub warzyw, lub wykonywanie innych czynności mających na celu przygotowanie tych owoców lub warzyw do transportu, przechowywania lub sprzedaży;
4) wykonywanie innych czynności związanych z pielęgnowaniem i poprawą jakości plonów.

Proponowane rozwiązanie wzbudza jednak bardzo poważne wątpliwości. W projekcie przewidziano, że do umów o pomocy przy zbiorach nie będą miały zastosowania przepisy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę. Stawki, które rolnik zaproponuje pomocnikowi, Mateusz Bateltbędą więc mogły być dowolnie niższe niż obowiązująca płaca minimalna i stawka godzinowa (aktualnie 2100 zł i 13,70 zł za godzinę).

W projekcie ustawy wyraźnie także przyjmuje się, że sezonowe zatrudnienie przy zbiorach nie będzie pracą w rozumieniu Kodeksu Pracy. Budzi to wątpliwości w kontekście tego, czy rolnik zapewni swojemu pomocnikowi bezpieczeństwo i higienę pracy oraz odpoczynek dobowy.

Obecna Przewodnicząca RDS Minister Elżbieta Rafalska na posiedzeniu Prezydium RDS 16 lutego zobowiązała się do podjęcia działań mających na celu wstrzymanie prac nad projektem i skierowania go do prawidłowych konsultacji ze strona społeczną Rady.

Górniczy gniew

Górniczy gniew

Anonimowy górnik z kopalni Bogdanka w województwie lubelskim wywołał spore poruszenie wśród załogi, pisząc list otwarty do mediów, w którym porównał wysokość zarobków i premii zarządu i zwykłych pracowników.

Sprawą „wkur…ego górnika”, jak sam nazwał się autor, który napisał bardzo ostry list do zarządu kopalni węgla kamiennego, zainteresowały się media. List miał był wielokrotnie potajemnie kolportowany pomiędzy pracownikami.

Do autora dotarł „Dziennik Wschodni”. Mężczyzna powiedział, że ma już dość sytuacji w swoim miejscu pracy i przyznał, że przeanalizował sytuację płac i premii. Z jego analizy wynika, że od 6 lat premie górników systematycznie z każdym miesiącem maleją, podczas gdy premie przyznawane zarządowi wzrosły. „W 2013 jeszcze mieliśmy równe premie, po 30 proc. Od 2015 roku wskaźniki rozjechały się, my spadamy, zarząd rośnie do 50 proc. Za grudzień górnicy dołowi wzięli na rękę, z premią, od 3500 do 4200 złotych wypłaty. Prezesi mieli kilkadziesiąt razy więcej” – ujawnił górnik w rozmowie z reporterami.

W liście „wkur…y górnik” opisał także wypłaty z 2013 roku. Okazuje się, że każdy z członków 6-osobowego zarządu dostał wypłatę z premiami w wysokości średnio 72 451 zł miesięcznie. Rekordzistą jest prezes kopalni Zbigniew Stopa, który otrzymywał 102 tys. zł. W 2016 roku prezes Stopa zarobił już 1,37 miliona zł, co oznacza, że zarabiał ponad 114 tys. miesięcznie.

Autor listu przyznaje, że chodzi nie tylko o pieniądze, ale również o bezpieczeństwo. Nie każdy może pracować w kopalni, a coraz mniej młodych ludzi decyduje się na taką formę pracy: „Od kilku lat systematycznie maleje zatrudnienie, przy stale rosnącym wydobyciu i produkcji węgla. Dane są w moim liście. A co na to związki zawodowe? Nic, nie reprezentują naszych interesów, bo chodzą na pasku zarządu. Jak może być inaczej, skoro nawet pracują w tym samym budynku. Zobaczymy, czy wykażą się w sprawie premii. Jak nie, to założymy nowy związek, z siedzibą poza kopalnią. Dziś jesteśmy skazani sami na siebie”.