Bez licencji nie pojadą

Bez licencji nie pojadą

Od kwietnia kierowcy Ubera w Czechach prawdopodobnie będą musieli mieć licencję taksówkarską. To efekt protestów praskich taksówkarzy z regularnych korporacji.

„Rząd wspiera nowe technologie, ale nie można pozwolić na łamanie prawa, by zyskać przewagę nad innymi” – powiedział premier Czech Andrej Babiš.

Firma ma w Europie szereg problemów, np. wciąż nie przedłużono jej licencji na jazdę po Londynie. Decyzja rządu Czech może przyśpieszyć podobne zmiany prawa w innych krajach, zrównując Ubera z pozostałymi firmami taksówkarskimi.

Rok temu sąd w Brnie wydał Uberowi tymczasowy zakaz operowania na terenie miasta. Burmistrz Petr Vokrzal zarzucił Uberowi świadome łamanie przepisów w zakresie przewozu osób. Samochody przewożące osoby odpłatnie muszą być w Brnie oznakowane i wyposażone w taksometr. To był argument sądu za wydaniem zakazu takiej działalności. W październiku jednak, po odwołaniu się firmy od wyroku, zakaz zniesiono. Obecnie Uber może jeździć po Brnie i Ołomuńcu.

Uber twierdzi, że nie jest firmą przewozową jako taką, a jedynie „dostawcą aplikacji”. Zakazano mu działalności we Włoszech, a także na Węgrzech. We Francji zapłacił 900 tys. dolarów kary za zatrudnianie kierowców bez licencji.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Koniec nieuczciwości

Koniec nieuczciwości

Zapadła przełomowa decyzja Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Koniec z pozywaniem państw przez korporacje z powodu niekorzystnych dla nich rozwiązań.

6 marca mechanizm ISDS został uznany za nielegalny w obrębie całej unijnej wspólnoty. ISDS (Investor-State Dispute Settlement) napotkamy przede wszystkim w dwustronnych umowach handlowych, zwanych BIT-ami (Bilateral Investment Treaty). To międzynarodowy arbitraż, mający rozstrzygać spory pomiędzy inwestorami a państwami.

Jeśli koncern (inwestor) uzna, że określona ustawa np. chroniąca środowisko naturalne, albo jakakolwiek decyzja władz, narusza jego interesy, może on dzięki ISDS pozwać państwo do zwoływanego ad hoc międzynarodowego sądu polubownego, z pominięciem sądownictwa w danym kraju. W taki sposób Polska została w 2003 r. pozwana przez holenderski koncern Eureko za wycofanie się z prywatyzacji PZU. W ramach ugody polski rząd zgodził się zapłacić Holendrom aż dziewięć miliardów złotych odszkodowania.

Teoretycznie mechanizm miał bronić interesów inwestorów w konkretnych przypadkach – praktycznie bronił tylko ich interesów, bez względu na sytuację, gdy tylko zagrożone były zyski korporacji w danym kraju. Tak zwane polubowne sądy większość spraw rozstrzygały na korzyść inwestorów.

Trybunał unijny wskazał, że spory między unijnym państwem a inwestorem z innego unijnego państwa muszą być rozstrzygane zgodnie z unijnym prawem, przed sądami unijnych państw. Arbitraż przewidziany w umowie BIT pomija według trybunału zarówno prawodawstwo, jak i sądownictwo państw członkowskich. Sąd polubowny nie jest sądem jednego z państw członkowskich, jak podkreślił trybunał. Krytycznie odniósł się też do faktu, że sąd sam ustala sobie zasady działania i sam wybiera miejsce, w którym zapadnie wyrok.

Wolne niedziele nie tylko w handlu

Wolne niedziele nie tylko w handlu

„Solidarność” zapowiada walkę o doprecyzowanie przepisów dotyczących wolnych niedziel także w innych branżach poza handlem. Według Piotra Dudy działanie związku na rzecz wolnych niedziel także dla pracowników zatrudnionych w innych dziedzinach niż handel to naturalna konsekwencja już podjętych inicjatyw, które poskutkowały wejściem od 1 marca br. w życie ustawy ograniczającej handel w niedziele. Jak mówił Duda, związkowcom chodzi nie tyle o ograniczenie handlu, co ograniczenie zatrudnienia w dni wolne od pracy.

O sprawie pisze portal pulshr.pl. Cytuje on wypowiedzi szefa „Solidarności” ze spotkania ze związkowcami śląsko-dąbrowskiego oddziału związku 6 marca br. Duda podkreślił na nim, że niedzielna praca służb takich, jak policja czy straż pożarna wynika ze względów bezpieczeństwa, jednak, jak ocenił, już tzw. praca zmianowa jest w kodeksie określona nieprecyzyjnie i może być furtką do pracy w niedzielę także w tych dziedzinach, gdzie nie ma to faktycznego uzasadnienia, stąd związkowy postulat doprecyzowania zapisów w tym zakresie. „Jeżeli tylko skutecznie doprecyzujemy ten zapis w Kodeksie Pracy, już kolejne grupy zawodowe będą mogły niedzielę spędzić w domu” – ocenił Piotr Duda, wskazując, iż przed związkowcami stoi także podobne zadanie dotyczące innego kodeksowego zapisu, mówiącego o nadzwyczajnych sytuacjach w zakładzie pracy – również umożliwiających pracę w wolne dni.

„Przedwczoraj byłem w sklepie jednej z sieci handlowych – klientka stanęła i splunęła na mnie (…). Jest taka polaryzacja i taka wściekłość niektórych ludzi, że to po prostu nie mieści się w głowie. Ale jak się podchodzi do kasy, to ludzie dziękują – i to jest najważniejsze” – dodał przewodniczący „Solidarności”.

Jak mówił, nie do związkowców walczących o wolne niedziele należy kierować pytania o postępowanie pracodawców, którzy, zmuszeni nowymi przepisami do zamknięcia sklepów w niedziele, chcą wydłużać godziny pracy czy np. zmuszać pracowników do pracy w nocy. „To jest pytanie do tych pseudopracodawców, którzy traktują pracę jak towar, a ludzi jak śmieci, jak towar na półkach” – powiedział Duda.

Pierwsza decyzja rządu PiS o likwidacji linii kolejowej?

Pierwsza decyzja rządu PiS o likwidacji linii kolejowej?

Spółka PKP Polskie Linie Kolejowe wdrożyła procedurę mającą na celu likwidację linii kolejowej Wolsztyn – Nowa Sól – Żagań. Spółka skierowała do Ministerstwa Infrastruktury wniosek o wydanie decyzji likwidacyjnej dla tej linii, mimo że na przełomie 2015 i 2016 r. resort zadeklarował odejście od likwidowania infrastruktury kolejowej, następnie wskazując spółce PKP PLK, aby wstrzymała wszelkie działania likwidacyjne. Mirosław Siemieniec, rzecznik PKP PLK, tłumaczy, że wniosek o wydanie decyzji likwidacyjnej został skierowany do ministerstwa w związku z koncepcją lokalnych władz, aby śladem nieczynnej linii kolejowej poprowadzić ścieżkę rowerową: – Dla zarządcy infrastruktury ważna jest współpraca z samorządami, która pozwala na optymalne wykorzystanie linii i postępowanie z tymi odcinkami, na których pociągi nie jeżdżą od wielu lat. Obecnie nie są prowadzone procedury likwidacyjne dla linii kolejowych innych niż linia Wolsztyn – Żagań.

Wniosek spółki PKP PLK wcale nie spotkał się ze sprzeciwem Ministerstwa Infrastruktury. Sprawie likwidacji został nadany bieg. – Podjęte zostały działania zmierzające do likwidacji linii kolejowej Wolsztyn – Żagań – przyznaje Szymon Huptyś, rzecznik prasowy resortu. – Przedstawiciele powiatu nowosolskiego podjęli działania prowadzące do realizacji projektu „Kolej na rower – budowa ścieżek rowerowych w ramach rozwoju transportu ekologicznego”, którego celem jest usprawnienie systemu transportowego na terenie powiatu.

Przed kilkoma laty linia Wolsztyn – Nowa Sól – Żagań została wskazana przez Związek Niezależnych Przewoźników Kolejowych wśród 17 odcinków sieci polskiej kolejowej najpilniej wymagających rewitalizacji: „Od końca lat 90. XX wieku linia jest całkowicie nieprzejezdna i systematycznie dewastowana. Obecnie wymaga ona całkowitej odbudowy nawierzchni torowej. Postulowana jest realizacja tej inwestycji w standardzie linii dostosowanej do wysokich nacisków osiowych” – czytamy w raporcie ZNPK „Wąskie gardła na polskiej sieci kolejowej” z 2012 r.

Gdyby przeprowadzono wnioskowaną przez przewoźników rewitalizację, powstałby korytarz poprawiający dostęp pociągów towarowych z środkowozachodniej Polski do przejść granicznych z Niemcami w Bielawie Dolnej i Zasiekach oraz z Czechami w Zawidowie. Przywrócenie przejezdności linii stworzyłoby ponadto dodatkowy ciąg wywozowy z rejonu wydobycia kruszyw na zachodzie Dolnego Śląska.

Wydanie przez ministerstwo decyzji o likwidacji linii Wolsztyn – Nowa Sól – Żagań będziepierwszym takim przypadkiem od przełomu 2015 i 2016 r., kiedy to rząd Prawa i Sprawiedliwości złożył deklarację o zatrzymaniu likwidowania infrastruktury kolejowej.

Karol Trammer

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn” (nr 2/94 marzec-kwiecień 2018), www.zbs.net.pl