Kolejka do spokojnej głowy

Kolejka do spokojnej głowy

Liczba dzieci z problemami psychicznymi rośnie w bardzo szybkim tempie. Oddziały psychiatryczne mają jednak obłożenie 150-160 proc. Mali pacjenci są kwaterowani na korytarzach lub na oddziałach dla dorosłych. Resort zdrowia dopiero zaczyna prace nad planem naprawczym.

„Mamy 22 łóżka, wszystkie zajęte. 11 dzieci przyjęliśmy na oddziały dla dorosłych i tam czekają, aż zwolni się miejsce” – mówi Joanna Pleskot-Kaczmarek z wojewódzkiego szpitala psychiatrycznego w Gdańsku. W warszawskim Instytucie Psychiatrii na oddziale dziecięcym na 28 miejsc jest 40 pacjentów. Część leży na korytarzu. W dziecięcym szpitalu klinicznym w stolicy ostatnio przyjęto 11 chorych ponad limit 30. Jedną osobę położono na podłodze. To wszystko przypadki pilne, dzieci, u których stwierdzono zagrożenie życia.

Z badań przeprowadzonych wśród warszawskich gimnazjalistów wynika, że objawy depresyjne ma co piąta 15-latka. Według policji przez trzy lata o jedną trzecią zwiększyła się liczba nastolatków próbujących odebrać sobie życie. Międzynarodowe porównania nie pozostawiają wątpliwości, że jest źle, szczególnie jeśli chodzi o polskie dziewczęta. Ich ocena zadowolenia z życia jest najgorsza spośród wszystkich uczestników badania przeprowadzonego w 42 krajach.

Eksperci przygotowują plan zmian. Zespół działający przy resorcie zdrowia lada moment przedstawi projekt rozwiązań mających zacząć działać od 2019 r. Podstawą ma być rozwinięcie oferty pomocy psychologicznej blisko miejsca zamieszkania dziecka. „Tak jak w przypadku dorosłych, ważny jest rozwój opieki środowiskowej. Model musi się jednak różnić od tego dla dorosłych, ponieważ dzieci mają inne potrzeby” – mówi dr hab. Barbara Remberk, konsultant w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży. W założeniu ma to być trójstopniowy model opieki: będzie się zaczynał od różnych niemedycznych form pomocy w środowisku dziecka (dom rodzinny, szkoła), drugim stopniem będzie leczenie ambulatoryjne – w poradniach, a dopiero ostatnim – szpital.

Jak pisze portal zdrowie.dziennik.pl, NFZ i Ministerstwo Zdrowia zwiększyły w tym roku o 10 proc. wycenę w pomocy psychiatrycznej w placówkach ambulatoryjnych. To jednak nie wystarczy. Opieka w środowisku dziecka prawie nie istnieje. Czasem jest pedagog w szkole, czasem pomoże poradnia psychologiczno-pedagogiczna, działają też poradnie zdrowia psychicznego. Brak jednak terapii rodzinnej.

Jak tłumaczy dr Tomasz Rowiński z Instytutu Psychologii UKSW, członek zespołu przy MZ, wsparcie ma zaczynać się od poziomu bazowego, którym miałoby być poradnictwo psychologiczno-pedagogiczne, obecnie funkcjonujące w ramach systemu edukacji. Jeśli szkoła sobie nie radzi z problemami, kieruje dalej: na poziom pierwszy, w którym funkcjonują zespoły terapeutyczne. Na kolejnym etapie, w którym działałyby m.in. oddziały dzienne, dochodziłaby opieka lekarza psychiatry. Trzeci poziom to ośrodki dyżurujące całodobowo. Miałyby móc przyjąć wszystkich pacjentów w stanie zagrożenia życia. Sprawowałyby kluczową funkcję w systemie: wspólnie z ośrodkami pierwszego i drugiego poziomu w terenie ustalałyby najlepszą formę pomocy dla pacjenta oraz prowadziły szkolenia dla specjalistów.

Plan zakłada też wprowadzenie nowego zawodu: terapeuty środowiskowego dzieci i młodzieży. Do jego zadań należeć będą m.in. koordynacja, wsparcie i współpraca ze specjalistami ze szkoły.

Abyśmy spełniali standardy WHO, powinno być 10 psychiatrów na 100 tys. populacji dzieci i młodzieży. Obecnie jest czterech.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Ikea zastrajkuje?

Ikea zastrajkuje?

Pracownicy fabryk w Zbąszyniu i Babimoście, które produkują meble dla sieci Ikea, nie są zadowoleni z wysokości swoich zarobków. Rozważają strajk i pikietę pod siedzibą firmy. Na razie wyszli na rynek Zbąszynia, m.in. z transparentami o treści „Nie będziemy pracować za miskę ryżu”.

O sprawie donosi portal money.pl. Niewiele osób wie, że większość z drewnianych mebli Ikei pochodzi z fabryk w Zbąszyniu, Zbąszynku lub Babimoście. To niewielkie miejscowości w województwie lubuskim. Ikea zatrudnia tam ponad 3 tys. pracowników. Pierwszy zakład powstał 25 lat temu.

W niedzielę 11 marca kilkaset osób wyszło na ulicę Zbąszynia. Pracownicy manifestowali, bo chcą wyższych wynagrodzeń. Od miesięcy nie mogą dogadać się z pracodawcą w sprawie podwyżek. Związki zawodowe chcą określonych kwot, Ikea daje o wiele mniej. Na ulicy protestujący ustawili się tak, by stworzyć hasło „fair wage”. To po angielsku „uczciwa płaca”. I takiej się domagają.

– „Od grudnia ubiegłego roku z pracodawcą negocjujemy podwyżki wynagrodzeń dla wszystkich pracowników w zakładzie. To około 3,4 tys. osób. Przez sześć kolejnych spotkań nie doszliśmy do żadnego porozumienia. Przyjeżdżali przedstawiciele firmy ze Szwecji, jednak nie mieli żadnej oferty na teraz” – mówi Piotr Brambor, przewodniczący organizacji zakładowej ZZ Budowlani Ikea Industry.

– „Firma postawiła pracowników i związki zawodowe pod murem. Negocjacje nie przyniosły żadnego porozumienia, a Ikea już miała gotowe aneksy do umów dla pracowników – opowiada z kolei Michał Kukuła, przewodniczący NSZZ „Solidarność” Ikea Industry & Retail. Nowe umowy zakładały podwyżkę o kilka procent, choć nie taką, na jaką liczyła załoga. – „Jesteśmy największą wartością firmy. Tym bardziej że w ostatnim czasie o dobrych i przywiązanych pracowników jest niezwykle ciężko” – dodaje.

Bez licencji nie pojadą

Bez licencji nie pojadą

Od kwietnia kierowcy Ubera w Czechach prawdopodobnie będą musieli mieć licencję taksówkarską. To efekt protestów praskich taksówkarzy z regularnych korporacji.

„Rząd wspiera nowe technologie, ale nie można pozwolić na łamanie prawa, by zyskać przewagę nad innymi” – powiedział premier Czech Andrej Babiš.

Firma ma w Europie szereg problemów, np. wciąż nie przedłużono jej licencji na jazdę po Londynie. Decyzja rządu Czech może przyśpieszyć podobne zmiany prawa w innych krajach, zrównując Ubera z pozostałymi firmami taksówkarskimi.

Rok temu sąd w Brnie wydał Uberowi tymczasowy zakaz operowania na terenie miasta. Burmistrz Petr Vokrzal zarzucił Uberowi świadome łamanie przepisów w zakresie przewozu osób. Samochody przewożące osoby odpłatnie muszą być w Brnie oznakowane i wyposażone w taksometr. To był argument sądu za wydaniem zakazu takiej działalności. W październiku jednak, po odwołaniu się firmy od wyroku, zakaz zniesiono. Obecnie Uber może jeździć po Brnie i Ołomuńcu.

Uber twierdzi, że nie jest firmą przewozową jako taką, a jedynie „dostawcą aplikacji”. Zakazano mu działalności we Włoszech, a także na Węgrzech. We Francji zapłacił 900 tys. dolarów kary za zatrudnianie kierowców bez licencji.

Koniec nieuczciwości

Koniec nieuczciwości

Zapadła przełomowa decyzja Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Koniec z pozywaniem państw przez korporacje z powodu niekorzystnych dla nich rozwiązań.

6 marca mechanizm ISDS został uznany za nielegalny w obrębie całej unijnej wspólnoty. ISDS (Investor-State Dispute Settlement) napotkamy przede wszystkim w dwustronnych umowach handlowych, zwanych BIT-ami (Bilateral Investment Treaty). To międzynarodowy arbitraż, mający rozstrzygać spory pomiędzy inwestorami a państwami.

Jeśli koncern (inwestor) uzna, że określona ustawa np. chroniąca środowisko naturalne, albo jakakolwiek decyzja władz, narusza jego interesy, może on dzięki ISDS pozwać państwo do zwoływanego ad hoc międzynarodowego sądu polubownego, z pominięciem sądownictwa w danym kraju. W taki sposób Polska została w 2003 r. pozwana przez holenderski koncern Eureko za wycofanie się z prywatyzacji PZU. W ramach ugody polski rząd zgodził się zapłacić Holendrom aż dziewięć miliardów złotych odszkodowania.

Teoretycznie mechanizm miał bronić interesów inwestorów w konkretnych przypadkach – praktycznie bronił tylko ich interesów, bez względu na sytuację, gdy tylko zagrożone były zyski korporacji w danym kraju. Tak zwane polubowne sądy większość spraw rozstrzygały na korzyść inwestorów.

Trybunał unijny wskazał, że spory między unijnym państwem a inwestorem z innego unijnego państwa muszą być rozstrzygane zgodnie z unijnym prawem, przed sądami unijnych państw. Arbitraż przewidziany w umowie BIT pomija według trybunału zarówno prawodawstwo, jak i sądownictwo państw członkowskich. Sąd polubowny nie jest sądem jednego z państw członkowskich, jak podkreślił trybunał. Krytycznie odniósł się też do faktu, że sąd sam ustala sobie zasady działania i sam wybiera miejsce, w którym zapadnie wyrok.