O sprawiedliwość dla zmarłej

O sprawiedliwość dla zmarłej

Nie doszło do ugody w procesie o ochronę dóbr osobistych, jaki spółka Amica Wronki wytoczyła Piotrowi Ikonowiczowi. Spółka żądała od działacza 60 tys. zł odszkodowania za określenie, że ma ona „krew na rękach”, użyte przez niego po samobójstwie jednej z pracownic firmy.

Wczoraj sąd w Poznaniu wykluczył możliwość polubownego zakończenia sporu. Piotr Ikonowicz nie ma zamiary wycofać się z wypowiedzianych podczas wiecu pod bramą zakładu słów. Przypomnijmy – w przemówieniu powiedział, że „kobieta zabiła się przez mobbing” oraz zniechęcał do kupowania towarów produkowanych w fabrykach Amiki, bo firma ma „krew na rękach”. Spółka domagała się odszkodowania, przeprosin i odwołania tych słów.

Ikonowicz nie ma jednak zamiaru się ugiąć: „Wszystko sprowadza się do faktu czy do ustalenia, czy rzeczywiście pani Ilona odebrała sobie życie w wyniku warunków i sposobu, w jaki traktowano ją w fabryce Amica Wronki. Ja w swojej wypowiedzi oparłem się na informacji, którą uzyskałem od jej rodzonej córki i od jej współpracownic”.

Kolejna rozprawa pod koniec maja.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Ikea zastrajkuje?

Ikea zastrajkuje?

Pracownicy fabryk w Zbąszyniu i Babimoście, które produkują meble dla sieci Ikea, nie są zadowoleni z wysokości swoich zarobków. Rozważają strajk i pikietę pod siedzibą firmy. Na razie wyszli na rynek Zbąszynia, m.in. z transparentami o treści „Nie będziemy pracować za miskę ryżu”.

O sprawie donosi portal money.pl. Niewiele osób wie, że większość z drewnianych mebli Ikei pochodzi z fabryk w Zbąszyniu, Zbąszynku lub Babimoście. To niewielkie miejscowości w województwie lubuskim. Ikea zatrudnia tam ponad 3 tys. pracowników. Pierwszy zakład powstał 25 lat temu.

W niedzielę 11 marca kilkaset osób wyszło na ulicę Zbąszynia. Pracownicy manifestowali, bo chcą wyższych wynagrodzeń. Od miesięcy nie mogą dogadać się z pracodawcą w sprawie podwyżek. Związki zawodowe chcą określonych kwot, Ikea daje o wiele mniej. Na ulicy protestujący ustawili się tak, by stworzyć hasło „fair wage”. To po angielsku „uczciwa płaca”. I takiej się domagają.

– „Od grudnia ubiegłego roku z pracodawcą negocjujemy podwyżki wynagrodzeń dla wszystkich pracowników w zakładzie. To około 3,4 tys. osób. Przez sześć kolejnych spotkań nie doszliśmy do żadnego porozumienia. Przyjeżdżali przedstawiciele firmy ze Szwecji, jednak nie mieli żadnej oferty na teraz” – mówi Piotr Brambor, przewodniczący organizacji zakładowej ZZ Budowlani Ikea Industry.

– „Firma postawiła pracowników i związki zawodowe pod murem. Negocjacje nie przyniosły żadnego porozumienia, a Ikea już miała gotowe aneksy do umów dla pracowników – opowiada z kolei Michał Kukuła, przewodniczący NSZZ „Solidarność” Ikea Industry & Retail. Nowe umowy zakładały podwyżkę o kilka procent, choć nie taką, na jaką liczyła załoga. – „Jesteśmy największą wartością firmy. Tym bardziej że w ostatnim czasie o dobrych i przywiązanych pracowników jest niezwykle ciężko” – dodaje.

Bez licencji nie pojadą

Bez licencji nie pojadą

Od kwietnia kierowcy Ubera w Czechach prawdopodobnie będą musieli mieć licencję taksówkarską. To efekt protestów praskich taksówkarzy z regularnych korporacji.

„Rząd wspiera nowe technologie, ale nie można pozwolić na łamanie prawa, by zyskać przewagę nad innymi” – powiedział premier Czech Andrej Babiš.

Firma ma w Europie szereg problemów, np. wciąż nie przedłużono jej licencji na jazdę po Londynie. Decyzja rządu Czech może przyśpieszyć podobne zmiany prawa w innych krajach, zrównując Ubera z pozostałymi firmami taksówkarskimi.

Rok temu sąd w Brnie wydał Uberowi tymczasowy zakaz operowania na terenie miasta. Burmistrz Petr Vokrzal zarzucił Uberowi świadome łamanie przepisów w zakresie przewozu osób. Samochody przewożące osoby odpłatnie muszą być w Brnie oznakowane i wyposażone w taksometr. To był argument sądu za wydaniem zakazu takiej działalności. W październiku jednak, po odwołaniu się firmy od wyroku, zakaz zniesiono. Obecnie Uber może jeździć po Brnie i Ołomuńcu.

Uber twierdzi, że nie jest firmą przewozową jako taką, a jedynie „dostawcą aplikacji”. Zakazano mu działalności we Włoszech, a także na Węgrzech. We Francji zapłacił 900 tys. dolarów kary za zatrudnianie kierowców bez licencji.

Koniec nieuczciwości

Koniec nieuczciwości

Zapadła przełomowa decyzja Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Koniec z pozywaniem państw przez korporacje z powodu niekorzystnych dla nich rozwiązań.

6 marca mechanizm ISDS został uznany za nielegalny w obrębie całej unijnej wspólnoty. ISDS (Investor-State Dispute Settlement) napotkamy przede wszystkim w dwustronnych umowach handlowych, zwanych BIT-ami (Bilateral Investment Treaty). To międzynarodowy arbitraż, mający rozstrzygać spory pomiędzy inwestorami a państwami.

Jeśli koncern (inwestor) uzna, że określona ustawa np. chroniąca środowisko naturalne, albo jakakolwiek decyzja władz, narusza jego interesy, może on dzięki ISDS pozwać państwo do zwoływanego ad hoc międzynarodowego sądu polubownego, z pominięciem sądownictwa w danym kraju. W taki sposób Polska została w 2003 r. pozwana przez holenderski koncern Eureko za wycofanie się z prywatyzacji PZU. W ramach ugody polski rząd zgodził się zapłacić Holendrom aż dziewięć miliardów złotych odszkodowania.

Teoretycznie mechanizm miał bronić interesów inwestorów w konkretnych przypadkach – praktycznie bronił tylko ich interesów, bez względu na sytuację, gdy tylko zagrożone były zyski korporacji w danym kraju. Tak zwane polubowne sądy większość spraw rozstrzygały na korzyść inwestorów.

Trybunał unijny wskazał, że spory między unijnym państwem a inwestorem z innego unijnego państwa muszą być rozstrzygane zgodnie z unijnym prawem, przed sądami unijnych państw. Arbitraż przewidziany w umowie BIT pomija według trybunału zarówno prawodawstwo, jak i sądownictwo państw członkowskich. Sąd polubowny nie jest sądem jednego z państw członkowskich, jak podkreślił trybunał. Krytycznie odniósł się też do faktu, że sąd sam ustala sobie zasady działania i sam wybiera miejsce, w którym zapadnie wyrok.