Narzekasz na pracę? Trafisz na czarną listę

Narzekasz na pracę? Trafisz na czarną listę

Policyjni szpiedzy mieli w Wielkiej Brytanii pomagać firmom budowlanym w tworzeniu czarnych list pracowników. Chodziło o osoby, które narzekały na naruszanie zasad bezpieczeństwa, warunki pracy oraz sposób ich traktowania. Znalezienie się w takiej bazie powodowało, że praktycznie nie było szansy na znalezienie pracy.

Sprawę ujawniło Euronews. Zarzut jakoby policja, w tym specjalne oddziały, dostarczyła informacji, które pojawiły się na czarnej liście, a ich pozyskanie było finansowane przez główne firmy budowlane w kraju, jest udowodniony. Skandal związany z czarną listą wybuchł w 2009 roku, po tym, jak regulator rządowy wysłał śledczych do biur należących do The Consulting Association w Droitwich, w hrabstwie Worcestershire. Na miejscu odkryto wtedy odręcznie wykonaną bazę danych, zawierającą informacje o 3212 pracownikach. Korzystać z niej miało ponad 40 firm budowlanych, które sprawdzały swój przyszły personel.

Na podstawie tzw. black list, osobom, które się na niej znalazły, odmawiano zatrudnienia. Czarna lista, jak podaje Euronews, miała zawierać również szczegóły politycznych poglądów pracowników, ich kompetencji i działań związkowych.

W związku z ujawnieniem sprawy, wypłacono już miliony funtów odszkodowania. Wśród ubiegających się o rekompensatę był m.in. związek zawodowy Unite. W 2016 roku za 256 pracowników otrzymał od firm budowlanych 10 milionów euro. Jednak wobec zaangażowanych w sprawę policjantów nie wyciągnięto konsekwencji.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Plany dla bogatszych?

Plany dla bogatszych?

Związek zawodowy „Solidarność” negatywnie ocenia proponowany przez Ministerstwo Finansów projekt ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych.

Zdaniem Prezydium Komisji Krajowej PPK nie zasługują na pozytywną ocenę, pomimo ich hipotetycznego celu, jakim jest zwiększenie bezpieczeństwa Polaków poprzez odkładanie przez nich oszczędności. Niestety, według związku skorzystają na tym tylko zatrudnieni o wyższych dochodach, zaś pracownicy zarabiający pensję minimalną nie będą z planów korzystali.

Jak PPK miałyby wyglądać w praktyce? System zakłada, że zostaną do nich zapisani wszyscy pracujący Polacy w wieku od 19 do 55 lat. W sumie to aż 11 mln osób: 9 mln pracujących w sektorze prywatnym, 2 mln w sektorze publicznym. Do PPK będą podłączani wszyscy zatrudnieni, za których odprowadzane są składki na ubezpieczenie emerytalne, niezależnie od formy zatrudnienia. Zapis będzie automatyczny, ale z możliwością rezygnacji z programu. Jest to więc program dobrowolny. By nie uczestniczyć w PPK, trzeba jednak będzie złożyć odpowiednie dokumenty w miejscu zatrudnienia. Taką deklarację trzeba będzie składać do dwa lata, bo właśnie co dwa lata znów zostaniemy zapisani.

Pracodawcy będą z kolei musieli przygotować się do zmian, np. znaleźć firmę, która zajmie się zarządzaniem pieniędzmi i podpisywać z nią umowy w imieniu chętnych pracowników. Od momentu zapisu od pensji pracownika będzie pobierany drobny procent. Ma to być przynajmniej 2 proc. z pensji brutto, ale pobierane już od pensji netto. Składka pracownicza będzie pobierana od wypłaty na rękę. To znaczy, że na koncie co miesiąc zobaczymy mniej. Pieniądze trafią na oszczędności. I tak zarabiając 3 tys. brutto od pensji netto przeznaczymy na oszczędności 60 zł. Zarabiając 4 tys. zł brutto – już 80 zł.

Związek wskazuje, że osoby najmniej zarabiające zrezygnują z takiego sposoby oszczędzania, bo inaczej ich wypłata obniży się przynajmniej o kilkadziesiąt złotych miesięcznie. „Nie możemy zaakceptować obciążenia dodatkową składką pracownika uzyskującego wynagrodzenie w wysokości minimalnej, a także nie można pominąć faktu, że składka od małych dochodów przyniesie niewielkie oszczędności, które będą nieznacznym wsparciem dla dochodów emerytów o niskich świadczeniach” – podkreśla Agata Baranowska-Grycuk z Biura Eksperckiego Dialogu i Polityki Społecznej.

„Pracownicze Plany Kapitałowe nie są elementem ubezpieczeń społecznych, ponieważ nie są oparte na zasadzie solidarności społecznej: wypłaty następują w ograniczonym okresie (nie są dożywotnie), uczestniczenie w nich nie ma charakteru powszechnego, a wysokość wypłaty nie jest w żaden sposób gwarantowana. Bezpieczeństwo finansowe uczestników (pracowników) obarczone jest wysokim ryzykiem. Ponadto to właśnie uczestnicy PPK będą ponosili konsekwencje niewłaściwego wyboru TFI dokonanego przez pracodawcę. System, wbrew zapewnieniom projektodawców, nie będzie dobrowolny” – komentuje Henryk Nakonieczny, członek Prezydium KK  NSZZ „Solidarność’. Dodaje także: „Prawo wystąpienia/rezygnacji pracownika w PPK  poprzez złożenie stosownej deklaracji na ręce <<szczególnego przedstawiciela>>, to jest zatrudniającego (gdzie występuje silny stosunek podporządkowania), trudno uznać za spełnienie definicji dobrowolności w moralnym tego słowa znaczeniu”.

Z jednym dzieckiem pod górkę

Z jednym dzieckiem pod górkę

PSL zaproponowało zmiany w programie Rodzina 500 Plus. Chodzi o podwyższenie progów dochodowych, tak, by nie odbierano świadczenia osobom w trudnej sytuacji, które mają jedno dziecko, a nieznacznie przekroczą ustalone w 2015 r. progi.

Partia proponuje podniesienie progu dochodowego uprawniającego do świadczenia z 800 do 1050 złotych, a w przypadku dziecka niepełnosprawnego — do 1575 złotych. Projekt ustawy trafił do Sejmu.

Propozycja ma ścisły związek z sytuacją z zeszłego tygodnia – okazało się, że do 350 tysięcy rodzin będzie zwracać budżetowi państwa 1,5 mld złotych. Środki będą musiały zostać zwrócone, ponieważ część rodzin przekroczyła w trakcie pobierania świadczenia progi dochodowe na pierwsze dziecko. Beneficjenci nie informowali urzędów o zmianie swojej sytuacji finansowej i przekroczeniu progu 800 zł na osobę w rodzinie. „Taki proceder dotyka najczęściej najbiedniejszych rodziców. Już dziś muszą się martwić, z czego zwrócić dług powstały przez bezduszne przepisy” — uważają ludowcy.

Władysław Kosiniak-Kamysz proponuje zwiększenie progu dochodowego na pierwsze dziecko z 800 zł do 1050 zł. — „To połowa minimalnego wynagrodzenia za pracę” — zauważa prezes PSL. PSL domaga się, by kwoty określające próg dochodowy rosły tak, jak rośnie płaca minimalna.

Nie wszędzie autem

Nie wszędzie autem

Wraca pomysł umożliwienia samorządom pobierania opłat za wjazd do stref czystego transportu. Możliwość taką chce wprowadzić Ministerstwo Energii, które kilka dni temu przedstawiło projekt noweli ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych.

Propozycja Ministerstwa Energii zakłada, że za wjazd do stref właściciele samochodów z napędem spalinowym mieliby płacić 25 złotych dziennie lub 2,5 złotego za godzinę. Pobór opłat za wjazd do stref czystego transportu co prawda zniknął z ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych, ale resort energii wpisał go do projektu noweli ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych.

Jak informuje Portal Samorządowy, 22 lutego weszła w życie ustawa, która daje radom gmin możliwość wyznaczania stref czystego transportu „na obszarze zwartej zabudowy mieszkaniowej z koncentracją budynków użyteczności publicznej”. Wjeżdżać będą tam mogły wyłącznie pojazdy elektryczne bądź napędzane wodorem czy gazem ziemnym. W toku prac nad ustawą wykreślono z niej zapis o możliwości wjazdu do strefy pojazdów z silnikiem spalinowym pod warunkiem uiszczenia przez ich właścicieli stosownej opłaty. Za takim rozwiązaniem optował resort energii oraz samorządy, przeciwko była jednak część parlamentarzystów i to ostatecznie ich stanowisko przeważyło. Jak widać, nie na długo jednak.

Przedstawiona przez resort propozycja zakłada, że rada gminy, tworząc strefę, może dopuścić poruszanie się po niej „w okresie nie dłuższym niż 3 lata od dnia przyjęcia uchwały” pojazdów innych niż elektryczne, napędzane wodorem czy gazem ziemnym „pod warunkiem uiszczenia opłaty”. Pierwszą zmianą jest zatem ograniczenie czasu pobierania opłaty. Drugą – obniżenie jej wysokości z 30 złotych (tak było w procedowanym na początku roku projekcie ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych) do 25 złotych za dobę lub 2,5 zł za godzinę. Trzecią zaś, i być może najważniejszą, jest określenie, na co gmina będzie mogła przeznaczyć pieniądze pozyskane z tego źródła. Zgodnie z projektem noweli ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych opłaty za wjazd do strefy czystego transportu będzie można przeznaczyć na oznakowanie tychże stref lub zakup autobusów zeroemisyjnych.