Państwo dorzuci do czynszu?

Państwo dorzuci do czynszu?

Skierowany 26 marca do konsultacji publicznych projekt ustawy zakłada, że 40 proc. gospodarstw domowych mogłoby być objętych dopłatami do czynszów. Rady gminy będą decydowały o kryteriach przyznania dofinansowania, jednak najważniejsze ma być kryterium dochodowe i liczba dzieci w rodzinie.

Według założeń dopłatami zostaną objęte inwestycje realizowane w ramach:

  • programu Mieszkanie Plus,
  • spółdzielni mieszkaniowych,
  • lokalnych Towarzystw Budownictwa Społecznego – TBS

Jednoosobowe gospodarstwo domowe będzie mogło ubiegać się o dopłatę, jeżeli jego średni miesięczny dochód nie przekracza 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej publikowanego przez Główny Urząd Statystyczny. W projekcie ustawy wyszczególniono katalog 13 kryteriów, spośród których rada gminy będzie mogła wybierać te najważniejsze decydujące o przyznaniu dopłat do czynszów.

Źródłem finansowania dopłat do czynszów będzie Fundusz Dopłat, ulokowany w Banku Gospodarstwa Krajowego. Rząd planuje, że pierwsze dopłaty miałyby być przyznawane już w 2019 roku. W 2019 roku na ten cel przewidziano 400 mln zł, w 2020 roku – 800 mln zł, w 2021 roku – 1,2 mld zł, w 2022 roku i w 2023 roku – po 1,6 mld zł, a począwszy od 2024 roku do 2027 roku – 2 mld zł rocznie.

Za każdą kolejną osobę w gospodarstwie domowym limit 60 proc. jest zwiększany o 30 punktów procentowych. Oznacza to, że w przypadku gospodarstwa domowego dwuosobowego limit wynosi 90 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, a w przypadku trzyosobowego – 120 proc. Wysokość dopłat będzie zależała od kosztów budownictwa mieszkaniowego na danym terenie oraz powierzchni mieszkania. Im bardziej liczne gospodarstwo domowe tym wyższe dopłaty.

Dopłaty będą przyznawane na okres 9 lat. Po 3 i po 6 latach mają być stopniowo zmniejszane. Dodatkowo co 3 lata beneficjenci będą weryfikowani, czy nadal spełniają kryteria dochodowe uprawniające do otrzymywania dopłat.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Narzekasz na pracę? Trafisz na czarną listę

Narzekasz na pracę? Trafisz na czarną listę

Policyjni szpiedzy mieli w Wielkiej Brytanii pomagać firmom budowlanym w tworzeniu czarnych list pracowników. Chodziło o osoby, które narzekały na naruszanie zasad bezpieczeństwa, warunki pracy oraz sposób ich traktowania. Znalezienie się w takiej bazie powodowało, że praktycznie nie było szansy na znalezienie pracy.

Sprawę ujawniło Euronews. Zarzut jakoby policja, w tym specjalne oddziały, dostarczyła informacji, które pojawiły się na czarnej liście, a ich pozyskanie było finansowane przez główne firmy budowlane w kraju, jest udowodniony. Skandal związany z czarną listą wybuchł w 2009 roku, po tym, jak regulator rządowy wysłał śledczych do biur należących do The Consulting Association w Droitwich, w hrabstwie Worcestershire. Na miejscu odkryto wtedy odręcznie wykonaną bazę danych, zawierającą informacje o 3212 pracownikach. Korzystać z niej miało ponad 40 firm budowlanych, które sprawdzały swój przyszły personel.

Na podstawie tzw. black list, osobom, które się na niej znalazły, odmawiano zatrudnienia. Czarna lista, jak podaje Euronews, miała zawierać również szczegóły politycznych poglądów pracowników, ich kompetencji i działań związkowych.

W związku z ujawnieniem sprawy, wypłacono już miliony funtów odszkodowania. Wśród ubiegających się o rekompensatę był m.in. związek zawodowy Unite. W 2016 roku za 256 pracowników otrzymał od firm budowlanych 10 milionów euro. Jednak wobec zaangażowanych w sprawę policjantów nie wyciągnięto konsekwencji.

Na szarym końcu

Na szarym końcu

Średnia płaca godzinowa w Unii Europejskiej wynosiła w 2017 r. 23,1 euro, natomiast w strefie walutowej aż 26,9 euro. Najwyższe stawki obowiązują w Luksemburgu, Belgii i Danii, a najniższe – w Rumunii, Bułgarii oraz Polsce. I to po podniesieniu u nas minimalnej stawki godzinowej do 13,70 zł brutto.

Europejski urząd statystyczny Eurostat przedstawił dane dotyczące średniej płacy godzinowej w krajach Unii i strefy euro. Dziesięć lat wcześniej, w 2007 roku, stawki te wynosiły odpowiednio 19,5 i 21,8 euro w krajach UE oraz w strefie euro. Natomiast w 2017 r. – około 23,1 euro w krajach Unii Europejskiej. Było to np. 19,8 euro w Hiszpanii, 22,7 euro we Włoszech czy 25,5 euro w Wielkiej Brytanii.

Jak wynika z opracowania, najwyższa płaca przysługuje zatrudnionym w Luksemburgu – 45 euro za godzinę pracy, Danii – 39,7 euro, Belgii 37,9 euro. Ponad 30 euro zarabiano również we Francji (33,0 euro), w Holandii (33,7 euro w 2016 r.) I Niemczech (32,3 euro).

Jak pisze bankier.pl, w ogonie Europy znalazły się kraje, gdzie średnia płaca na godzinę wynosiła poniżej 10 euro – na Łotwie stawka ta jest równa 8,6 euro, w Chorwacji 8,5 euro, na Litwie 8,4 euro, a na Węgrzech 7,4 euro.

Plany dla bogatszych?

Plany dla bogatszych?

Związek zawodowy „Solidarność” negatywnie ocenia proponowany przez Ministerstwo Finansów projekt ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych.

Zdaniem Prezydium Komisji Krajowej PPK nie zasługują na pozytywną ocenę, pomimo ich hipotetycznego celu, jakim jest zwiększenie bezpieczeństwa Polaków poprzez odkładanie przez nich oszczędności. Niestety, według związku skorzystają na tym tylko zatrudnieni o wyższych dochodach, zaś pracownicy zarabiający pensję minimalną nie będą z planów korzystali.

Jak PPK miałyby wyglądać w praktyce? System zakłada, że zostaną do nich zapisani wszyscy pracujący Polacy w wieku od 19 do 55 lat. W sumie to aż 11 mln osób: 9 mln pracujących w sektorze prywatnym, 2 mln w sektorze publicznym. Do PPK będą podłączani wszyscy zatrudnieni, za których odprowadzane są składki na ubezpieczenie emerytalne, niezależnie od formy zatrudnienia. Zapis będzie automatyczny, ale z możliwością rezygnacji z programu. Jest to więc program dobrowolny. By nie uczestniczyć w PPK, trzeba jednak będzie złożyć odpowiednie dokumenty w miejscu zatrudnienia. Taką deklarację trzeba będzie składać do dwa lata, bo właśnie co dwa lata znów zostaniemy zapisani.

Pracodawcy będą z kolei musieli przygotować się do zmian, np. znaleźć firmę, która zajmie się zarządzaniem pieniędzmi i podpisywać z nią umowy w imieniu chętnych pracowników. Od momentu zapisu od pensji pracownika będzie pobierany drobny procent. Ma to być przynajmniej 2 proc. z pensji brutto, ale pobierane już od pensji netto. Składka pracownicza będzie pobierana od wypłaty na rękę. To znaczy, że na koncie co miesiąc zobaczymy mniej. Pieniądze trafią na oszczędności. I tak zarabiając 3 tys. brutto od pensji netto przeznaczymy na oszczędności 60 zł. Zarabiając 4 tys. zł brutto – już 80 zł.

Związek wskazuje, że osoby najmniej zarabiające zrezygnują z takiego sposoby oszczędzania, bo inaczej ich wypłata obniży się przynajmniej o kilkadziesiąt złotych miesięcznie. „Nie możemy zaakceptować obciążenia dodatkową składką pracownika uzyskującego wynagrodzenie w wysokości minimalnej, a także nie można pominąć faktu, że składka od małych dochodów przyniesie niewielkie oszczędności, które będą nieznacznym wsparciem dla dochodów emerytów o niskich świadczeniach” – podkreśla Agata Baranowska-Grycuk z Biura Eksperckiego Dialogu i Polityki Społecznej.

„Pracownicze Plany Kapitałowe nie są elementem ubezpieczeń społecznych, ponieważ nie są oparte na zasadzie solidarności społecznej: wypłaty następują w ograniczonym okresie (nie są dożywotnie), uczestniczenie w nich nie ma charakteru powszechnego, a wysokość wypłaty nie jest w żaden sposób gwarantowana. Bezpieczeństwo finansowe uczestników (pracowników) obarczone jest wysokim ryzykiem. Ponadto to właśnie uczestnicy PPK będą ponosili konsekwencje niewłaściwego wyboru TFI dokonanego przez pracodawcę. System, wbrew zapewnieniom projektodawców, nie będzie dobrowolny” – komentuje Henryk Nakonieczny, członek Prezydium KK  NSZZ „Solidarność’. Dodaje także: „Prawo wystąpienia/rezygnacji pracownika w PPK  poprzez złożenie stosownej deklaracji na ręce <<szczególnego przedstawiciela>>, to jest zatrudniającego (gdzie występuje silny stosunek podporządkowania), trudno uznać za spełnienie definicji dobrowolności w moralnym tego słowa znaczeniu”.