Naciągacze precz

Naciągacze precz

Komisja Europejska chce utrudnić kantorom i sklepom internetowym naciąganie turystów i klientów przy wymianie walut na terenie Unii. Do lamusa odejdzie tak zwana „dynamiczna wymiana”, czyli możliwość płacenia za zakupy za granicą w swojej walucie, która jednak jest przeliczana po skrajnie niekorzystnym kursie, a sama transakcja obkładana jest dodatkowymi prowizjami.

Takie operacje zawyżają ostateczny koszt zakupu czy transakcji o ponad 10 proc. Tego rodzaju naciągactwo jest jednak powszechne – płacenie kartą w walucie kraju, z którego się przyjechało, a nie w euro, sugerują czasem nawet kelnerzy. Dokonany przez Polaka wybór płatności wykazanej w złotych (zamiast w euro) w Niemczech lub we Francji, który jest możliwy dzięki systemowi „dynamicznej zamiany” waluty, kusi tym, że Polak od razu wie, ile jego bank w Polsce ściągnie mu z konta w złotych. Ale organizacje konsumenckie nazywają to naciąganiem, a nawet oszustwem.

Co się zmieni? Komisarze UE zatwierdzili dziś projekt przepisów, które nie zakazują, ale wprowadzają wśród sprzedawców i operatorów bankomatów obowiązek jasnego wykazania przed transakcją, jaka jest ostateczna różnica między płatnościami za zamianą przez macierzysty bank (np. płatność polską kartą w euro w Niemczech) oraz „dynamiczną zamianą” walut (np. płatność polską kartą w złotych w Niemczech). „Ponadto prosimy Europejski Urząd Nadzoru Bankowego, by wyznaczył górne limity przy zamianie walut w UE w transakcjach kartami płatniczymi” – mówi wiceprzewodniczący Komisji Valdis Dombrovskis.

„Najwyższy czas, by usunąć nieprzejrzystość przy płatnościach. Konsumenci często wolą płacić w walucie, do której są przyzwyczajeni, ale w ogóle nie zdają sobie sprawy, że ostatecznie płacą więcej. Bardzo pochwalam działania Komisji” – komentuje Monique Goyens, szefowa BEUC, organizacji konsumenckiej, która apeluje: Nie daj się nabrać! Za granicą płać kartą tylko w lokalnej walucie!

Potrzeba jednak długiego okresu przejściowego, m.in. na techniczne zmiany w terminalach płatniczych, więc nowe przepisy – po zatwierdzeniu w przez Parlament Europejski i unijnych ministrów w Radzie UE – zapewne zaczęłyby obowiązywać dopiero w 2022 r. Organizacje konsumenckie doradzają tym klientom, którzy nie są zaznajomieni z tabelami kursów i prowizji, by na wszelki wypadek do tej pory unikali „dynamicznej zamiany”, bo w 90 proc. przypadków okazuje się ona niekorzystna dla konsumenta.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Wojna z gigantem

Wojna z gigantem

Tuż przed wejściem w życie zakazu handlu Jeronimo Martins Polska wyemitował w telewizji spot promocyjny z uśmiechniętymi pracownikami Biedronki radośnie czekającymi dłużej w pozostałe dni tygodnia na klientów, którzy nie mogą teraz robić zakupów w niedzielę. W odpowiedzi związkowcy z sieci planują nakręcić spot reklamowy, który promowałby niedziele bez handlu.

O sprawie informuje Puls Biznesu. W odpowiedzi na reklamę sieci związkowcy szykują swój własny klip. Chcą w nim pokazać pracowników, spędzających czas z rodziną. „Chodzi o to, aby pokazywać nie tylko to, że pracownicy są bardzo zadowoleni, że muszą pracować dłużej w piątki i w soboty i przychodzić na noc do pracy, ale że cieszą się z wolnych niedziel, że jest to czas przerwy, czas odpoczynku, czas spotkania z najbliższymi” – mówi Robert Jacyno, rzecznik NSZZ Solidarność 80 w Jeronimo Martins Polska. Klip pojawić ma się w pierwszą niedzielę bez handlu po Świętach, a więc 8 kwietnia na stronie związku zawodowego oraz na youtube. Hasło spotu to: „#NieKupujKochaj – zmieniamy spojrzenie na wolne niedziele. Kupić zawsze zdążysz, spędzić czas z tymi, których kochasz możesz nie zdążyć”.

Strefa Biznesu przypomina, że w Biedronce wciąż trwa spór między załogą a zarządem na tle tego, ile trwa doba. Okazuje się bowiem, że znany wszem i wobec wymiar – 24 godziny, nie obowiązuje w popularnej sieci handlowej. Tu doba jest elastyczna – inna w sobotę, inna w pozostałe dni tygodnia. Robert Jacyno mówi: „Wszystko rozbija się o pieniądze. Gdyby pracodawca nie przesunął doby pracowniczej, to pracownicy, którzy pracowaliby od północy z niedzieli na poniedziałek do godz. 8 rano, łamaliby zakaz pracy w dwóch dobach pracowniczych, w związku z czym musieliby otrzymać dodatkowe wynagrodzenie za nadgodziny i odebrać dzień wolny. Musieliby pracować do godz. 6, aby nie przekraczać kolejnej doby. Po zmianach pracodawca może wydłużać czas pracy na niedzielnych nockach do godz. 8 czy 10 rano”.

Wywiad z Robertem Jacyno na naszych łamach: https://nowyobywatel.pl/2016/02/22/ludzie-kontra-machina/

Zmiana ze Wschodu

Zmiana ze Wschodu

Ministerstwo Zdrowia chce, by lekarze z dyplomem zza wschodniej granicy, szczególnie z Ukrainy, mogli szybciej leczyć polskich chorych. Dlatego wraz z resortem nauki pracuje nad takimi zmianami w prawie, by cudzoziemcy nie musieli nostryfikować dyplomu.

Na początku marca minister zdrowia wystąpił do ministra nauki i szkolnictwa wyższego z wnioskiem o zmiany w rozdziale drugim rozporządzenia z 22 grudnia 2015 r. w sprawie nostryfikacji dyplomów ukończenia studiów za granicą. Ułatwienia miałyby być lekarstwem na chroniczny w naszej służbie zdrowia brak lekarzy.

Ukraińcy to dziś po Polakach najliczniejsza grupa narodowa praktykująca medycynę w naszym kraju. Jest ich 314, co stanowi 36 proc. wszystkich 1142 cudzoziemców z prawem wykonywania zawodu.

Zdaniem ekspertów na wzajemne uznawanie kwalifikacji lekarskich Ukrainy może się nie zgodzić Unia Europejska. Oznaczałoby to bowiem, że kwalifikacje te zostaną uznane we wszystkich krajach członkowskich.

Państwo dorzuci do czynszu?

Państwo dorzuci do czynszu?

Skierowany 26 marca do konsultacji publicznych projekt ustawy zakłada, że 40 proc. gospodarstw domowych mogłoby być objętych dopłatami do czynszów. Rady gminy będą decydowały o kryteriach przyznania dofinansowania, jednak najważniejsze ma być kryterium dochodowe i liczba dzieci w rodzinie.

Według założeń dopłatami zostaną objęte inwestycje realizowane w ramach:

  • programu Mieszkanie Plus,
  • spółdzielni mieszkaniowych,
  • lokalnych Towarzystw Budownictwa Społecznego – TBS

Jednoosobowe gospodarstwo domowe będzie mogło ubiegać się o dopłatę, jeżeli jego średni miesięczny dochód nie przekracza 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej publikowanego przez Główny Urząd Statystyczny. W projekcie ustawy wyszczególniono katalog 13 kryteriów, spośród których rada gminy będzie mogła wybierać te najważniejsze decydujące o przyznaniu dopłat do czynszów.

Źródłem finansowania dopłat do czynszów będzie Fundusz Dopłat, ulokowany w Banku Gospodarstwa Krajowego. Rząd planuje, że pierwsze dopłaty miałyby być przyznawane już w 2019 roku. W 2019 roku na ten cel przewidziano 400 mln zł, w 2020 roku – 800 mln zł, w 2021 roku – 1,2 mld zł, w 2022 roku i w 2023 roku – po 1,6 mld zł, a począwszy od 2024 roku do 2027 roku – 2 mld zł rocznie.

Za każdą kolejną osobę w gospodarstwie domowym limit 60 proc. jest zwiększany o 30 punktów procentowych. Oznacza to, że w przypadku gospodarstwa domowego dwuosobowego limit wynosi 90 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, a w przypadku trzyosobowego – 120 proc. Wysokość dopłat będzie zależała od kosztów budownictwa mieszkaniowego na danym terenie oraz powierzchni mieszkania. Im bardziej liczne gospodarstwo domowe tym wyższe dopłaty.

Dopłaty będą przyznawane na okres 9 lat. Po 3 i po 6 latach mają być stopniowo zmniejszane. Dodatkowo co 3 lata beneficjenci będą weryfikowani, czy nadal spełniają kryteria dochodowe uprawniające do otrzymywania dopłat.