Sygnaliści pod ochroną

Sygnaliści pod ochroną

Obywatelski projekt ochrony sygnalistów, czyli osób, które informują odpowiednie organy o nieprawidłowościach w miejscu pracy, korupcji i aferach, zawiera między innymi takie punkty, jak wyłączenie sygnalisty spod odpowiedzialności prawnej z tytułu naruszenia tajemnicy prawnie chronionej i naruszenia dóbr osobistych, zakaz podejmowania wobec niego działań odwetowych pod groźbą kary i umożliwienie mu dostępu do bezpłatnej pomocy prawnej.

Do 11 maja trwają konsultacje społeczne tego projektu, którego wstępną wersję przedstawiły jeszcze w listopadzie ubiegłego roku Fundacja im. Stefana Batorego, Forum Związków Zawodowych, Helsińska Fundacja Praw Człowieka i Instytut Spraw Publicznych. W rządowym projekcie znalazły się pewne rozwiązania dotyczące sygnalistów, ale spotkały się one z ostrą krytyką ze strony organizacji obywatelskich, związków zawodowych, organizacji pracodawców i zagranicznych ekspertów. Tom Devine z Whitleblowers’ International Network propozycje rządowe określił wręcz jako „pułapkę na sygnalistów”. Dlatego strona społeczna postanowiła wystąpić z własną propozycją.

Ustawy chroniące sygnalistów obowiązują m.in. w Szwecji, Holandii czy na Słowacji, zaś Unia Europejska zapowiada działania zmierzające do zrównania ochrony prawnej sygnalistów we wszystkich państwach członkowskich.

Gotowy tekst tego właśnie projektu omówiono 6 kwietnia podczas seminarium „Ustawa o ochronie sygnalistów w Polsce. Potrzeby, propozycje i standardy”, które było otwarciem społecznych konsultacji tego projektu. Oto jego najważniejsze założenia:
• objęcie ochroną prawną wszystkich osób pracujących niezależnie od podstawy prawnej zatrudnienia i sektora, w którym pracują;
• możliwość ochrony osób zgłaszających informacje o szerokim zakresie spraw, które zagrażają interesowi publicznemu (nie tylko korupcji, ale również mobbingu, przestępstw przeciwko środowisku, własności intelektualnej, nieprzestrzeganie regulacji wewnętrznych i kodeksów etyki);
• uregulowanie trzech ścieżek raportowania nieprawidłowości: wewnątrz organizacji, do zewnętrznych organów oraz do opinii publicznej;
• obligatoryjność tworzenia wewnętrznych procedur zgłaszania nieprawidłowości w sektorze publicznym;
• obowiązek konsultowania wewnętrznych procedur zgłaszania nieprawidłowości ze związkami zawodowymi;
• ochrona tożsamości sygnalisty;
• zakaz podejmowania działań odwetowych wobec sygnalisty pod groźbą kary;
• wyłączenie sygnalisty z odpowiedzialności prawnej z tytułu naruszenia tajemnicy prawnie chronionej i naruszenia dóbr osobistych;
• powołanie Komisji ds. Ochrony Sygnalistów jako organu opiniodawczo-doradczego obserwującego realizację przepisów o ochronie sygnalistów;
• złagodzenie odpowiedzialności karnej dla pracodawców, którzy wdrożyli wewnętrzny system informowania o nieprawidłowościach;
• dostęp sygnalistów do bezpłatnej pomocy prawnej.

„To, w jaki sposób traktuje się sygnalistów w danym kraju, świadczy o tym, jak pojmujemy, czym jest dobro wspólne. Osoby, które ostrzegają nas przez łamaniem praw obywatelskich, ujawniają marnotrawstwo publicznych pieniędzy, korupcję czy zagrożenia dla zdrowia i życia ludzkiego zasługują na specjalną ochronę. Narażają się w interesie nas wszystkich” – mówi Marcin Waszak z Fundacji im. Stefana Batorego.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nieletni mniej kradną

Nieletni mniej kradną

Spada liczba młodocianych złodziei. W 2017 r. młodzież dokonała o 22 proc. mniej przestępstw przywłaszczenia mienia niż rok wcześniej.

W ubiegłym roku doszło do 2519 przestępstw przywłaszczenia mienia w wykonaniu osób poniżej 18. roku życia. Jeszcze w 2014 r. było 4686 kradzieży z udziałem nieletnich – wynika z danych Komendy Głównej Policji opracowanych dla DGP. Funkcjonariusze zwracają uwagę, że ogólna liczba kradzieży w Polsce z roku na rok się zmniejsza. W 2014 r. było ich w sumie 174,9 tys., a w ubiegłym roku – niecałe 111,3 tys.

Dlaczego jednak nieletni kradną mniej? Z jednej strony to polepszenie sytuacji materialnej polskich gospodarstw domowych, do czego przyczynił się m.in. rządowy program 500 plus (jednym z efektów był spadek ubóstwa w grupie najbiedniejszych). Ale i rosnące zarobki czy niskie bezrobocie, które przekłada się na stabilność zatrudnienia w kraju. – „Zmniejsza się rozwarstwienie w dochodach polskich rodzin” – mówi dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekonomistka z Uniwersytetu Warszawskiego.

Naciągacze precz

Naciągacze precz

Komisja Europejska chce utrudnić kantorom i sklepom internetowym naciąganie turystów i klientów przy wymianie walut na terenie Unii. Do lamusa odejdzie tak zwana „dynamiczna wymiana”, czyli możliwość płacenia za zakupy za granicą w swojej walucie, która jednak jest przeliczana po skrajnie niekorzystnym kursie, a sama transakcja obkładana jest dodatkowymi prowizjami.

Takie operacje zawyżają ostateczny koszt zakupu czy transakcji o ponad 10 proc. Tego rodzaju naciągactwo jest jednak powszechne – płacenie kartą w walucie kraju, z którego się przyjechało, a nie w euro, sugerują czasem nawet kelnerzy. Dokonany przez Polaka wybór płatności wykazanej w złotych (zamiast w euro) w Niemczech lub we Francji, który jest możliwy dzięki systemowi „dynamicznej zamiany” waluty, kusi tym, że Polak od razu wie, ile jego bank w Polsce ściągnie mu z konta w złotych. Ale organizacje konsumenckie nazywają to naciąganiem, a nawet oszustwem.

Co się zmieni? Komisarze UE zatwierdzili dziś projekt przepisów, które nie zakazują, ale wprowadzają wśród sprzedawców i operatorów bankomatów obowiązek jasnego wykazania przed transakcją, jaka jest ostateczna różnica między płatnościami za zamianą przez macierzysty bank (np. płatność polską kartą w euro w Niemczech) oraz „dynamiczną zamianą” walut (np. płatność polską kartą w złotych w Niemczech). „Ponadto prosimy Europejski Urząd Nadzoru Bankowego, by wyznaczył górne limity przy zamianie walut w UE w transakcjach kartami płatniczymi” – mówi wiceprzewodniczący Komisji Valdis Dombrovskis.

„Najwyższy czas, by usunąć nieprzejrzystość przy płatnościach. Konsumenci często wolą płacić w walucie, do której są przyzwyczajeni, ale w ogóle nie zdają sobie sprawy, że ostatecznie płacą więcej. Bardzo pochwalam działania Komisji” – komentuje Monique Goyens, szefowa BEUC, organizacji konsumenckiej, która apeluje: Nie daj się nabrać! Za granicą płać kartą tylko w lokalnej walucie!

Potrzeba jednak długiego okresu przejściowego, m.in. na techniczne zmiany w terminalach płatniczych, więc nowe przepisy – po zatwierdzeniu w przez Parlament Europejski i unijnych ministrów w Radzie UE – zapewne zaczęłyby obowiązywać dopiero w 2022 r. Organizacje konsumenckie doradzają tym klientom, którzy nie są zaznajomieni z tabelami kursów i prowizji, by na wszelki wypadek do tej pory unikali „dynamicznej zamiany”, bo w 90 proc. przypadków okazuje się ona niekorzystna dla konsumenta.

Wojna z gigantem

Wojna z gigantem

Tuż przed wejściem w życie zakazu handlu Jeronimo Martins Polska wyemitował w telewizji spot promocyjny z uśmiechniętymi pracownikami Biedronki radośnie czekającymi dłużej w pozostałe dni tygodnia na klientów, którzy nie mogą teraz robić zakupów w niedzielę. W odpowiedzi związkowcy z sieci planują nakręcić spot reklamowy, który promowałby niedziele bez handlu.

O sprawie informuje Puls Biznesu. W odpowiedzi na reklamę sieci związkowcy szykują swój własny klip. Chcą w nim pokazać pracowników, spędzających czas z rodziną. „Chodzi o to, aby pokazywać nie tylko to, że pracownicy są bardzo zadowoleni, że muszą pracować dłużej w piątki i w soboty i przychodzić na noc do pracy, ale że cieszą się z wolnych niedziel, że jest to czas przerwy, czas odpoczynku, czas spotkania z najbliższymi” – mówi Robert Jacyno, rzecznik NSZZ Solidarność 80 w Jeronimo Martins Polska. Klip pojawić ma się w pierwszą niedzielę bez handlu po Świętach, a więc 8 kwietnia na stronie związku zawodowego oraz na youtube. Hasło spotu to: „#NieKupujKochaj – zmieniamy spojrzenie na wolne niedziele. Kupić zawsze zdążysz, spędzić czas z tymi, których kochasz możesz nie zdążyć”.

Strefa Biznesu przypomina, że w Biedronce wciąż trwa spór między załogą a zarządem na tle tego, ile trwa doba. Okazuje się bowiem, że znany wszem i wobec wymiar – 24 godziny, nie obowiązuje w popularnej sieci handlowej. Tu doba jest elastyczna – inna w sobotę, inna w pozostałe dni tygodnia. Robert Jacyno mówi: „Wszystko rozbija się o pieniądze. Gdyby pracodawca nie przesunął doby pracowniczej, to pracownicy, którzy pracowaliby od północy z niedzieli na poniedziałek do godz. 8 rano, łamaliby zakaz pracy w dwóch dobach pracowniczych, w związku z czym musieliby otrzymać dodatkowe wynagrodzenie za nadgodziny i odebrać dzień wolny. Musieliby pracować do godz. 6, aby nie przekraczać kolejnej doby. Po zmianach pracodawca może wydłużać czas pracy na niedzielnych nockach do godz. 8 czy 10 rano”.

Wywiad z Robertem Jacyno na naszych łamach: https://nowyobywatel.pl/2016/02/22/ludzie-kontra-machina/