Opiekunowie walczą

Opiekunowie walczą

Od ponad tygodnia na korytarzach sejmu trwa protest opiekunów dorosłych osób niepełnosprawnych oraz samych osób z niepełnosprawnością. Protestujący żądają zwiększenia świadczeń i kwot zasiłków oraz rent.

Protest niepełnosprawnych i członków ich rodzin w Sejmie nie jest nowy. Protestujący utrzymują, że odwiesili zawieszoną przed laty akcję, bo ich żądania cały czas nie zostały spełnione. Odwołują się do pamiętnej okupacji Sejmu z wiosny 2014 roku. Protestowali wtedy rodzice niepełnosprawnych dzieci. W trakcie protestu przyłączyli się do nich członkowie rodzin niepełnosprawnych dorosłych, opiekujących się niezdolnymi do samodzielnej egzystencji domownikami.

Podczas protestu z 2018 r. pojawiły się nowe postulaty – wprowadzenie dodatku rehabilitacyjnego dla osób pełnoletnich niepełnosprawnych w kwocie 500 złotych miesięcznie oraz zrównanie kwoty renty socjalnej z najniższą rentą z ZUS.

Po raz kolejny z protestującymi spotkała się minister pracy i rodziny Elżbieta Rafalska, która odebrała od nich nowe propozycje i zapowiedziała prace resortowe.

Dziś kolejna grupa opiekunów i opiekunek osób niepełnosprawnych przyłączył a się do protestu. Wysłali oni list do Prezydenta RP Andrzeja Dudy. Matki i ojcowie będący na
emeryturach i rentach, a opiekujący się swoimi od urodzenia
niepełnosprawnymi dziećmi (dziś już dorosłymi, często w wieku ponad 40
lat!), są wykluczeni z dostępu do świadczenia pielęgnacyjnego.

Opiekunki na emeryturach i rentach piszą:

„Jako samotne stare matki czujemy się bezsilne i rozczarowane brakiem
systemowej pomocy. Nasza grupa od lat ma jeden postulat: domagamy się
zmiany ustawy z dnia 28 listopada 2003 r. o świadczeniach rodzinnych i
udostępnienia nam świadczenia pielęgnacyjnego. Każdy opiekun chorego
od urodzenia dziecka rezygnuje ze swojego życia i poświęca dziecku.
Każdy zasługuje na wsparcie i my takiej pomocy oczekujemy.

Ponadto popieramy postulaty Społecznego Komitetu Rodziców i Opiekunów
Dzieci i Dorosłych z Niepełnosprawnością #Jesteśmy. Różne są choroby i
wypadki, ale nasz los jest wspólny: wyręczamy w pracy instytucje
państwowe! Wbrew Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych i
wbrew Protokołowi Fakultatywnemu. Polska nie realizuje założeń
Konwencji, a Protokołu nie ratyfikowała”.

Jednocześnie protest opiekunów i dorosłych osób z niepełnosprawnością rozszerzył się poza mury sejmu. Dziś od rana trwa przed budynkiem ogólnopolska demonstracja, podczas której prezentowane są hasła: „Miarą człowieczeństwa jest dbanie o najsłabszych”, „900 zł = rehabilitacja, pampersy, mieszkanie, jedzenie”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nie taki zakaz straszny

Nie taki zakaz straszny

Na skutek wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę w 2018 roku sklepy w Polsce będą otwarte łącznie o 39 dni krócej niż w roku poprzednim. Pierwszym miesiącem obowiązywania zakazu był marzec. Mimo obostrzeń, zgodnie z danymi GUS sprzedaż detaliczna w marcu była wyższa od lutowej aż o 17,9 proc. W porównaniu do marca 2017 rok zaobserwowano wzrost o 8,8 proc.

Przed wprowadzeniem zakazu prognozowano spadek, jednak na razie go nie widać. Jak pokazują dane GUS, sklepy handlujące żywnością, napojami i wyrobami tytoniowymi zanotowały w marcu znaczny wzrost sprzedaży (o 13,8 proc. r/r), co spowodowane było m.in. przesunięciem zakupów świątecznych na koniec miesiąca, w związku z wcześniejszą datą świąt wielkanocnych. Kolejnym powodem dla zwiększonej sprzedaży artykułów spożywczych może być tendencja Polaków do dokonywania zakupów na tzw. wszelki wypadek. W obawie przed zamkniętymi sklepami w niedziele, niejednokrotnie także tymi osiedlowymi, robią większe niż zazwyczaj zakupy szczególnie w piątki i soboty.

Zmiany w sprzedaży detalicznej są najszybszym wskaźnikiem pokazującym tendencje w wydatkach konsumpcyjnych społeczeństwa. „W tej chwili jeszcze trudno powiedzieć, jak zamknięcie sklepów w niedzielę wpłynie na wyniki całego sektora handlu detalicznego w dłuższej perspektywie. Szczególnie ciekawe będą dane za kwiecień, w którym aż trzy niedziele były niedzielami bez handlu – mówi Paweł Olkowicz, ekspert w Biurze Handlu i Usług DNB Bank Polska.

W kolejnym roku Polacy będą mieli jeszcze mniej okazji do odwiedzania sklepów. Handel będzie dozwolony tylko w ostatnią niedzielę każdego miesiąca, a od 2020 roku takich niedziel będzie już tylko siedem w ciągu dwunastu miesięcy.

Nierówna Europa

Nierówna Europa

Większość obywateli Unii Europejskiej uważa, że nierówności ekonomiczne to wyzwanie dla rządów poszczególnych państw. Jednocześnie jednak ponad połowa mieszkańców kontynentu sądzi, że… wszyscy ludzie mają jednakowe szanse rozwoju.

58 proc. respondentów jest zdania, że to, co spotyka każdego z nas pod względem bytowym, jest sprawiedliwe. Jednak wynik ten maskuje istotne różnice regionalne – takiego zdania bowiem jest 81 proc. respondentów w Danii, ale tylko 18 proc. w Grecji.

Na tle mieszkańców innych krajów Unii Polacy podobnie postrzegają nierówności w dochodach. Zdaniem 84 proc. Europejczyków są one zbyt duże w ich krajach; dla Polski wynik wyniósł 82 proc., w Portugalii tego zdania jest 96 proc. respondentów, 92 proc. w Niemczech, a 59 proc. w Holandii. Co ciekawe, mocno trzyma się mit „ciężkiej pracy”. 90 proc. odpowiadających na ankietę uważa ciężką pracę i odpowiednie znajomości za istotne lub ważne. Wywodzenie się z bogatej rodziny, posiadanie koneksji politycznych, określone pochodzenie etniczne lub płeć są postrzegane jako mniej istotne.

We wszystkich krajach oprócz Danii ponad 60 proc. respondentów jest zdania, że rządy powinny przyjąć środki mające na celu zmniejszenia różnic ekonomicznych. Wynik dla Polski to 81 proc., a średnia dla UE – 79 proc.

Specjalne badanie Eurobarometru dotyczące sprawiedliwości, nierówności i mobilności międzypokoleniowej zostało przeprowadzone w formie bezpośrednich wywiadów w dniach od 2 do 11 grudnia 2017 r. W badaniu wzięło udział ogółem 28 031 osób z 28 państw UE. W Polsce próba wyniosła 997 osób.

Nauczyciele chcą godnej płacy

Nauczyciele chcą godnej płacy

W sobotę 21 kwietnia nauczyciele z całej Polski demonstrowali pod siedzibą MEN. Domagali się dymisji minister edukacji Anny Zalewskiej oraz podwyżek wynagrodzeń.

Według organizatora manifestacji, czyli Związku Nauczycielstwa Polskiego, uczestniczyło w niej około 5 tys. osób. Wśród nich byli nauczyciele z ZNP, a także nauczyciele niezrzeszeni, samorządowcy i rodzice.

Zgromadzeni mieli z sobą flagi państwowe i transparenty, na których można było przeczytać: „Chcemy pracować i żyć godnie”, „Za pracę – godna płaca”, „Mamy dość!”, „Nie dla chaosu w szkole”. Widoczne były też flagi związkowe, z których z nazwami miejscowości z całej Polski, z których przyjechali protestujący. To m.in. Gdynia, Wałcz, powiat Białystok, Krasocin.

„Podwyżki 5 proc. deklarowane do 2019 r. są nie do zaakceptowania i pani minister musi o tym wiedzieć” – mówił podczas wystąpienia przed MEN Zbigniew Broniarz, szef ZNP. Według związkowców podwyżka wynagrodzeń nauczycieli o 5,8 proc. od 1 kwietnia 2018 r. nie jest wystarczająca, nie poprawia sytuacji finansowej i nie podnosi prestiżu zawodu nauczyciela. Dlatego żądają podwyżki rzędu 1000 zł. Zwracają też uwagę, że podwyżka zbiegła się w czasie m.in. z likwidacją części dodatków do płacy zasadniczej, wydłużeniem ścieżki awansu zawodowego z 10 do 15 lat oraz ograniczeniem możliwości korzystania przez nauczycieli z urlopu dla poratowania zdrowia.