Siedem godzin i ani minuty dłużej

Siedem godzin i ani minuty dłużej

Partia Razem rozpoczyna ogólnopolską zbiórkę podpisów pod projektem wprowadzenia 35-godzinowego tygodnia pracy. Według danych OECD Polacy pod względem liczby przepracowanych godzin (1928 godziny rocznie) zajmują drugie miejsce w całej Unii Europejskiej, a piąte na świecie. Raport Ipsos Global wskazuje Polskę jako jedenasty najbardziej zapracowany kraj świata. Żeby projektem zajął się Sejm, partia musi zebrać 100 tysięcy podpisów.

Projekt „Pracujmy krócej”przewiduje stopniowe skracanie czasu pracy — począwszy od 38 godzin w 2019 roku, aż do 35 w 2021 roku. Ustawa wprowadza też proporcjonalne zmiany w branżach o niestandardowym czasie pracy. Skrócenie czasu pracy miałoby nie odbić się na wynagrodzeniu pracowników, czyli za siedem godzin pracy dziennie otrzymalibyśmy takie same pensje, jak dotychczas za osiem.

7 godzin

Wypoczęci pracownicy rzadziej chorują i pracują bardziej wydajnie, a na tym korzystają pracodawcy. Potwierdzają to badania i doświadczenia krajów, które skróciły czas pracy, czyli np. Francji czy Danii. „Świat poszedł do przodu, a my dalej pracujemy tyle, co sto lat temu. Pracujemy znacznie wydajniej i efektywniej – dlatego stać nas na skrócenie czasu pracy! Mniej godzin w pracy to więcej czasu dla rodziny i bliskich. To więcej czasu na odpoczynek i rozwijanie zainteresowań” – czytamy na stronie partyjnejpracujmykrocej.pl.

workday

„Od ministra Morawieckiego regularnie słyszymy, że polska gospodarka ma się świetnie. Pora, żeby zyskali na tym pracownicy” — mówi Adrian Zandberg z zarządu krajowego Razem. – „Polska gospodarka potrzebuje innowacyjności i zaangażowania. Skrócenie czasu pracy to szansa na impuls dla polskich przedsiębiorstw. Myślenie w kategoriach długich godzin spędzanych w biurze, niskich stawek i wyzysku powinno należeć do przeszłości. Dlatego apelujemy do innych partii, żeby poparły nasz projekt”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Szansa dla dzieci?

Szansa dla dzieci?

Po kontroli NIK Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zapowiedziało wprowadzenie centralnego rejestru zawierającego informacje o rodzinach zastępczych i kandydatach do pełnienia tych funkcji.

To realizacja jednego z wniosków NIK po kontroli w zakresie tworzenia i wsparcia rodzin zastępczych. Izba wnosiła wówczas o utworzenie centralnego banku danych rodzin zastępczych zawodowych i niezawodowych. Argumentowała, że brak centralnego banku danych rodzin zastępczych (zawierającego informację o wolnych miejscach w pieczy zastępczej) znacznie utrudnia i wydłuża poszukiwanie domów dla dzieci, które nie mogą wychowywać się w rodzinie biologicznej. Sądy dysponują bowiem wykazem rodzin tylko na poziomie powiatu, nie mają natomiast żadnych informacji o liczbie i sytuacji potencjalnych rodzin zastępczych w innych powiatach.

Izba, wnioskując o wprowadzenie centralnej bazy danych, opierała się także na opiniach rodziców zastępczych, którzy powtarzali, że „najbardziej oburzające jest to, że dzieci i rodziny podlegają rejonizacji, a między rejonami nie ma współpracy. Dzieci czekają na rodziny, powinny być już zabrane z domów rodzinnych, a nie ma ich gdzie umieścić, mimo że inne Powiatowe Centra Pomocy Rodzinom mają miejsca. Dla nas nie byłoby żadnej różnicy, czy dziecko jest z Opola, Gdańska czy Warszawy”.

Na ratunek pszczołom

Na ratunek pszczołom

Państwa członkowskie poparły pomysł Brukseli, by zakazać stosowania na terenie Unii trzech rodzajów pestycydów, ponieważ są one szkodliwe dla pszczół.

Te środki to neonikotynoidy. Komisja Europejska już kilka miesięcy temu zaproponowała niemal całkowity zakaz stosowania trzech konkretnych środków – imidaklopridu, klotianidyny i tiametoksamu. Rozporządzenie KE zakazujące ich stosowania może być gotowe już w maju i zacząć obowiązywać jeszcze w tym roku.

Od 2013 r. obowiązują już pewne restrykcje w ich stosowaniu. Teraz jednak chodzi dopuszczenie ich do użytku tylko w zamkniętych szklarniach. Za większą ochroną pszczół głosowali przedstawiciele Niemiec, Estonii, Irlandii, Grecji, Hiszpanii, Francji, Włoch, Cypru, Luksemburga, Malty, Holandii, Austrii, Słowenii, Szwecji i Wielkiej Brytanii. Polska go nie poparła. Jak pisze „Rzeczpospolita”, nasi rolnicy chcieliby ich nadal używać przy produkcji buraków.

Pszczoły, które pomagają zapylać około 90 proc. głównych światowych upraw, od kilku lat masowo wymierają. Naukowcy nazywają to zjawisko „Zespołem masowego ginięcia pszczoły miodnej” (Colony Collapse Disorder – CCD). Przyczyna tego zjawiska nie jest do końca wyjaśniona, ale według najnowszych ustaleń przyczyna wymierania jest obniżona odporności pszczół i ich większego narażenia na wirusy, pasożyty i zabójcze grzyby. Zdaniem naukowców za obniżoną odporność odpowiadają masowe stosowanie pestycydów, a przede wszystkim neonikotynoidów, które są stosowane na szeroką skalę dopiero od około 20 lat.

Czyściciele idą siedzieć

Czyściciele idą siedzieć

Dziś poznański sąd skazał na karę więzienia bez zawieszenia trzech czyścicieli kamienic, którzy w latach 2011-13 zamienili w piekło życie lokatorów pięciu poznańskich budynków, chcąc zmusić ich do wyprowadzki.

„Celem oskarżonych było sterroryzowanie i wystraszenie lokatorów. Dlatego sugerowali, że kamienica najlepiej pali się od drugiego piętra, albo że wiedzą, gdzie chodzą do szkoły dzieci pokrzywdzonych. Dlatego zbudowali atrapę grobu i wieszali wstęgi pogrzebowe. A po drugiej stronie były często osoby starsze i schorowane. To świadczy o wyjątkowym okrucieństwie oskarżonych, którzy życie lokatorów zmienili w piekło” – mówiła w poniedziałek sędzia Magdalena Adamiec, uzasadniając skazanie na kary bezwzględnego więzienia trzech czyścicieli kamienic z Poznania.

Sędzia nie miała wątpliwości, że metody działania czyścicieli były barbarzyńskie. Kary są nawet surowsze od tych, których domagała się prokuratura.

Piotr Ś. usłyszał wyrok dwóch lat więzienia, Paweł Ż. ma spędzić za kratkami rok, zaś Adrian W. 10 miesięcy. Ponadto wszyscy mają też solidarnie zapłacić pokrzywdzonym rodzinom nawiązki w wysokości 10 tys. zł dla każdej z nich.