Autobusem do pociągu

Autobusem do pociągu

Czy Koleje Mazowieckie zastąpią znikające połączenia PKS?

Koleje Mazowieckie przewoźnikiem autobusowym – to koncepcja Krzysztofa Strzałkowskiego (PO), przewodniczącego komisji rozwoju gospodarczego, infrastruktury i przeciwdziałania bezrobociu Sejmiku Województwa Mazowieckiego. W połowie kwietnia 2018 r. komisja skierowała do marszałka Adama Struzika (PSL) wniosek o przygotowanie analizy możliwości rozszerzenia działalności spółki kolejowej należącej do samorządu województwa o przewozy autobusowe. Ma to być rozwiązanie problemu znikających PKS-ów.

Fale cięć

Należące do grupy Mobilis przedsiębiorstwa PKS z Ciechanowa, Ostrołęki i Mińska Mazowieckiego poinformowały na początku 2018 r. – osiem lat po prywatyzacji – że swoją działalność będą prowadzić tylko do końca bieżącego roku szkolnego. Aktualnie trzej przewoźnicy wyprzedają autobusy oraz wygaszają ofertę: w kwietniu wykreślili z rozkładów jazdy w sumie 106 kursów, z początkiem maja w ramach kolejnej fali cięć zniknęło 57 kursów. Ale zwijają się nie tylko sprywatyzowane firmy. Pod koniec kwietnia 2018 r. PKS Garwolin oznajmił, że planuje likwidację około 70 kursów. Zaledwie dwa miesiące wcześniej ta należąca do powiatu garwolińskiego spółka wycięła 25 kursów.

– W tych najtrudniej położonych miejscach, które zupełnie zostały odcięte od komunikacji publicznej, trzeba zaoferować mieszkańcom ofertę przewozową, by mogli dostać się do miejscowości, z której już można zaoferować inne przewozy – mówił w Radiu dla Ciebie Krzysztof Strzałkowski. Jak czytamy we wniosku jego komisji, chodzi o „podjęcie przez Koleje Mazowieckie działalności przewozowej polegającej na zastąpieniu likwidowanych połączeń PKS na Mazowszu przez dowozy pasażerów do najbliższej stacji kolejowej obsługiwanej przez połączenia Kolei Mazowieckich”.

Nie wydaje się możliwe

Propozycja komisji infrastruktury sejmiku, aby Koleje Mazowieckie zajęły się uruchamianiem dowozowych linii autobusowych, nie wzbudziła entuzjazmu w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego: – Zaangażowanie w ten problem spółki Koleje Mazowieckie dziś nie wydaje się możliwe – informowała media rzeczniczka prasowa urzędu Marta Milewska. –Po pierwsze do wykonywania przewozów drogowych potrzebna jest licencja, której Koleje Mazowieckie nie posiadają, co jest oczywiste, gdyż są spółką kolejową, a nie autobusową. Zadaniem głównym spółki jest wykonywanie przewozów kolejowych. Po drugie, niezbędny jest też odpowiedni tabor autobusowy, którego Koleje Mazowieckie dzisiaj również nie posiadająNiemniej jednak temat jest przedmiotem analiz.

Wcześniej, podczas marcowej sesji sejmiku województwa, od odpowiedzialności za połączenia autobusowe odżegnywał się marszałek Adam Struzik: – Kwestia transportu samochodowego, czyli autobusów bądź busów, to jest kwestia samorządów na poziomie powiatowym lub gminnym. Samorząd województwa odpowiada w całości za przewozy kolejowe.

Zgodnie z ustawą o publicznym transporcie zbiorowym, samorząd wojewódzki odpowiada za organizowanie nie tylko połączeń kolejowych, ale też linii autobusowych między powiatami. Wiele ze znikających obecnie połączeń PKS to właśnie kursy przekraczające granice powiatów: Warszawa – Węgrów, Pułtusk – Nasielsk, Płońsk – Pułtusk, Ciechanów – Dzierzgowo, Ostrołęka – Różan, Ciechanów – Przasnysz, Ostrołęka – Maków Mazowiecki czy Ciechanów – Maków Mazowiecki.

Dogęszczenie sieci

Powiaty przasnyski i makowski – leżące na obszarze likwidowanych PKS-ów z Ciechanowa oraz Ostrołęki – to jedne z tych powiatów, do których kolej nie dociera. Z Przasnysza do najbliższej stacji kolejowej jest 27 km, z Makowa Mazowieckiego – 32 km. W województwie mazowieckim dostępu do kolei nie mają również powiaty żuromiński, sokołowski, zwoleński i lipski.

Pod względem gęstości sieci kolejowej województwo mazowieckie charakteryzuje się jednym z najsłabszych wyników w kraju: 4,8 km linii na 100 km2 (gorzej jest tylko na Warmii i Mazurach, Lubelszczyźnie oraz Podlasiu). Spośród 87 miast województwa mazowieckiego aż 43 leżą poza siecią połączeń kolejowych.

Zgodnie z ideą komisji infrastruktury sejmiku, dogęszczenie sieci Kolei Mazowieckich liniami autobusowymi byłoby nie tylko lekarstwem dla obszarów dotkniętych problemem zwijania się PKS-ów, ale też zapoczątkowałoby tworzenie regionalnej sieci transportu publicznego, w ramach której linie autobusowe byłyby przedłużeniem połączeń kolejowych: z zsynchronizowanymi rozkładami jazdy, dogodnymi przesiadkami i jedną taryfą biletową. Kolejom Mazowieckim, jako własnej spółce, samorząd województwa mógłby zlecać wykonywanie przewozów autobusowych bez przetargu.

Więcej życia

Otwarcie się Kolei Mazowieckich na mieszkańców miejscowości oddalonych od linii kolejowych byłoby przyjęciem sprawdzonego w Europie rozwiązania.

W Niemczech największym graczem na rynku przewozów autobusowych jest kolej Deutsche Bahn: w strukturze jej spółki-córki DB Regio działa 40 przewoźników autobusowych – eksploatują oni prawie 13 tys. autobusów, które w 2016 r. przewiozły 633 mln pasażerów.

W Austrii za przewozy autobusowe poza aglomeracjami tradycyjnie odpowiadała poczta, która jednak na początku XXI wieku wycofała się z tego segmentu działalności. Wówczas obsługę lokalnych połączeń autobusowych przejęła kolej, tworząc w tym celu spółkę ÖBB Postbus – dziś eksploatuje ona 2,3 tys. autobusów na 900 liniach w całym kraju i jest największą austriacką firmą autobusową.

We Francji największym przewoźnikiem autobusowym jest grupa Keolis, będąca operatorem 70 sieci połączeń lokalnych od Lotaryngii po Pireneje. Większościowym akcjonariuszem grupy Keolis są koleje francuskie SNCF. Grupa Keolis reklamuje się hasłem „Więcej połączeń, więcej życia”.

Karol Trammer

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn” (nr 3/95 maj-czerwiec 2018), www.zbs.net.pl

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Siedem godzin i ani minuty dłużej

Siedem godzin i ani minuty dłużej

Partia Razem rozpoczyna ogólnopolską zbiórkę podpisów pod projektem wprowadzenia 35-godzinowego tygodnia pracy. Według danych OECD Polacy pod względem liczby przepracowanych godzin (1928 godziny rocznie) zajmują drugie miejsce w całej Unii Europejskiej, a piąte na świecie. Raport Ipsos Global wskazuje Polskę jako jedenasty najbardziej zapracowany kraj świata. Żeby projektem zajął się Sejm, partia musi zebrać 100 tysięcy podpisów.

Projekt „Pracujmy krócej”przewiduje stopniowe skracanie czasu pracy — począwszy od 38 godzin w 2019 roku, aż do 35 w 2021 roku. Ustawa wprowadza też proporcjonalne zmiany w branżach o niestandardowym czasie pracy. Skrócenie czasu pracy miałoby nie odbić się na wynagrodzeniu pracowników, czyli za siedem godzin pracy dziennie otrzymalibyśmy takie same pensje, jak dotychczas za osiem.

7 godzin

Wypoczęci pracownicy rzadziej chorują i pracują bardziej wydajnie, a na tym korzystają pracodawcy. Potwierdzają to badania i doświadczenia krajów, które skróciły czas pracy, czyli np. Francji czy Danii. „Świat poszedł do przodu, a my dalej pracujemy tyle, co sto lat temu. Pracujemy znacznie wydajniej i efektywniej – dlatego stać nas na skrócenie czasu pracy! Mniej godzin w pracy to więcej czasu dla rodziny i bliskich. To więcej czasu na odpoczynek i rozwijanie zainteresowań” – czytamy na stronie partyjnejpracujmykrocej.pl.

workday

„Od ministra Morawieckiego regularnie słyszymy, że polska gospodarka ma się świetnie. Pora, żeby zyskali na tym pracownicy” — mówi Adrian Zandberg z zarządu krajowego Razem. – „Polska gospodarka potrzebuje innowacyjności i zaangażowania. Skrócenie czasu pracy to szansa na impuls dla polskich przedsiębiorstw. Myślenie w kategoriach długich godzin spędzanych w biurze, niskich stawek i wyzysku powinno należeć do przeszłości. Dlatego apelujemy do innych partii, żeby poparły nasz projekt”.

Szansa dla dzieci?

Szansa dla dzieci?

Po kontroli NIK Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zapowiedziało wprowadzenie centralnego rejestru zawierającego informacje o rodzinach zastępczych i kandydatach do pełnienia tych funkcji.

To realizacja jednego z wniosków NIK po kontroli w zakresie tworzenia i wsparcia rodzin zastępczych. Izba wnosiła wówczas o utworzenie centralnego banku danych rodzin zastępczych zawodowych i niezawodowych. Argumentowała, że brak centralnego banku danych rodzin zastępczych (zawierającego informację o wolnych miejscach w pieczy zastępczej) znacznie utrudnia i wydłuża poszukiwanie domów dla dzieci, które nie mogą wychowywać się w rodzinie biologicznej. Sądy dysponują bowiem wykazem rodzin tylko na poziomie powiatu, nie mają natomiast żadnych informacji o liczbie i sytuacji potencjalnych rodzin zastępczych w innych powiatach.

Izba, wnioskując o wprowadzenie centralnej bazy danych, opierała się także na opiniach rodziców zastępczych, którzy powtarzali, że „najbardziej oburzające jest to, że dzieci i rodziny podlegają rejonizacji, a między rejonami nie ma współpracy. Dzieci czekają na rodziny, powinny być już zabrane z domów rodzinnych, a nie ma ich gdzie umieścić, mimo że inne Powiatowe Centra Pomocy Rodzinom mają miejsca. Dla nas nie byłoby żadnej różnicy, czy dziecko jest z Opola, Gdańska czy Warszawy”.

Na ratunek pszczołom

Na ratunek pszczołom

Państwa członkowskie poparły pomysł Brukseli, by zakazać stosowania na terenie Unii trzech rodzajów pestycydów, ponieważ są one szkodliwe dla pszczół.

Te środki to neonikotynoidy. Komisja Europejska już kilka miesięcy temu zaproponowała niemal całkowity zakaz stosowania trzech konkretnych środków – imidaklopridu, klotianidyny i tiametoksamu. Rozporządzenie KE zakazujące ich stosowania może być gotowe już w maju i zacząć obowiązywać jeszcze w tym roku.

Od 2013 r. obowiązują już pewne restrykcje w ich stosowaniu. Teraz jednak chodzi dopuszczenie ich do użytku tylko w zamkniętych szklarniach. Za większą ochroną pszczół głosowali przedstawiciele Niemiec, Estonii, Irlandii, Grecji, Hiszpanii, Francji, Włoch, Cypru, Luksemburga, Malty, Holandii, Austrii, Słowenii, Szwecji i Wielkiej Brytanii. Polska go nie poparła. Jak pisze „Rzeczpospolita”, nasi rolnicy chcieliby ich nadal używać przy produkcji buraków.

Pszczoły, które pomagają zapylać około 90 proc. głównych światowych upraw, od kilku lat masowo wymierają. Naukowcy nazywają to zjawisko „Zespołem masowego ginięcia pszczoły miodnej” (Colony Collapse Disorder – CCD). Przyczyna tego zjawiska nie jest do końca wyjaśniona, ale według najnowszych ustaleń przyczyna wymierania jest obniżona odporności pszczół i ich większego narażenia na wirusy, pasożyty i zabójcze grzyby. Zdaniem naukowców za obniżoną odporność odpowiadają masowe stosowanie pestycydów, a przede wszystkim neonikotynoidów, które są stosowane na szeroką skalę dopiero od około 20 lat.