Niższy wiek emerytalny nie do ruszenia?

Niższy wiek emerytalny nie do ruszenia?

Piotr Duda z „Solidarności” zapowiada zabezpieczenie obowiązującego wieku emerytalnego za pomocą referendum konsultacyjnego oraz specjalny zapis w konstytucji, niepozwalający zmienić go zwykłą większością głosów.

„Obecny wiek emerytalny powinien być zabezpieczony w konstytucji, bo przyjdzie kolejna władza, zmieni ustawę i znowu podwyższy” – mówił w Polskim Radiu 24 Duda. Jedno pytanie w postulowanym przez prezydenta referendum ma dotyczyć utrzymania wieku emerytalnego na poziomie 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Jest to powrót do stanu sprzed uchwalonej w 2012 r. reformy, przewidującej stopniowe podnoszenie wieku emerytalnego do 67 lat bez względu na płeć.

„Chcemy to zabezpieczyć w konstytucji” – zapowiedział Duda. Wyjaśnił, że nie chodzi o bezpośrednie wpisanie wieku emerytalnego do konstytucji, ale o zapis, że można go zmienić nie zwykłą większością głosów, lecz jedynie wielkością kwalifikowaną. „Chcemy także zmienić art. 87. konstytucji, który mówi o źródłach prawa – źródłami prawa w naszym kraju są ustawy, rozporządzenia i umowy międzynarodowe. Chcemy, aby tymi źródłami prawa były także układy zbiorowe pracy”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Bogaci czy biedni?

Bogaci czy biedni?

Im większe nierówności majątkowe, tym większe różnice w postrzeganiu wysokości dochodów, które uznaje się za objaw zamożności. Jak wykazały ostatnie badania percepcji bogactwa i biedy przeprowadzone przez Deutsche Bank, 40 proc. Polaków za dolną granicę zamożności uważa dochód miesięczny w kwocie 10 tysięcy zł netto.

Aż 25 proc. badanych umieściłoby jednak taką granicę na kwocie 4 tysięcy zł netto. Tylko 14 proc. z nas uważa, że na miano „bogacza” zasługuje osoba zarabiająca co miesiąc 50 tysięcy złotych i więcej.

Dochody w wysokości 4 tys. zł wzwyż za „bogactwo” uznają głównie osoby młode (18-29 lat), pochodzące ze wsi i małych miast, które same zarabiają dużo mniej, nawet poniżej tysiąca złotych miesięcznie. Ci, którzy zarabiają powyżej średniej krajowej, za zamożnych uznają raczej tych, których pensja miesięczna to minimum 20 tysięcy zł netto.

To ogromne zróżnicowanie w postrzeganiu progu zamożności przez Polaków wynika – jak podkreśla komentująca badanie prof. Małgorzata Bombol ze Szkoły Głównej Handlowej – z bardzo dużych nierówności majątkowo-dochodowych w Polsce. Chociaż zróżnicowanie dochodów nieco zmalało, stale rosną u nas nierówności majątkowe. Jak wynika z raportu NBP „Zasobność gospodarstw domowych w Polsce”, w 2016 r. w posiadaniu 10 proc. najbardziej zasobnych gospodarstw domowych znalazło się aż 41 proc. całkowitego majątku netto, podczas gdy majątek netto 20 proc. najmniej zasobnych gospodarstw stanowił ledwie 1 proc. całego majątku gospodarstw domowych.

Dwa patronaty

Dwa patronaty

Miło nam poinformować, że kwartalnik „Nowy Obywatel” jest patronem dwóch ciekawych książek, które niedawno zostały wydane przez Wydawnictwo Naukowe PWN – „Bezwarunkowego dochodu podstawowego” Macieja Szlindera oraz „Sukcesu i szczęścia” Roberta H. Franka.

„Bezwarunkowy…” to pierwsza w Polsce książka na temat dochodu podstawowego. Zawiera historię pomysłu, omówienie za i przeciw, analizę sytuacji międzynarodowej oraz polskich warunków. Książka jest adresowana do szerokiego odbiorcy – specjalistyczna terminologia ograniczana jest do niezbędnego minimum, a trudniejsze terminy są wyjaśniane przez autora. Praca została bardzo dobrze oceniona m.in. przez prof. Elżbietę Mączyńską, prof. Leszka Koczanowicza i prof. Ryszarda Szarfenberga.

robert h frank

Autor drugiej pozycji, której patronujemy, Robert Frank, to jeden z najpopularniejszych amerykańskich ekonomistów. W swojej książce udowadnia, że bez szczęścia osiągnięcie sukcesu często jest po prostu niemożliwe. Nieważne, czy chodzi o proste zdarzenie losowe, czy urodzenie się w odpowiednich warunkach – to często niezbędny warunek, by osiągną cel. Ać jeśli tak, to czemu nie spróbować podzielić się szczęściem bardziej sprawiedliwie? W hiperkonkurencyjnym świecie XXI wieku Frank próbuje opowiedzieć niepopularną i kontrowersyjną historię, która godzi w podstawy merytokracji.

Dziurawa reforma

Dziurawa reforma

Z szumnie zapowiadanego rządowego programu dopłat do gabinetów stomatologicznych skorzystało tylko 187 szkół. Dentystę ma wciąż mniej niż co dziesiąta placówka.

Według planów, dentysta w każdej szkole miał pojawić się we wrześniu 2018 r. Zadanie nie było łatwe – według danych Ministerstwa Edukacji Narodowej w 2017 r. w ponad 10,5 tys. szkół prowadzonych przez gminy funkcjonowało jedynie 675 gabinetów stomatologicznych. Aby nieco pomóc samorządom w organizowaniu opieki stomatologicznej, resort edukacji wyasygnował dla nich specjalne środki na doposażenie szkolnych gabinetów. Były one zaplanowane w rezerwie celowej. Jak jednak ujawnia wiceminister MEN Marzena Machałek, efekty nie są zbyt wielkie: – „Omawiane dofinansowanie objęło 69 jednostek samorządu terytorialnego, 187 szkół i wyniosło 1 399 173 zł. Maksymalna kwota dofinansowania na jeden gabinet wynosiła 8 tys. zł”.

Zdaniem Marka Pleśniara z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty to tylko kropla w morzu potrzeb. – „8 tys. zł mogłoby starczyć na materiały edukacyjne czy wypełnienia w już działającym gabinecie. Wprowadzenie stomatologa do szkoły to koszt kilkunastokrotnie większy. Aby udało się to w skali kraju, potrzeba byłoby miliardów złotych. Trzeba pamiętać, że gabinet stomatologiczny to nie tylko ściany i wyposażenie, lecz także etaty. Powinien w nim pracować co najmniej jeden dentysta i pomoc stomatologiczna” – przekonuje i dodaje, że obecna sytuacja jest skutkiem likwidacji szkolnych gabinetów w przeszłości. – „Gdyby projekt przywrócenia gabinetów się udał, byłoby to nie do przecenienia, ale bez miliardowych nakładów finansowych to się raczej nie powiedzie”.

W Sejmie złożony został projekt ustawy o opiece zdrowotnej nad uczniami. Przewiduje kolejne rozszerzenie katalogu miejsc, w których uczniom można świadczyć usługi stomatologiczne. Oprócz gabinetów szkolnych i dentobusów (mobilnych autobusów, które miały zostać przekazane wojewodom i wozić po okolicy polowe gabinety dentystyczne) dodaje też gabinety współpracujące ze szkołą. Jak przekonuje sekretarz stanu w MZ Józefa Szczurek-Żelazko, „wybór formy opieki stomatologicznej nad uczniami będzie zależny od warunków lokalnych i infrastruktury szkół”. Ustawa ma wejść w życie 1 września 2018 r.
Równolegle Ministerstwo Zdrowia pracuje nad projektem polityki zdrowotnej „Poprawa dostępności do świadczeń stomatologicznych dla dzieci i młodzieży w szkołach”.