Kultura nie tylko dla zdrowych

Kultura nie tylko dla zdrowych

Nie wszyscy politycy lekceważą niepełnosprawnych. Radom właśnie wprowadził zniżkową kartę rodziny z dzieckiem niepełnosprawnym do 25. roku życia. Ma ona uprawniać do szeregu ulg, związanych m.in. z kulturą i sportem.

Karta stanowi element polityki społecznej realizowanej przez gminę. „Jeśli chodzi o pomoc niepełnosprawnym to najwięcej zależy od polityki państwa. My jednak też czujemy się odpowiedzialni za to, jak tym osobom i ich rodzinom żyje się w Radomiu” – powiedział prezydent miasta Radosław Witkowski.

Radni przyjęli uchwałę jednogłośnie. Szczegółowy regulamin oraz katalog przysługujących ulg ma być przedstawiony na kolejnej sesji Rady Miejskiej w Radomiu. Wiceprezydent Radomia Jerzy Zawodnik zapowiedział, że znajdą się wśród nich rozwiązania wprowadzone wcześniej przez miasto w ramach podobnych programów dla seniorów i rodzin wielodzietnych. Chodzi m.in. o zniżki oferowane przez miejskie placówki kultury i sportu, a także inne podmioty, w tym np. kina, sklepy czy punkty usługowe.

Jak zaznaczył Michał Krajewski z Radomskiego Stowarzyszenia Rodziców Dzieci Niepełnosprawnych Megamocni, Karta Rodziny z Dzieckiem Niepełnosprawnym walczy z wykluczeniem społecznym; dzięki niej takie rodziny częściej będą wychodzić z domu. „Ze względu na to, że koszty leczenia i rehabilitacji osób niepełnosprawnych znacząco obciążają budżet domowy, to w pierwszej kolejności takie rodziny myślą o zaspokojeniu podstawowych potrzeb. Rozrywka schodzi na dalszy plan. Dzięki nowym ulgom może się to zmienić” – dodał Krajewski.

Według Anety Stańczyk z Inicjatywy Społecznej „Chcemy całego życia”, niepełnosprawność rzutuje na całą rodzinę. „Dlatego tak ważne jest, że ulgi i przywileje będą dotyczyć wszystkich członków rodziny, nie tylko osób niepełnosprawnych, ale ich zdrowego rodzeństwa i rodziców” – powiedziała.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Więcej, ale wciąż za mało

Więcej, ale wciąż za mało

W Polsce przybywa dzieci. W 2017 r. urodziło się ich ok. 402 tys., czyli o 20 tys. więcej niż w roku poprzednim, wynika z danych opublikowanych w środę przez GUS. Wzrost liczby urodzeń w 2017 r. dotyczył przede wszystkim dzieci urodzonych jako drugie, trzecie i dalsze w kolejności.

Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, w 2017 r. odnotowano wzrost współczynnika dzietności całkowitej do 145 tzw. urodzeń żywych na 100 kobiet w wieku 15-49 lat. Dla porównania: w 2016 r. na 100 kobiet w wieku rozrodczym przypadało 136 urodzonych dzieci. GUS podkreśla, że od dwóch lat rodzi się więcej dzieci. W 2016 r. liczba urodzeń żywych wyniosła 382 tys. i była większa o 13 tys. niż w roku poprzednim, natomiast w 2017 r. urodziło się ok. 402 tys. dzieci, czyli o kolejne 20 tys. więcej.

236,1 tys. dzieci urodziło się w miastach, na wsi – 165,8 tys. Nadal jednak nie może być mowy o zastępowalności pokoleń. Urząd zaznacza, że aby zapewnić stabilny rozwój demograficzny kraju, na każde 100 kobiet w wieku 15-49 lat powinno przypadać średnio 210-215 dzieci urodzonych w danym roku. Chodzi o zachowanie takiego potencjału demograficznego, w którym każda kobieta zostałaby zastąpiona przez córkę.

Niższy wiek emerytalny nie do ruszenia?

Niższy wiek emerytalny nie do ruszenia?

Piotr Duda z „Solidarności” zapowiada zabezpieczenie obowiązującego wieku emerytalnego za pomocą referendum konsultacyjnego oraz specjalny zapis w konstytucji, niepozwalający zmienić go zwykłą większością głosów.

„Obecny wiek emerytalny powinien być zabezpieczony w konstytucji, bo przyjdzie kolejna władza, zmieni ustawę i znowu podwyższy” – mówił w Polskim Radiu 24 Duda. Jedno pytanie w postulowanym przez prezydenta referendum ma dotyczyć utrzymania wieku emerytalnego na poziomie 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Jest to powrót do stanu sprzed uchwalonej w 2012 r. reformy, przewidującej stopniowe podnoszenie wieku emerytalnego do 67 lat bez względu na płeć.

„Chcemy to zabezpieczyć w konstytucji” – zapowiedział Duda. Wyjaśnił, że nie chodzi o bezpośrednie wpisanie wieku emerytalnego do konstytucji, ale o zapis, że można go zmienić nie zwykłą większością głosów, lecz jedynie wielkością kwalifikowaną. „Chcemy także zmienić art. 87. konstytucji, który mówi o źródłach prawa – źródłami prawa w naszym kraju są ustawy, rozporządzenia i umowy międzynarodowe. Chcemy, aby tymi źródłami prawa były także układy zbiorowe pracy”.

Bogaci czy biedni?

Bogaci czy biedni?

Im większe nierówności majątkowe, tym większe różnice w postrzeganiu wysokości dochodów, które uznaje się za objaw zamożności. Jak wykazały ostatnie badania percepcji bogactwa i biedy przeprowadzone przez Deutsche Bank, 40 proc. Polaków za dolną granicę zamożności uważa dochód miesięczny w kwocie 10 tysięcy zł netto.

Aż 25 proc. badanych umieściłoby jednak taką granicę na kwocie 4 tysięcy zł netto. Tylko 14 proc. z nas uważa, że na miano „bogacza” zasługuje osoba zarabiająca co miesiąc 50 tysięcy złotych i więcej.

Dochody w wysokości 4 tys. zł wzwyż za „bogactwo” uznają głównie osoby młode (18-29 lat), pochodzące ze wsi i małych miast, które same zarabiają dużo mniej, nawet poniżej tysiąca złotych miesięcznie. Ci, którzy zarabiają powyżej średniej krajowej, za zamożnych uznają raczej tych, których pensja miesięczna to minimum 20 tysięcy zł netto.

To ogromne zróżnicowanie w postrzeganiu progu zamożności przez Polaków wynika – jak podkreśla komentująca badanie prof. Małgorzata Bombol ze Szkoły Głównej Handlowej – z bardzo dużych nierówności majątkowo-dochodowych w Polsce. Chociaż zróżnicowanie dochodów nieco zmalało, stale rosną u nas nierówności majątkowe. Jak wynika z raportu NBP „Zasobność gospodarstw domowych w Polsce”, w 2016 r. w posiadaniu 10 proc. najbardziej zasobnych gospodarstw domowych znalazło się aż 41 proc. całkowitego majątku netto, podczas gdy majątek netto 20 proc. najmniej zasobnych gospodarstw stanowił ledwie 1 proc. całego majątku gospodarstw domowych.