Umrzeć za parę groszy

Umrzeć za parę groszy

Profesor Uniwersytetu Stanforda Jeffrey Pffefer przytacza dane, zgodnie z którymi praca jest piątą najważniejszą przyczyną śmierci w Stanach Zjednoczonych.

Do swojej książki „Dying for a paycheck” („Umrzeć dla wypłaty”) przeprowadził rozmowy z wieloma pracownikami różnych branż. 61 proc. ankietowanych przyznało, że miejsce pracy przyprawia ich o ból głowy, ponad połowa – że są z powodu stresu mniej efektywni. 7 proc. badanych z powodu nerwów związanych z pracą znalazło się w szpitalu.

Stres w pracy kosztuje amerykańskich pracowników ponad 300 miliardów rocznie (leczenie chorób przewlekłych), a liczba zgonów z tego powodu każdego roku może zwiększać się o 120 tys. osób. W Chinach z przepracowania umiera 1 milion osób rocznie.

Zdaniem Jeffreya Pfeffera, współczesne miejsce pracy stało się „szokująco nieludzkie”. Jest w nich coraz więcej stresu, zwolnień, niepewności finansowej, normą są coraz dłuższe godziny pracy. Rośnie liczba konfliktów na linii praca-rodzina, a coraz większe zaangażowanie, którego wymagają korporacje, zakłóca życie rodzinne, powoduje rozpady małżeństw, cierpią dzieci.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nie taki zakaz straszny

Nie taki zakaz straszny

Większości kasjerek i kasjerów zakaz handlu w niedziele się podoba. To pierwsze takie badania opinii samych pracowników handlu, a nie klientów.

Badanie na zlecenie „Wyborczej” zrobiła specjalizująca się w analizach handlu platforma TakeTask. Ankiety – metodą tzw. tajemniczego klienta – przeprowadzono w sobotę 23 czerwca i niedzielę handlową 24 czerwca. To jedyne takie badania wśród pracowników handlu. Na pytanie, czy miesięczne zarobki się zmniejszyły, twierdząco odpowiedziało jedna czwarta ankietowanych kasjerek i kasjerów. Ale, z drugiej strony, aż 71 proc. badanych uważa, że decyzja rządu o wprowadzeniu zakazu handlu w niedziele była dla nich dobra.

Pracownicy sklepów nie wiedzieli, że rozmawiają z badaczem. Pytający prowadzili z nimi niezobowiązującą rozmowę przy kasie, podczas płacenia za zakupy.

Poprzednie badanie opinii przeprowadzono w lutym br., a zatem przed wprowadzeniem zakazu handlu w niektóre niedziele. Wtedy za ograniczeniami pracy było 56 proc. kasjerów i kasjerek, dziś, po wdrożeniu prawa, jest ich prawie trzy czwarte.

„Czy mam więcej czasu dla siebie, rodziny i znajomych?” – aż 81 proc. badanych odpowiedziało na to pytanie twierdząco. I znów przed wprowadzeniem zakazu taką nadzieję miało tylko 66 proc. kasjerek i kasjerów.

Zamknięcie sklepów w niedziele nie obniżyło pensji wszystkich handlowców. Pracownicy sklepów mocno się tego obawiali – taką obawę w lutym wyrażało aż 45 proc. ankietowanych. W czerwcu o spadku zarobków raportowało 27 proc. pytanych osób. Spokojnych o pensje na początku roku było 37 proc. Teraz – 56 proc.

Powrót państwa

Powrót państwa

Duże państwowe firmy i instytucje rezygnują z komercyjnych usług ochroniarskich, a na ich miejsce wprowadzają własne spółki ochrony wewnętrznej. Koniec przetargów i dyktatu najniższej ceny.

Komercyjne spółki i outsourcing będą musiały w ochronie obiektów publicznych ustąpić pola własnym rozwiązaniom zarządzających tymi obiektami, czyli najczęściej – państwu.

Jak pisze portal rp.pl, Jastrzębska Spółka Węglowa właśnie pozbyła się komercyjnych strażników i ma już swoją organizację JSW Ochrona. Tą samą drogą podążają energetyczni potentaci, m.in. Energa i Tauron. Państwowe formacje wyparły Konsalnet z warszawskiego lotniska Okęcie, kontrolują też bagaże podróżnych zamiast Gwaranta (Grupa Impel) w katowickim porcie lotniczym w Pyrzowicach. Na własne podwórko komercyjnej ochrony od dawna nie wpuszcza Poczta Polska. Sama rozwija serwis security, a usługi konwojowe oferuje państwowym bankom. Ekspansję w ochronie planują Naftor i Polski Holding Obrony. Strategiczne obiekty będą teraz pilnowane przez godne zaufania państwowe spółki.

Koniec ściem

Koniec ściem

Na nic kombinacje pracodawców – koniec z „udostępnianiem” pracownikom i zleceniobiorcom ekwipunku, narzędzi pracy czy uniformów, jeśli potrącenia za taki „wynajem” miałyby sprawić, że zatrudniony nie zarabiałyby płacy minimalnej.

Ochroniarz pracuje za stawkę minimalną, ale musi zapłacić za roboczy strój albo za krótkofalówkę – takie praktyki wymyślali przedsiębiorcy by, ominąć przepisy. Ale sądy stają w obronie praw pracowników.

Potrącenie z pensji jest możliwe, ale tylko od dochodów od płacy minimalnej wzwyż. Taką interpretację przepisów potwierdzają sądowe wyroki. Za potrącenia, które spowodują, że pracownik dostanie pensję poniżej minimalnego wynagrodzenia, grozi grzywna – nawet 30 tys. zł.

Jednym z przykładów jest sprawa prowadzona przez Sąd Okręgowy w Katowicach. Dotyczyła ona pracowników, którzy ochraniali obiekty. Umowy, jakie zawierali, przewidywały wypłatę minimalnej stawki godzinowej. Zobowiązywali się jednak do płacenia za wynajem sprzętu roboczego: umundurowania i środków łączności bezprzewodowej. Przez takie praktyki ochroniarze dostawali wynagrodzenie poniżej minimalnej stawki. Sprawę do sądu skierowała Państwowa Inspekcja Pracy. Sąd przyznał rację pokrzywdzonym pracownikom.