Wolne się należy

Wolne się należy

W 2017 r. Państwowa Inspekcja Pracy wyegzekwowała zaległy wypoczynek dla 22,3 tys. osób. Dzięki jej kontrolom płatne wolne dostało zatem o 11,3 tys. więcej zatrudnionych niż rok wcześniej.

Jak donosi „Dziennik Gazeta Prawna”, wielu pracowników ma spore zaległości urlopowe. Nie biorą wolnego z powodu nawału pracy, czasami ze strachu przed utratą zatrudnienia. Takie nawarstwienia trudno potem wyeliminować.

Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ, uważa, że niektórzy kumulują urlop po to, aby w przyszłości w razie potrzeby móc skorzystać z dłuższej przerwy od pracy. – „Inni czują tak dużą odpowiedzialność i emocjonalny związek z wykonywanymi obowiązkami, że przedkładają je ponad własny odpoczynek” – mówi.

Jak pisze DGP, skala naruszeń ujawnionych przez PIP prowokuje jednak pytanie o ewentualną zmianę przepisów, która ułatwiłaby udzielanie urlopów. Propozycje w tym zakresie znalazły się w projekcie nowego kodeksu pracy. Zakłada on m.in., że co do zasady urlopu udziela się w okresie między 1 stycznia roku kalendarzowego, w którym pracownik nabył do niego prawo, a 31 stycznia kolejnego roku kalendarzowego (ze ściśle określonymi wyjątkami). W przeciwnym razie prawo do takiego wypoczynku wygasa, a pracownikowi przysługuje zadośćuczynienie w wysokości dwukrotności wynagrodzenia urlopowego, jakie otrzymałby, gdyby udzielono mu wolnego.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Hojny jak biedak

Hojny jak biedak

Osoby posiadające niski status ekonomiczny wykazują większą wolę współpracy i chętniej dzielą się swoimi zasobami niż osoby o wysokim statusie – twierdzą badacze z Uniwersytetu Królowej Marii w Londynie.

Wyniki badania opublikowano w „Basic and Applied Social Psychology”. Do takich wniosków naukowy doszli, przeanalizowawszy zachowania osób podczas gry w psychologiczne gry o tematyce ekonomicznej.

Sprawę opisuje portal naukawpolsce.pap.pl. W ramach eksperymentów specjaliści przypisywali uczestnikom określony status – wyższy lub niższy. Status ten zależał od włożonego wysiłku (status osiągnięty) lub był kwestią przypadku (status przypisany). Wyznaczał on ilość przydzielanych później pieniędzy. Zadaniem badanych było podejmowanie decyzji co do tego, ile pieniędzy zostawić dla siebie, a ile włożyć do wspólnej puli, której zawartość była na końcu rozdzielana pomiędzy wszystkich graczy.

Wyniki badania pokazały, że osoby z niskim statusem wkładały do puli więcej pieniędzy. Osoby z wysokim statusem wolały zachować więcej funduszy na własny użytek.

„Jeśli zdobywasz wysoki status poprzez wysiłek, a nie przypadkowo, wolisz zachować fundusze dla siebie. Jeśli twój status jest ograniczony, przyjmujesz strategię sprzyjającą jego zwiększeniu, czyli współpracujesz. Istota sprawy polega na tym, że nawet gdy zachowujesz się kooperatywnie, nie robisz tego z pobudek czysto altruistycznych” – mówi badaczka dr Magda Osman.

Umrzeć za parę groszy

Umrzeć za parę groszy

Profesor Uniwersytetu Stanforda Jeffrey Pffefer przytacza dane, zgodnie z którymi praca jest piątą najważniejszą przyczyną śmierci w Stanach Zjednoczonych.

Do swojej książki „Dying for a paycheck” („Umrzeć dla wypłaty”) przeprowadził rozmowy z wieloma pracownikami różnych branż. 61 proc. ankietowanych przyznało, że miejsce pracy przyprawia ich o ból głowy, ponad połowa – że są z powodu stresu mniej efektywni. 7 proc. badanych z powodu nerwów związanych z pracą znalazło się w szpitalu.

Stres w pracy kosztuje amerykańskich pracowników ponad 300 miliardów rocznie (leczenie chorób przewlekłych), a liczba zgonów z tego powodu każdego roku może zwiększać się o 120 tys. osób. W Chinach z przepracowania umiera 1 milion osób rocznie.

Zdaniem Jeffreya Pfeffera, współczesne miejsce pracy stało się „szokująco nieludzkie”. Jest w nich coraz więcej stresu, zwolnień, niepewności finansowej, normą są coraz dłuższe godziny pracy. Rośnie liczba konfliktów na linii praca-rodzina, a coraz większe zaangażowanie, którego wymagają korporacje, zakłóca życie rodzinne, powoduje rozpady małżeństw, cierpią dzieci.

Nie taki zakaz straszny

Nie taki zakaz straszny

Większości kasjerek i kasjerów zakaz handlu w niedziele się podoba. To pierwsze takie badania opinii samych pracowników handlu, a nie klientów.

Badanie na zlecenie „Wyborczej” zrobiła specjalizująca się w analizach handlu platforma TakeTask. Ankiety – metodą tzw. tajemniczego klienta – przeprowadzono w sobotę 23 czerwca i niedzielę handlową 24 czerwca. To jedyne takie badania wśród pracowników handlu. Na pytanie, czy miesięczne zarobki się zmniejszyły, twierdząco odpowiedziało jedna czwarta ankietowanych kasjerek i kasjerów. Ale, z drugiej strony, aż 71 proc. badanych uważa, że decyzja rządu o wprowadzeniu zakazu handlu w niedziele była dla nich dobra.

Pracownicy sklepów nie wiedzieli, że rozmawiają z badaczem. Pytający prowadzili z nimi niezobowiązującą rozmowę przy kasie, podczas płacenia za zakupy.

Poprzednie badanie opinii przeprowadzono w lutym br., a zatem przed wprowadzeniem zakazu handlu w niektóre niedziele. Wtedy za ograniczeniami pracy było 56 proc. kasjerów i kasjerek, dziś, po wdrożeniu prawa, jest ich prawie trzy czwarte.

„Czy mam więcej czasu dla siebie, rodziny i znajomych?” – aż 81 proc. badanych odpowiedziało na to pytanie twierdząco. I znów przed wprowadzeniem zakazu taką nadzieję miało tylko 66 proc. kasjerek i kasjerów.

Zamknięcie sklepów w niedziele nie obniżyło pensji wszystkich handlowców. Pracownicy sklepów mocno się tego obawiali – taką obawę w lutym wyrażało aż 45 proc. ankietowanych. W czerwcu o spadku zarobków raportowało 27 proc. pytanych osób. Spokojnych o pensje na początku roku było 37 proc. Teraz – 56 proc.