Zapomniani?

Zapomniani?

Prawie 20 procent gmin w Polsce nie zapewnia osobom starszym opieki w miejscu zamieszkania, mimo że należy to do ich obowiązków.

Usługi opiekuńcze świadczone osobom starszym w miejscu zamieszkania powinny, zgodnie z definicją, obejmować pomoc w zaspokajaniu codziennych potrzeb życiowych, opiekę higieniczną, zaleconą przez lekarza pielęgnację i w miarę możliwości kontakty z otoczeniem. Usługi kierowane są do osób samotnych, które z powodu wieku, choroby lub innych przyczyn wymagają pomocy innych. Chodzi także o zwiększenie szansy na pozostanie w środowisku zamieszkania i opóźnienie momentu, w którym jest konieczne zapewnienie stałej opieki instytucjonalnej. Jednak, jak wynika z badań Najwyższej Izby Kontroli, w 2016 r. opieką domową w skali kraju objęto nieco ponad 1 proc. seniorów powyżej 60. roku życia. To nawet nie jest kropla w morzu potrzeb.

W 23 skontrolowanych przez NIK gminach z usług tych korzystało średnio  jedynie 1,5 proc. osób z tej grupy wiekowej. Tymczasem liczba osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji, potrzebujących opieki środowiskowej, wynosi ok. 2 mln i  systematycznie rośnie. Przy tym potencjał opiekuńczy rodziny ulega zmniejszeniu, bo stają się one mniej liczne. Temu zjawisku towarzyszy także emigracja zarobkowa. W wielu przypadkach usługi opiekuńcze zapewniane przez gminy są jedyną formą wsparcia, na jaką mogą liczyć seniorzy w miejscu zamieszkania. Niestety blisko 20 proc. gmin w Polsce nie zapewnia wsparcia w formie usług opiekuńczych, mimo iż jest to ich obowiązkowe zadanie własne. Decyzję o ich przyznaniu podejmuje ośrodek pomocy społecznej.

Tylko w czterech z 23 skontrolowanych OPS (ponad 17 proc.) określono liczbę seniorów, którzy w najbliższym czasie mogą potrzebować wsparcia w formie opieki domowej. NIK zwraca uwagę, że niepodejmowanie działań, pozwalających na pozyskanie szerszej, niż tylko przez wpływające wnioski, wiedzy o seniorach, którzy mogą potrzebować pomocy, może spowodować, że gminy nie będą przygotowane na wzrost zapotrzebowania na usługi opiekuńcze.

Mimo iż w większości ośrodków twierdzono, że wszystkie osoby starsze potrzebujące wsparcia zostały nim objęte, to jednak kontrola NIK wykazała, że pomoc otrzymały tylko te osoby, które o nią wystąpiły lub zostały do ośrodka zgłoszone przez inne osoby albo instytucje. Zatem z uwagi na brak systemowego monitoringu osób starszych, może się zdarzyć, że niektórzy seniorzy nie otrzymują pomocy, bo się po nią nie zgłaszają, co jednak nie oznacza, że jej nie potrzebują. Usługi rzadko przyznawano z urzędu, choć ustawa o pomocy społecznej na to zezwala.

NIK zwraca uwagę, że część seniorów mogła nie otrzymać wsparcia, bo po prostu nie wiedziała o takiej możliwości. W większości przypadków informacje o możliwości uzyskania pomocy zamieszczano na stronach internetowych ośrodków lub urzędów miast, w BIP czy na tablicach ogłoszeń w siedzibach tych jednostek. Taki sposób informowania podopiecznych, którzy są osobami starszymi i często nie korzystają z nowoczesnych technik komunikowania się, a nierzadko też niesprawnymi ruchowo, może nie być skuteczny. Ponad 40 proc. ośrodków pomocy wydało informatory lub ulotki rozpowszechnione w placówkach ochrony zdrowia, oświaty i instytucjach publicznych. Tylko w jednym mieście informacje o dostępnych formach pomocy, w tym o usługach opiekuńczych, przekazywane były w kościołach podczas ogłoszeń parafialnych.

Ośrodki Pomocy Społecznej, jeżeli już senior zgłosił się o pomoc, rzadko odmawiały przyznania usług opiekuńczych w miejscu zamieszkania. Odsetek odmów na tle liczby przyznanych usług wynosił: w 2016 – 0,34 proc. i w I półroczu 2017 r. – 0,41 proc. Najczęstszymi przyczynami odmów było: sprawność fizyczna w samodzielnym poruszaniu się, możliwość sprawowania opieki przez rodzinę oraz brak współdziałania osoby wymagającej opieki z pracownikiem socjalnym. Wszystkie formalnie złożone wnioski były rozpatrywane praktycznie bieżąco, a przeciętny czas oczekiwania na przyznanie wsparcia nie przekraczał dwóch tygodni.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Woda to nie prywatna własność

Woda to nie prywatna własność

Kontrola przeprowadzona tego lata przez Wody Polskie wykazała, że istnieje plaga nielegalnego grodzenia linii brzegowej jezior oraz budowania nielegalnych pomostów. Na Mazurach stwierdzono, że w 80 proc. badanych przypadków dostęp do jeziora odgradzany jest niezgodnie z prawem.

Kto grodzi? Głównie przedsiębiorcy. Przemysław Daca, prezes Wód Polskich, raportował podczas konferencji prasowej wyniki obejmującej 300 miejsc na Pojezierzu Mazurskim Kontroli. Sprawdzano plaże, hotele, pensjonaty. Przytłaczająca większość przedsiębiorców prowadzących związany z wodą biznes próbowała w sposób nielegalny zagarnąć kawałek pobrzeża. Chodzi o stawianie pomostów bez odpowiednich zgód czy przesuwanie i grodzenie linii brzegowej.

Na Mazurach nagminne jest grodzenie dostępu do wody. Zgodnie z prawem, nie można grodzić nieruchomości w odległości mniejszej niż 1,5 metra od linii brzegu, a także zakazywać bądź uniemożliwiać przechodzenia przez ten obszar. Kolejny problem to budowane bez zgód i odprowadzania odpowiednich opłat pomosty, na których w dodatku przedsiębiorcy często prowadzą działalność gospodarczą.

Szef Wód Polskich poinformował, że na razie kontrolerzy nie karzą finansowo właścicieli nielegalnych urządzeń. Są oni edukowani i wzywani do usunięcia nieprawidłowości. Zwrócił jednak uwagę, że taka sytuacja nie będzie trwać wiecznie. Dodał, że m.in. po jego wcześniejszych apelach, właściciele złożyli 50 wniosków o legalizację posiadanych przez nich urządzeń wodnych na Mazurach.

Lepiej i bezpieczniej?

Lepiej i bezpieczniej?

ZUS dorzuci pracodawcom 50 mln zł na poprawę warunków i bezpieczeństwa pracy. Tym, którzy zwyciężą w konkursie na dofinansowanie.

Od 16 lipca br. trwa nabór wniosków w konkursie Zakłady Ubezpieczeń Społecznych. 50 mln zł zostanie przeznaczone na zmniejszenie zagrożenia wypadkami przy pracy, chorobami zawodowymi oraz na redukcję niekorzystnego oddziaływania szkodliwych czynników w miejscu zatrudnienia.

Jak informuje ZUS, w konkursie mogą wziąć udział pracodawcy, którzy spełniają łącznie następujące warunki: nie zalegają z opłacaniem składek na ubezpieczenia społeczne i ubezpieczenia zdrowotne ani z opłacaniem podatków; nie znajdują się w stanie upadłości, pod zarządem komisarycznym, w toku likwidacji, postępowania upadłościowego lub postępowania układowego z wierzycielem; nie ubiegali się o dofinansowanie przed upływem 3 lat od dnia wypłaty przez ZUS całości ostatniego dofinansowania; a także nie ubiegali się o dofinansowanie przed upływem 3 lat od dnia zwrotu dofinansowania, do którego zostali zobowiązani.

Dofinansowanie można otrzymać na: oświetlenie miejsc i stanowisk pracy oraz ochronę przed promieniowaniem optycznym; ochronę przed energią elektryczną i elektrycznością statyczną; urządzenia oczyszczające i uzdatniające powietrze, urządzenia mechanicznej wentylacji powietrza; urządzenia chroniące przed hałasem i drganiami mechanicznymi oraz promieniowaniem elektromagnetycznym; sprzęt i urządzenia służące poprawie bezpieczeństwa pracy na wysokości, w zagłębieniach i innych strefach pracy; sprzęt i urządzenia służące ograniczeniu obciążenia układu mięśniowo- szkieletowego; sprzęt i urządzenia służące poprawie bezpieczeństwa pracy w przypadku narażenia na czynniki chemiczne i szkodliwe czynniki biologiczne; bezpieczeństwo instalacji technicznych, maszyn, urządzeń i miejsc pracy; a także środki ochrony indywidualnej.

Najwyżej premiowane będą wnioski składane przez małych i mikroprzedsiębiorców z województwa dolnośląskiego i warmińsko – mazurskiego.

Na wsparcie dofinansowanych projektów ZUS w sumie przeznaczy 50 mln zł. Maksymalna wysokość dofinansowania projektu jest uzależniona od liczby osób, za które wnioskodawca opłaca składki na ubezpieczenia społeczne na dzień złożenia wniosku, przy czym minimalną kwotą, o którą może ubiegać się wnioskodawca jest 5 tys. zł. Wnioski można składać do 23 sierpnia br.

Wolne się należy

Wolne się należy

W 2017 r. Państwowa Inspekcja Pracy wyegzekwowała zaległy wypoczynek dla 22,3 tys. osób. Dzięki jej kontrolom płatne wolne dostało zatem o 11,3 tys. więcej zatrudnionych niż rok wcześniej.

Jak donosi „Dziennik Gazeta Prawna”, wielu pracowników ma spore zaległości urlopowe. Nie biorą wolnego z powodu nawału pracy, czasami ze strachu przed utratą zatrudnienia. Takie nawarstwienia trudno potem wyeliminować.

Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ, uważa, że niektórzy kumulują urlop po to, aby w przyszłości w razie potrzeby móc skorzystać z dłuższej przerwy od pracy. – „Inni czują tak dużą odpowiedzialność i emocjonalny związek z wykonywanymi obowiązkami, że przedkładają je ponad własny odpoczynek” – mówi.

Jak pisze DGP, skala naruszeń ujawnionych przez PIP prowokuje jednak pytanie o ewentualną zmianę przepisów, która ułatwiłaby udzielanie urlopów. Propozycje w tym zakresie znalazły się w projekcie nowego kodeksu pracy. Zakłada on m.in., że co do zasady urlopu udziela się w okresie między 1 stycznia roku kalendarzowego, w którym pracownik nabył do niego prawo, a 31 stycznia kolejnego roku kalendarzowego (ze ściśle określonymi wyjątkami). W przeciwnym razie prawo do takiego wypoczynku wygasa, a pracownikowi przysługuje zadośćuczynienie w wysokości dwukrotności wynagrodzenia urlopowego, jakie otrzymałby, gdyby udzielono mu wolnego.