Śmierć autobusów

Śmierć autobusów

PKS Płock likwiduje od września wszystkie połączenia lokalne z wyjątkiem kursów dotowanych. To kolejny mazowiecki PKS, który zwija działalność, a władze samorządowe nie reagują.

Zarząd spółki PKS Płock poinformował o likwidacji wszystkich połączeń lokalnych na obszarze swojego działania od 1 września 2018 r. Wyjątkiem są przewozy realizowane w ramach umów i kontraktów zawartych z jednostkami samorządowymi lub prywatnymi przedsiębiorstwami. Te mają zabezpieczone pokrycie kosztów operacji, a przyjęty sposób kontraktacji usługi gwarantuje przychód.

Spółka tłumaczy decyzję malejącą liczbą pasażerów i problemami z finansowaniem. „Nasze starania, aby zapewnić mieszkańcom regionu dogodną siatkę połączeń, niestety nie mogą być dłużej kontynuowane ze względu na generowaną stratę. Istotny wpływ na tę decyzję ma też m.in. brak uregulowań prawnych, które zapewniałyby stabilne podstawy do inwestowania i rozwoju” – wyjaśnia zarząd spółki.

Na początku lipca działalność zakończyły cztery mazowieckie PKS-y: w Ciechanowie, Przasnyszu, Ostrołęce oraz Mińsku Mazowieckim, a kolejne znacząco ograniczyły kursy. Powody we wszystkich przypadkach są takie same, czyli nierentowność połączeń. Władze wojewódzkie refundują jedynie ulgi, co jednak nie pozwala na pokrycie kosztów funkcjonowania.

Co można zrobić? Fundacja Nowe Spojrzenie wraz z mazowieckim OPZZ-em zwróciła się do Adama Struzika, marszałka województwa, o interwencję. Organizacja postulowała powołanie organizatora transportu. Na razie jednak władze województwa nie widzą możliwości działań. „W świetle obowiązującego prawa powołanie nowej instytucji zajmującej się organizacją publicznego transportu zbiorowego na terenie województwa (…) nie jest możliwe. Nowelizacja ustawy o publicznym transporcie zbiorowym aktualnie procedowana jest na poziomie ministerialnym i nie jest znana data jej wejścia w życie, jak również nie są znane ostateczne rozwiązania, jakie zostaną w niej zapisane. Ten stan rzeczy ma miejsce od kilku lat”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Amazon dalej wyzyskuje

Amazon dalej wyzyskuje

Nic się nie zmienia u magazynowego potentata – kontrola PIP wykazała, że pracownicy pracują ponad siły, na stojąco i mają problem z dostępem do wody.

„Gazeta Prawna” informuje o wynikach wewnętrznej kontroli Amazona, które, według firmy, nie wykazały wielkich odchyleń od normy. Za to wyniki kontroli Państwowej Inspekcji Pracy mówią coś zupełnie innego. Pracownicy są przepracowani, monitorowani, mają uszkodzone kręgosłupy, są cały czas w ruchu, ponieważ sprawdza się, ile kilometrów dziennie przeszli (a muszą przejść od kilkunastu do kilkudziesięciu).

Dzienna zmiana zaczyna się od stand-up. Tak jest nazywane spotkanie z liderem zespołu, który mówi o celach na dany dzień. W gorących okresach, kiedy trzeba wyrabiać wyższe normy, może sięgnąć po swoje metody motywacyjne. Jedną z nich są złote karty, czyli bony o wartości 100 zł. – Są one schowane między paczkami. Dostaje je ten, kto pierwszy je znalazł. Wtedy zaczyna się wyścig, a normy, czyli liczba przeładowanych, sprawdzonych i wyładowanych paczek, szybują w górę – opowiada jedna z pracownic. Zachętą były też plastikowe żetony. Za odpowiednią ich liczbę można było dostać jakiś gadżet – termos czy głośniki.

Są też inne metody, jak wyścigi między magazynem poznańskim i wrocławskim. Informacja o wygranym, który pobił rekord w przeładowywaniu paczek, trafiała do wewnętrznej gazetki. Ale już zasady kontroli pracowników nie wyglądają tak dobrze.

Dzięki skanerom można precyzyjnie sprawdzić liczbę przeniesionych, przeładowanych i nadanych paczek. Każdy z pracowników był monitorowany, czy spełnia wyznaczone normy. Normy nie są dostosowane do wieku, płci ani siły fizycznej pracowników. Są jednakowe dla wszystkich.

Sprawą zainteresował się rząd Mateusza Morawieckiego. Ministerstwo Pracy pod koniec lipca zwróciło się do głównego inspektora pracy o podjęcie działań kontrolnych w centrach logistycznych Amazona. „Działania pracodawców naruszające przepisy prawa pracy lub warunki bhp budzą troskę ministra rodziny, pracy i polityki społecznej i nie spotykają się z jego aprobatą” – informuje biuro prasowe resortu.

Polska nie jest jedynym krajem, w którym pracownicy centrów logistycznych Amazona skarżą się na złe warunki pracy. Podobne zarzuty wysuwają zatrudnieni we Francji, w Hiszpanii, Niemczech, Wielkiej Brytanii i we Włoszech. Pracownicy w tych krajach często decydują się na akcje protestacyjne.

Szpital gotowy do strajku

Szpital gotowy do strajku

Ponad 600 pracowników Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Lublinie, gdzie ostatnio pielęgniarki wywalczyły po 500 zł miesięcznie podwyżki stawiając placówkę przed faktem dokonanym i biorąc zwolnienia chorobowe i urlopy, zamierza pójść ich śladem.

Mowa o pracownikach zawodów medycznych i niemedycznych, czyli o ratownikach medycznych, diagnostach laboratoryjnych, fizjoterapeutach, technikach radiologii, ale też rejestratorkach, sekretarkach medycznych czy sprzątaczkach. Wszyscy oni liczą na podwyżki wynagrodzeń po tym, jak pielęgniarki przetarły szlak. One same i lekarze tym razem nie przyłączą się do protestu, ponieważ niedawno otrzymali podwyżki wynagrodzeń.

Po tym, jak pielęgniarki poszły masowo na zwolnienia lekarskie, otrzymały 500 zł więcej „na rękę’” od czerwca oraz kolejne 500 zł od początku przyszłego roku.

W czwartek (9 sierpnia) związkowcy mają spotkać się z dyrekcją WSS oraz członkiem zarządu województwa odpowiedzialnym za ochronę zdrowia Arkadiuszem Bratkowskim.

MOPS-om brakuje pracowników

MOPS-om brakuje pracowników

Ośrodki pomocy społecznej borykają się z ogromnymi brakami kadrowymi. Doświadczeni pracownicy odchodzą na emeryturę, a młodych taka praca nie interesuje. Płaca w MOPS-ach to często 2300 zł brutto, a w grę wchodzi wiele obowiązków, zarówno w terenie, jak i biurowych.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, w ubiegłym roku w polskich ośrodkach pomocy społecznej pracowało 19 600 osób, podczas gdy jeszcze 2013 r. było ich 200 więcej.

Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ubiegłym roku na 2,5 tysiąca ośrodków pomocy społecznej w Polsce tylko dwa tysiące spełniało wskaźnik zatrudnienia wynikający z ustawy o pomocy społecznej.

Powodem braków kadrowych w ośrodkach pomocy społecznej są głównie niskie pensje.

Według danych Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń ze stycznia 2018 r. średnia pensja, na jaką może liczyć pracowników MOPS-u wynosi 2 700 zł brutto. Co drugi pracownik socjalny otrzymuje pensję od 2 330 zł do 3 249 zł, ale aż 25 proc. najgorzej wynagradzanych pracowników socjalnych zarabia poniżej 2 330 zł brutto.

Pracownicy socjalni skarżą się także na dodatkową pracę związaną z biurokracją, która doszła im do obowiązków w związku z programami 500 plus i „Dobry Start”