Polak żyje pracą?

Polak żyje pracą?

Według badania przeprowadzonego przez Hays Poland trzech na czterech Polaków regularnie zostaje dłużej w pracy, zabiera ją do domu lub pracuje w weekendy.

Portal Rynek Zdrowia alarmuje – Polacy pracują za dużo. Jesteśmy jednym z najbardziej zapracowanych narodów świata. Jak wynika ze statystyk Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), w 2017 roku przepracowaliśmy średnio 1928 godzin rocznie. Dłużej pracowali tylko Chilijczycy, Rosjanie, Grecy, Koreańczycy, Kostarykańczycy i Meksykanie, a najmniej, bo 1363 godziny, Niemcy.

Również badanie Hays Poland potwierdza, że Polacy dużo pracują. Trzech na czterech Polaków zostaje dłużej w pracy. Większość zabiera również pracę do domu i wykonuje obowiązki zawodowe w weekendy. Co trzeci ankietowany ma na koncie 3-5 godzin nadliczbowych tygodniowo. Ale już jedna czwarta pracuje nawet 10-15 godzin dłużej. Ponad połowa z nas (53 proc.) wykonuje obowiązki zawodowe w weekendy, a 55 proc. zabiera pracę do domu.

Badanie pokazuje, że 62 proc. osób pracujących w nadgodzinach cierpi na dolegliwości związane z wykonywaną pracą. Najczęściej wskazywanymi przypadłościami są podenerwowanie i irytacja (65 proc.), brak sił i apatia (46 proc.), problemy z koncentracją oraz kłopoty ze snem (45 proc.). Respondenci wskazywali również na objawy ogólnego pogorszenia zdrowia, m.in. bóle głowy i żołądka, niską odporność oraz problemy z kręgosłupem.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pracodawco, jest gorąco

Pracodawco, jest gorąco

Do końca lipca PIP otrzymał już 308 skarg na pracodawców w związku z upałami. Dotyczyły wysokiej temperatury i braku zimnych napojów w miejscu pracy.

Danuta Rutkowska z PIP powiedziała, że choć przepisy nie określają maksymalnej temperatury, która całkowicie zwalniałaby z pracy, to w czasie upałów na pracodawcy spoczywają dodatkowe obowiązki. Ma on m.in. obowiązek zapewnienia nieodpłatnie zimnych napojów, gdy temperatura w pomieszczeniach pracy przekracza 28 stopni, a na otwartej przestrzeni 25 stopni.

Jak pisze pulshr.pl, napoje powinny być dostępne stale, w ilości zaspokajającej potrzeby zatrudnionych. Przy tzw. pracach brudzących, wykonywanych na otwartej przestrzeni i bez dostępu do wody bieżącej, pracodawca jest zobowiązany zapewnić do celów higienicznych co najmniej 90 l wody dziennie na każdego pracownika.

„O ile w 2017 r. od maja do września otrzymaliśmy w sumie 300 skarg od pracowników w związku upałami, to według stanu na koniec lipca tego roku skarg tych jest już 308” – poinformowała Rutkowska. Jak dodała, najczęściej skargi składali pracownicy firm z branż: przetwórstwo przemysłowe, handel, naprawy i budownictwo.

Jeżeli w pracy jest za gorąco lub pracownik nie jest zaopatrzony w napój, powinien w pierwszej kolejności zgłosić to pracodawcy. Jeśli to nie pomoże, pracownik może złożyć skargę np. do właściwego dla miejsca zamieszkania oddziału PIP.

Zgodnie z przepisami, pracodawca ma obowiązek organizowania pracy w sposób zmniejszający jej uciążliwość. Dotyczy to także pracy wykonywanej podczas upałów. Przepisy nakładają na pracodawcę obowiązek zapewnienia w pomieszczeniach odpowiedniej temperatury, wymiany powietrza, zabezpieczenia przed wilgocią oraz niekorzystnymi warunkami cieplnymi i nasłonecznieniem, ale nie określają maksymalnej temperatury powietrza, w jakiej praca może być wykonywana w pomieszczeniach. Przepisy mówią jedynie o temperaturze minimalnej – ta nie może być niższa niż 14 stopni Celsjusza.

W odniesieniu do osób pracujących na otwartej powierzchni obowiązek zapewnienia napojów przez pracodawcę pojawia się, gdy temperatura przekracza 25 stopni. Niezależnie od tego, czy praca jest wykonywana w pomieszczeniu, czy na otwartej powierzchni, napoje powinny być dostępne dla pracowników przez całą zmianę roboczą. Nierespektowanie przez pracodawcę tego obowiązku stanowi wykroczenie zagrożone karą grzywny od 1 tys. do 30 tys. złotych.

Zgodnie z przepisami prawa pracy, pracodawca może w upalne dni wprowadzić dodatkowe przerwy albo pozwolić pracownikowi na wcześniejsze wyjście z pracy. Co istotne – nie może to powodować obniżenia wynagrodzenia pracownika.

Śmierć autobusów

Śmierć autobusów

PKS Płock likwiduje od września wszystkie połączenia lokalne z wyjątkiem kursów dotowanych. To kolejny mazowiecki PKS, który zwija działalność, a władze samorządowe nie reagują.

Zarząd spółki PKS Płock poinformował o likwidacji wszystkich połączeń lokalnych na obszarze swojego działania od 1 września 2018 r. Wyjątkiem są przewozy realizowane w ramach umów i kontraktów zawartych z jednostkami samorządowymi lub prywatnymi przedsiębiorstwami. Te mają zabezpieczone pokrycie kosztów operacji, a przyjęty sposób kontraktacji usługi gwarantuje przychód.

Spółka tłumaczy decyzję malejącą liczbą pasażerów i problemami z finansowaniem. „Nasze starania, aby zapewnić mieszkańcom regionu dogodną siatkę połączeń, niestety nie mogą być dłużej kontynuowane ze względu na generowaną stratę. Istotny wpływ na tę decyzję ma też m.in. brak uregulowań prawnych, które zapewniałyby stabilne podstawy do inwestowania i rozwoju” – wyjaśnia zarząd spółki.

Na początku lipca działalność zakończyły cztery mazowieckie PKS-y: w Ciechanowie, Przasnyszu, Ostrołęce oraz Mińsku Mazowieckim, a kolejne znacząco ograniczyły kursy. Powody we wszystkich przypadkach są takie same, czyli nierentowność połączeń. Władze wojewódzkie refundują jedynie ulgi, co jednak nie pozwala na pokrycie kosztów funkcjonowania.

Co można zrobić? Fundacja Nowe Spojrzenie wraz z mazowieckim OPZZ-em zwróciła się do Adama Struzika, marszałka województwa, o interwencję. Organizacja postulowała powołanie organizatora transportu. Na razie jednak władze województwa nie widzą możliwości działań. „W świetle obowiązującego prawa powołanie nowej instytucji zajmującej się organizacją publicznego transportu zbiorowego na terenie województwa (…) nie jest możliwe. Nowelizacja ustawy o publicznym transporcie zbiorowym aktualnie procedowana jest na poziomie ministerialnym i nie jest znana data jej wejścia w życie, jak również nie są znane ostateczne rozwiązania, jakie zostaną w niej zapisane. Ten stan rzeczy ma miejsce od kilku lat”.

Amazon dalej wyzyskuje

Amazon dalej wyzyskuje

Nic się nie zmienia u magazynowego potentata – kontrola PIP wykazała, że pracownicy pracują ponad siły, na stojąco i mają problem z dostępem do wody.

„Gazeta Prawna” informuje o wynikach wewnętrznej kontroli Amazona, które, według firmy, nie wykazały wielkich odchyleń od normy. Za to wyniki kontroli Państwowej Inspekcji Pracy mówią coś zupełnie innego. Pracownicy są przepracowani, monitorowani, mają uszkodzone kręgosłupy, są cały czas w ruchu, ponieważ sprawdza się, ile kilometrów dziennie przeszli (a muszą przejść od kilkunastu do kilkudziesięciu).

Dzienna zmiana zaczyna się od stand-up. Tak jest nazywane spotkanie z liderem zespołu, który mówi o celach na dany dzień. W gorących okresach, kiedy trzeba wyrabiać wyższe normy, może sięgnąć po swoje metody motywacyjne. Jedną z nich są złote karty, czyli bony o wartości 100 zł. – Są one schowane między paczkami. Dostaje je ten, kto pierwszy je znalazł. Wtedy zaczyna się wyścig, a normy, czyli liczba przeładowanych, sprawdzonych i wyładowanych paczek, szybują w górę – opowiada jedna z pracownic. Zachętą były też plastikowe żetony. Za odpowiednią ich liczbę można było dostać jakiś gadżet – termos czy głośniki.

Są też inne metody, jak wyścigi między magazynem poznańskim i wrocławskim. Informacja o wygranym, który pobił rekord w przeładowywaniu paczek, trafiała do wewnętrznej gazetki. Ale już zasady kontroli pracowników nie wyglądają tak dobrze.

Dzięki skanerom można precyzyjnie sprawdzić liczbę przeniesionych, przeładowanych i nadanych paczek. Każdy z pracowników był monitorowany, czy spełnia wyznaczone normy. Normy nie są dostosowane do wieku, płci ani siły fizycznej pracowników. Są jednakowe dla wszystkich.

Sprawą zainteresował się rząd Mateusza Morawieckiego. Ministerstwo Pracy pod koniec lipca zwróciło się do głównego inspektora pracy o podjęcie działań kontrolnych w centrach logistycznych Amazona. „Działania pracodawców naruszające przepisy prawa pracy lub warunki bhp budzą troskę ministra rodziny, pracy i polityki społecznej i nie spotykają się z jego aprobatą” – informuje biuro prasowe resortu.

Polska nie jest jedynym krajem, w którym pracownicy centrów logistycznych Amazona skarżą się na złe warunki pracy. Podobne zarzuty wysuwają zatrudnieni we Francji, w Hiszpanii, Niemczech, Wielkiej Brytanii i we Włoszech. Pracownicy w tych krajach często decydują się na akcje protestacyjne.