LOT lata ponad prawem

LOT lata ponad prawem

Państwowa Inspekcja Pracy wydała pismo, w którym potwierdza informacje o nieprawidłowościach w Polskich Liniach Lotniczych LOT.

Jak wskazują przedstawiciele OPZZ, sytuacja w spółce błyskawicznie pogarsza się, prawo pracy jest nieustannie łamane, a działające w firmie związki zawodowe są zastraszane i marginalizowane. Inspekcja Pracy przeprowadziła kontrolę i przedstawiła jej rezultaty w siedemnastrostronicowym piśmie skierowanym do OPZZ.

Inspektorzy PIP poruszają trzy zasadnicze kwestie. Pierwsza to olbrzymia skala nieetatowych umów w Lot Crew (spółka-córka PLL LOT). Po drugie, Lot Crew zajmuje się wyszukiwaniem i rekrutowaniem personelu latającego i pokładowego dla PLL LOT. Jest to zatem de facto pośrednictwo pracy i zatrudnienia, i, jako podmiot świadczący takie usługi, Lot Crew powinien być wpisany do rejestru podmiotów prowadzących agencję zatrudnienia. Próżno go jednak tam szukać. Jak pisze PIP, brak wskazanej rejestracji jest wykroczeniem określonym w art. 121 ust. 1 ustawy o promocji zatrudnienia. Grożą za nie wysokie kary finansowe.

Trzecia kwestia, na jaką wskazał PIP, to niezgodność z obowiązującymi przepisami zwolnienia dyscyplinarnego Moniki Żelazik, liderki lotniczego związku zawodowego. PIP wskazał, że „23 maja 2018 r. do wniosku Pracodawcy ustosunkował się Zarząd Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego PLL LOT S.A., wskazując, iż na podstawie art. 32 ust. 1 ustawy z dnia 23 maja 1991 r. o związkach zawodowych – nie wyraża zgody na zwolnienie pracownika (przewodniczącej związku zawodowego), Pani Moniki Żelazik, w trybie bez wypowiedzenia ze skutkiem natychmiastowym”. (…) PIP jednoznacznie wskazuje, iż „szczególna ochrona trwałości stosunku pracy działaczy związkowych” sprowadza się do zakazu wypowiadania i rozwiązywania stosunku pracy przez pracodawcę, bez uzyskania uprzedniej zgody zarządu zakładowej organizacji związkowej.

Ponadto Inspekcja poinformowała, że wszczyna postępowanie w stosunku do całego zarządu PLL

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Polak żyje pracą?

Polak żyje pracą?

Według badania przeprowadzonego przez Hays Poland trzech na czterech Polaków regularnie zostaje dłużej w pracy, zabiera ją do domu lub pracuje w weekendy.

Portal Rynek Zdrowia alarmuje – Polacy pracują za dużo. Jesteśmy jednym z najbardziej zapracowanych narodów świata. Jak wynika ze statystyk Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), w 2017 roku przepracowaliśmy średnio 1928 godzin rocznie. Dłużej pracowali tylko Chilijczycy, Rosjanie, Grecy, Koreańczycy, Kostarykańczycy i Meksykanie, a najmniej, bo 1363 godziny, Niemcy.

Również badanie Hays Poland potwierdza, że Polacy dużo pracują. Trzech na czterech Polaków zostaje dłużej w pracy. Większość zabiera również pracę do domu i wykonuje obowiązki zawodowe w weekendy. Co trzeci ankietowany ma na koncie 3-5 godzin nadliczbowych tygodniowo. Ale już jedna czwarta pracuje nawet 10-15 godzin dłużej. Ponad połowa z nas (53 proc.) wykonuje obowiązki zawodowe w weekendy, a 55 proc. zabiera pracę do domu.

Badanie pokazuje, że 62 proc. osób pracujących w nadgodzinach cierpi na dolegliwości związane z wykonywaną pracą. Najczęściej wskazywanymi przypadłościami są podenerwowanie i irytacja (65 proc.), brak sił i apatia (46 proc.), problemy z koncentracją oraz kłopoty ze snem (45 proc.). Respondenci wskazywali również na objawy ogólnego pogorszenia zdrowia, m.in. bóle głowy i żołądka, niską odporność oraz problemy z kręgosłupem.

Pracodawco, jest gorąco

Pracodawco, jest gorąco

Do końca lipca PIP otrzymał już 308 skarg na pracodawców w związku z upałami. Dotyczyły wysokiej temperatury i braku zimnych napojów w miejscu pracy.

Danuta Rutkowska z PIP powiedziała, że choć przepisy nie określają maksymalnej temperatury, która całkowicie zwalniałaby z pracy, to w czasie upałów na pracodawcy spoczywają dodatkowe obowiązki. Ma on m.in. obowiązek zapewnienia nieodpłatnie zimnych napojów, gdy temperatura w pomieszczeniach pracy przekracza 28 stopni, a na otwartej przestrzeni 25 stopni.

Jak pisze pulshr.pl, napoje powinny być dostępne stale, w ilości zaspokajającej potrzeby zatrudnionych. Przy tzw. pracach brudzących, wykonywanych na otwartej przestrzeni i bez dostępu do wody bieżącej, pracodawca jest zobowiązany zapewnić do celów higienicznych co najmniej 90 l wody dziennie na każdego pracownika.

„O ile w 2017 r. od maja do września otrzymaliśmy w sumie 300 skarg od pracowników w związku upałami, to według stanu na koniec lipca tego roku skarg tych jest już 308” – poinformowała Rutkowska. Jak dodała, najczęściej skargi składali pracownicy firm z branż: przetwórstwo przemysłowe, handel, naprawy i budownictwo.

Jeżeli w pracy jest za gorąco lub pracownik nie jest zaopatrzony w napój, powinien w pierwszej kolejności zgłosić to pracodawcy. Jeśli to nie pomoże, pracownik może złożyć skargę np. do właściwego dla miejsca zamieszkania oddziału PIP.

Zgodnie z przepisami, pracodawca ma obowiązek organizowania pracy w sposób zmniejszający jej uciążliwość. Dotyczy to także pracy wykonywanej podczas upałów. Przepisy nakładają na pracodawcę obowiązek zapewnienia w pomieszczeniach odpowiedniej temperatury, wymiany powietrza, zabezpieczenia przed wilgocią oraz niekorzystnymi warunkami cieplnymi i nasłonecznieniem, ale nie określają maksymalnej temperatury powietrza, w jakiej praca może być wykonywana w pomieszczeniach. Przepisy mówią jedynie o temperaturze minimalnej – ta nie może być niższa niż 14 stopni Celsjusza.

W odniesieniu do osób pracujących na otwartej powierzchni obowiązek zapewnienia napojów przez pracodawcę pojawia się, gdy temperatura przekracza 25 stopni. Niezależnie od tego, czy praca jest wykonywana w pomieszczeniu, czy na otwartej powierzchni, napoje powinny być dostępne dla pracowników przez całą zmianę roboczą. Nierespektowanie przez pracodawcę tego obowiązku stanowi wykroczenie zagrożone karą grzywny od 1 tys. do 30 tys. złotych.

Zgodnie z przepisami prawa pracy, pracodawca może w upalne dni wprowadzić dodatkowe przerwy albo pozwolić pracownikowi na wcześniejsze wyjście z pracy. Co istotne – nie może to powodować obniżenia wynagrodzenia pracownika.

Śmierć autobusów

Śmierć autobusów

PKS Płock likwiduje od września wszystkie połączenia lokalne z wyjątkiem kursów dotowanych. To kolejny mazowiecki PKS, który zwija działalność, a władze samorządowe nie reagują.

Zarząd spółki PKS Płock poinformował o likwidacji wszystkich połączeń lokalnych na obszarze swojego działania od 1 września 2018 r. Wyjątkiem są przewozy realizowane w ramach umów i kontraktów zawartych z jednostkami samorządowymi lub prywatnymi przedsiębiorstwami. Te mają zabezpieczone pokrycie kosztów operacji, a przyjęty sposób kontraktacji usługi gwarantuje przychód.

Spółka tłumaczy decyzję malejącą liczbą pasażerów i problemami z finansowaniem. „Nasze starania, aby zapewnić mieszkańcom regionu dogodną siatkę połączeń, niestety nie mogą być dłużej kontynuowane ze względu na generowaną stratę. Istotny wpływ na tę decyzję ma też m.in. brak uregulowań prawnych, które zapewniałyby stabilne podstawy do inwestowania i rozwoju” – wyjaśnia zarząd spółki.

Na początku lipca działalność zakończyły cztery mazowieckie PKS-y: w Ciechanowie, Przasnyszu, Ostrołęce oraz Mińsku Mazowieckim, a kolejne znacząco ograniczyły kursy. Powody we wszystkich przypadkach są takie same, czyli nierentowność połączeń. Władze wojewódzkie refundują jedynie ulgi, co jednak nie pozwala na pokrycie kosztów funkcjonowania.

Co można zrobić? Fundacja Nowe Spojrzenie wraz z mazowieckim OPZZ-em zwróciła się do Adama Struzika, marszałka województwa, o interwencję. Organizacja postulowała powołanie organizatora transportu. Na razie jednak władze województwa nie widzą możliwości działań. „W świetle obowiązującego prawa powołanie nowej instytucji zajmującej się organizacją publicznego transportu zbiorowego na terenie województwa (…) nie jest możliwe. Nowelizacja ustawy o publicznym transporcie zbiorowym aktualnie procedowana jest na poziomie ministerialnym i nie jest znana data jej wejścia w życie, jak również nie są znane ostateczne rozwiązania, jakie zostaną w niej zapisane. Ten stan rzeczy ma miejsce od kilku lat”.