Groźnie w Biedronce

Groźnie w Biedronce

Sklepy tej sieci dyskontów są tak zastawione towarem, że brak tam dostępu do wyjść ewakuacyjnych i gaśnic. Internauci z całego kraju dzielą się zdjęciami wnętrz sklepów Biedronka, z których w przypadku pożaru bardzo trudno będzie się wydostać. Sieć, zamiast rozwiązać problem, wprowadziła zakaz fotografowania wewnątrz sklepów.

Jak pisze portal wyborcza.biz, choć straż pożarna zapowiedziała kontrole sklepów, w dyskontach i marketach niemal wszystko zostało po staremu: towar uniemożliwia lub przynajmniej utrudnia dostęp do wyjść ewakuacyjnych, a także gaśnic, hydrantów z wężami, włączników alarmowych lub oddymiania.

Straż Pożarna zapowiada reakcję: „Otrzymane zdjęcia zostały przesłane do prezesa Jeronimo Martins Polska. Są one potwierdzeniem skali problemu. W swoim wystąpieniu Komendant Główny PSP gen. brygadier Leszek Suski wezwał właściciela sieci do zapewnienia zarówno klientom, jak i pracownikom możliwości ewakuacji w razie pożaru, poprzez podjęcie skutecznych działań zapewniających w sposób ciągły wymaganego prawem stanu bezpieczeństwa pożarowego w sklepach sieci Biedronka. Wskazał przy tym na skutki prawne dalszych zaniechań, nie wykluczając potrzeby wydawania decyzji zakazujących dalszej eksploatacji obiektów w przypadku ewentualnego stwierdzenia występowania zagrożenia życia ludzi lub bezpośredniego niebezpieczeństwa powstania pożaru” – napisał do „Wyborczej” starszy brygadier Paweł Frątczak, rzecznik prasowy komendanta głównego PSP.

Biedronka twierdzi, że zakaz fotografowania nie ma nic wspólnego z problemem i że wprowadziła go, by chronić prywatność klientów.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

LOT lata ponad prawem

LOT lata ponad prawem

Państwowa Inspekcja Pracy wydała pismo, w którym potwierdza informacje o nieprawidłowościach w Polskich Liniach Lotniczych LOT.

Jak wskazują przedstawiciele OPZZ, sytuacja w spółce błyskawicznie pogarsza się, prawo pracy jest nieustannie łamane, a działające w firmie związki zawodowe są zastraszane i marginalizowane. Inspekcja Pracy przeprowadziła kontrolę i przedstawiła jej rezultaty w siedemnastrostronicowym piśmie skierowanym do OPZZ.

Inspektorzy PIP poruszają trzy zasadnicze kwestie. Pierwsza to olbrzymia skala nieetatowych umów w Lot Crew (spółka-córka PLL LOT). Po drugie, Lot Crew zajmuje się wyszukiwaniem i rekrutowaniem personelu latającego i pokładowego dla PLL LOT. Jest to zatem de facto pośrednictwo pracy i zatrudnienia, i, jako podmiot świadczący takie usługi, Lot Crew powinien być wpisany do rejestru podmiotów prowadzących agencję zatrudnienia. Próżno go jednak tam szukać. Jak pisze PIP, brak wskazanej rejestracji jest wykroczeniem określonym w art. 121 ust. 1 ustawy o promocji zatrudnienia. Grożą za nie wysokie kary finansowe.

Trzecia kwestia, na jaką wskazał PIP, to niezgodność z obowiązującymi przepisami zwolnienia dyscyplinarnego Moniki Żelazik, liderki lotniczego związku zawodowego. PIP wskazał, że „23 maja 2018 r. do wniosku Pracodawcy ustosunkował się Zarząd Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego PLL LOT S.A., wskazując, iż na podstawie art. 32 ust. 1 ustawy z dnia 23 maja 1991 r. o związkach zawodowych – nie wyraża zgody na zwolnienie pracownika (przewodniczącej związku zawodowego), Pani Moniki Żelazik, w trybie bez wypowiedzenia ze skutkiem natychmiastowym”. (…) PIP jednoznacznie wskazuje, iż „szczególna ochrona trwałości stosunku pracy działaczy związkowych” sprowadza się do zakazu wypowiadania i rozwiązywania stosunku pracy przez pracodawcę, bez uzyskania uprzedniej zgody zarządu zakładowej organizacji związkowej.

Ponadto Inspekcja poinformowała, że wszczyna postępowanie w stosunku do całego zarządu PLL

Polak żyje pracą?

Polak żyje pracą?

Według badania przeprowadzonego przez Hays Poland trzech na czterech Polaków regularnie zostaje dłużej w pracy, zabiera ją do domu lub pracuje w weekendy.

Portal Rynek Zdrowia alarmuje – Polacy pracują za dużo. Jesteśmy jednym z najbardziej zapracowanych narodów świata. Jak wynika ze statystyk Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), w 2017 roku przepracowaliśmy średnio 1928 godzin rocznie. Dłużej pracowali tylko Chilijczycy, Rosjanie, Grecy, Koreańczycy, Kostarykańczycy i Meksykanie, a najmniej, bo 1363 godziny, Niemcy.

Również badanie Hays Poland potwierdza, że Polacy dużo pracują. Trzech na czterech Polaków zostaje dłużej w pracy. Większość zabiera również pracę do domu i wykonuje obowiązki zawodowe w weekendy. Co trzeci ankietowany ma na koncie 3-5 godzin nadliczbowych tygodniowo. Ale już jedna czwarta pracuje nawet 10-15 godzin dłużej. Ponad połowa z nas (53 proc.) wykonuje obowiązki zawodowe w weekendy, a 55 proc. zabiera pracę do domu.

Badanie pokazuje, że 62 proc. osób pracujących w nadgodzinach cierpi na dolegliwości związane z wykonywaną pracą. Najczęściej wskazywanymi przypadłościami są podenerwowanie i irytacja (65 proc.), brak sił i apatia (46 proc.), problemy z koncentracją oraz kłopoty ze snem (45 proc.). Respondenci wskazywali również na objawy ogólnego pogorszenia zdrowia, m.in. bóle głowy i żołądka, niską odporność oraz problemy z kręgosłupem.

Pracodawco, jest gorąco

Pracodawco, jest gorąco

Do końca lipca PIP otrzymał już 308 skarg na pracodawców w związku z upałami. Dotyczyły wysokiej temperatury i braku zimnych napojów w miejscu pracy.

Danuta Rutkowska z PIP powiedziała, że choć przepisy nie określają maksymalnej temperatury, która całkowicie zwalniałaby z pracy, to w czasie upałów na pracodawcy spoczywają dodatkowe obowiązki. Ma on m.in. obowiązek zapewnienia nieodpłatnie zimnych napojów, gdy temperatura w pomieszczeniach pracy przekracza 28 stopni, a na otwartej przestrzeni 25 stopni.

Jak pisze pulshr.pl, napoje powinny być dostępne stale, w ilości zaspokajającej potrzeby zatrudnionych. Przy tzw. pracach brudzących, wykonywanych na otwartej przestrzeni i bez dostępu do wody bieżącej, pracodawca jest zobowiązany zapewnić do celów higienicznych co najmniej 90 l wody dziennie na każdego pracownika.

„O ile w 2017 r. od maja do września otrzymaliśmy w sumie 300 skarg od pracowników w związku upałami, to według stanu na koniec lipca tego roku skarg tych jest już 308” – poinformowała Rutkowska. Jak dodała, najczęściej skargi składali pracownicy firm z branż: przetwórstwo przemysłowe, handel, naprawy i budownictwo.

Jeżeli w pracy jest za gorąco lub pracownik nie jest zaopatrzony w napój, powinien w pierwszej kolejności zgłosić to pracodawcy. Jeśli to nie pomoże, pracownik może złożyć skargę np. do właściwego dla miejsca zamieszkania oddziału PIP.

Zgodnie z przepisami, pracodawca ma obowiązek organizowania pracy w sposób zmniejszający jej uciążliwość. Dotyczy to także pracy wykonywanej podczas upałów. Przepisy nakładają na pracodawcę obowiązek zapewnienia w pomieszczeniach odpowiedniej temperatury, wymiany powietrza, zabezpieczenia przed wilgocią oraz niekorzystnymi warunkami cieplnymi i nasłonecznieniem, ale nie określają maksymalnej temperatury powietrza, w jakiej praca może być wykonywana w pomieszczeniach. Przepisy mówią jedynie o temperaturze minimalnej – ta nie może być niższa niż 14 stopni Celsjusza.

W odniesieniu do osób pracujących na otwartej powierzchni obowiązek zapewnienia napojów przez pracodawcę pojawia się, gdy temperatura przekracza 25 stopni. Niezależnie od tego, czy praca jest wykonywana w pomieszczeniu, czy na otwartej powierzchni, napoje powinny być dostępne dla pracowników przez całą zmianę roboczą. Nierespektowanie przez pracodawcę tego obowiązku stanowi wykroczenie zagrożone karą grzywny od 1 tys. do 30 tys. złotych.

Zgodnie z przepisami prawa pracy, pracodawca może w upalne dni wprowadzić dodatkowe przerwy albo pozwolić pracownikowi na wcześniejsze wyjście z pracy. Co istotne – nie może to powodować obniżenia wynagrodzenia pracownika.