Ciuchy to nie śmieci

Ciuchy to nie śmieci

Firma odzieżowa Burberry dla „ochrony marki” spaliła niesprzedaną odzież wartą 38 mln dolarów. Przeciętna zachodnia rodzina wyrzuca 30 kg odzieży rocznie. Większość trafia na śmietniska jako odpady, a tylko 15 proc. jest ponownie używane.

Kilka dni temu świat usłyszał o kolejnym skandalu w przemyśle tekstylnym. Wcześniej swoje niesprzedane produkty utylizowały w podobny sposób firmy H&M i Cartier.

W ostatnich piętnastu latach ilość produkowanej na świecie odzieży podwoiła się. Agencje reklamowe pracują nad nakłonieniem konsumentów do wymiany odzieży co najmniej dwa razy w sezonie. Komisja Europejska w przyjętym ostatnio pakiecie odpadowym GOZ określiła, że od 2025 r. wszystkie kraje europejskie będą musiały wprowadzić selektywną zbiórkę tekstyliów.

Produkcja jest jednak tak natężona, że problem stanowi nie tylko używana odzież, ale także niesprzedane kolekcje. W celu „ochrony ekskluzywności” światowe marki nie decydują się przekazać jej potrzebującym, a nawet sprzedać po obniżonej cenie – wolą je spalić.

W kwietniu ubiegłego roku na konferencji zorganizowanej przez Global Fashion Agenda w Kopenhadze przyjęte zostało porozumienie na rzecz mody obiegu zamkniętego. Przez rok przystąpiło do niego jednak tylko 12 proc. marek z całego świata. Inni producenci uważają, że po prostu się im to nie opłaca.

Jak informuje portalkomunalny.pl., przemysł modowy jest odpowiedzialny za ogromny udział w zanieczyszczeniu środowiska. Zajmuje drugie miejsce pod względem wyrządzonych szkód w naturze, zaraz po przemyśle naftowym. Odpowiada m.in. za 10 procent globalnej emisji dwutlenku węgla. Pochłania też gigantyczne ilości wody.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Sprawiedliwość dla ochroniarzy

Sprawiedliwość dla ochroniarzy

Prawie 3 tysiące pracowników ochrony z Doliny Krzemowej 11 sierpnia ratyfikowało swój pierwszy zbiorowy układ pracy. Walczyli o to od pięciu lat. Układ zawarto na okres pięciu lat.

Jak informuje portal ochrona24.info, informacje te zostały ogłoszone w poniedziałek w komunikacie prasowym SEIU United Service Workers West, związku zawodowego reprezentującego ponad 40 tysięcy pracowników obsługi nieruchomości w całej Kalifornii. W ramach zawartego z Securitas, Allied Universal, G4S i Cypress Security porozumienia wynegocjowano m.in. podwyżki wynagrodzeń o 1,20 dolara za godzinę, poprawę świadczeń opieki zdrowotnej oraz płatne urlopy.

Większość pracowników ochrony z Doliny Krzemowej nie jest zatrudnionych bezpośrednio przez firmy takie jak Facebook. Jedynie Apple zatrudnia własnych pracowników ochrony. Pozostałe spółki polegają na usługach świadczonych przez agencje ochrony.
Mediana wynagrodzeń pracowników Doliny Krzemowej waha się od 197 tysięcy do 240 tysięcy dolarów rocznie. SEIU zauważa jednak, że wynagrodzenia pracowników usługowych, a w szczególności ochroniarzy są znacznie niższe – około 25 tysięcy do 30 tysięcy dolarów rocznie.

SEIU podkreśla, że większość ochroniarzy pracujących w Dolinie Krzemowej żyje na skraju ubóstwa. Mają problemy z opłaceniem rachunków, a w konsekwencji są osobami bezdomnymi, mieszkającymi w swoich samochodach. Ponadto spora część pracowników ochrony, aby przetrwać w jednym z najdroższych miejsc do życia w Stanach Zjednoczonych, korzysta z darmowych stołówek dostępnych na kampusach technologicznych gigantów.

Zabrakło bata na banki

Zabrakło bata na banki

Najwyższa Izba Kontroli zbadała sytuację ochrony konsumentów, którzy brali kredyty obarczone ryzykiem walutowym w latach 2005-2013. Według jej oceny instytucje odpowiedzialne za ochronę kredytobiorców nie zapewniły im właściwego egzekwowania ich praw oraz zbyt późno przeciwdziałały nieuczciwym praktykom banków.

W latach 2005-2010 banki masowo udzielały kredytów mieszkaniowych indeksowanych do walut obcych i denominowanych w walutach obcych. Były one popularne, bo znacznie niżej oprocentowane od kredytów w złotówkach. Zawarto blisko milion umów kredytów objętych ryzykiem walutowym. Ich wartość w szczytowym okresie (w 2011 r.) sięgnęła niemal 200 mld zł.

Według NIK, przy udzielaniu kredytów miały miejsce niewłaściwe praktyki banków, w tym zawieranie w umowach kredytowych niedozwolonych postanowień umownych, pozwalających na jednostronne kształtowanie przez banki, na niejasnych zasadach, wysokości oprocentowania lub kursów, po jakich przeliczane były udzielane kredyty lub spłacane raty. Klauzulami abuzywnymi były także postanowienia przewidujące obowiązkowe ubezpieczenie niskiego wkładu własnego kredytobiorcy, na warunkach które nie były znane kredytobiorcy w momencie zawierania umowy kredytu. Stwierdził to w wyrokach Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Żaden z organów państwowych dotychczas nie ustalił jednak miarodajnie skali tych praktyk. Przy sprawnie działającym systemie ochrony konsumentów praktyki te powinny zostać szybko wyeliminowane.

Celem kontroli było uzyskanie odpowiedzi na pytanie, czy państwo skutecznie chroniło konsumentów przed nieuczciwymi praktykami banków udzielających kredytów objętych ryzykiem walutowym.

Najwyższa Izba Kontroli oceniła negatywnie skuteczność systemu ochrony konsumentów wobec problemu kredytów objętych ryzykiem walutowym w latach, na które przypadła zasadnicza aktywność banków w udzielaniu tych kredytów, tj. 2005-2013. Skontrolowane podmioty administracji publicznej nie zapewniły właściwego egzekwowania praw kredytobiorców oraz zbyt późno lub w niewystarczającym stopniu przeciwdziałały zagrożeniom, wynikającym z charakteru tych kredytów oraz z nieuczciwych praktyk banków. Słabość systemu ochrony konsumentów była jednym z czynników, który umożliwił wzrost wolumenu kredytów do skali, przy której obecnie wyeliminowanie ryzyk z nimi związanych wiązałoby się z poniesieniem znaczących kosztów przez banki lub zadłużonych obywateli.

Zdaniem NIK, przyczyną nieskuteczności systemu był brak lub niska aktywność organów administracji publicznej zobowiązanych do ochrony konsumentów, niewyposażenie ich w skuteczne narzędzia działania oraz konstrukcja modelu ochrony, wymagająca wchodzenia na długotrwałą ścieżkę sądową w celu stwierdzenia występowania klauzul niedozwolonych. W efekcie, nawet jeśli zostały zidentyfikowane niewłaściwe praktyki banków, to ich eliminowanie było procesem długotrwałym.

W kwietniu 2016 r. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów uzyskał nowe uprawnienia, pozwalające na bardziej efektywną niż dotychczas ochronę konsumentów, z wykorzystaniem ścieżki administracyjnej zamiast sądowej. Wzrosła wówczas aktywność UOKiK w zakresie weryfikacji prawidłowości praktyk stosowanych przez banki i wspierania kredytobiorców w sporach z bankami.

Groźnie w Biedronce

Groźnie w Biedronce

Sklepy tej sieci dyskontów są tak zastawione towarem, że brak tam dostępu do wyjść ewakuacyjnych i gaśnic. Internauci z całego kraju dzielą się zdjęciami wnętrz sklepów Biedronka, z których w przypadku pożaru bardzo trudno będzie się wydostać. Sieć, zamiast rozwiązać problem, wprowadziła zakaz fotografowania wewnątrz sklepów.

Jak pisze portal wyborcza.biz, choć straż pożarna zapowiedziała kontrole sklepów, w dyskontach i marketach niemal wszystko zostało po staremu: towar uniemożliwia lub przynajmniej utrudnia dostęp do wyjść ewakuacyjnych, a także gaśnic, hydrantów z wężami, włączników alarmowych lub oddymiania.

Straż Pożarna zapowiada reakcję: „Otrzymane zdjęcia zostały przesłane do prezesa Jeronimo Martins Polska. Są one potwierdzeniem skali problemu. W swoim wystąpieniu Komendant Główny PSP gen. brygadier Leszek Suski wezwał właściciela sieci do zapewnienia zarówno klientom, jak i pracownikom możliwości ewakuacji w razie pożaru, poprzez podjęcie skutecznych działań zapewniających w sposób ciągły wymaganego prawem stanu bezpieczeństwa pożarowego w sklepach sieci Biedronka. Wskazał przy tym na skutki prawne dalszych zaniechań, nie wykluczając potrzeby wydawania decyzji zakazujących dalszej eksploatacji obiektów w przypadku ewentualnego stwierdzenia występowania zagrożenia życia ludzi lub bezpośredniego niebezpieczeństwa powstania pożaru” – napisał do „Wyborczej” starszy brygadier Paweł Frątczak, rzecznik prasowy komendanta głównego PSP.

Biedronka twierdzi, że zakaz fotografowania nie ma nic wspólnego z problemem i że wprowadziła go, by chronić prywatność klientów.