Rozczarowani pracą

Rozczarowani pracą

Prawie co siódmy Polak – czyli aż dwa miliony z nas – uważa, że jego praca jest społecznie niepotrzebna.

Ale to nie tylko nasz lokalny problem. Jak pisze „Rzeczpospolita”, z danych z 37 krajów wynika, że średnio 8 proc. pracujących uważa, że to, co robią, jest nieprzydatne społeczeństwu. W naszym kraju ten odsetek wynosi aż 14 proc. i jest najwyższy z uwzględnionych w badaniu.

W czołówce są jeszcze m.in. Japonia, Izrael i Indie. Najczęściej sens własnej pracy dostrzegają w Meksyku, na Słowacji i w Szwajcarii.

Badania przeprowadzono w 2015 r., ale dopiero w tym roku zostały zinterpretowane przez holenderskich naukowców. Polacy stanowczo prowadzą w stawce narodów, które uważają, że ich praca jest nieprzydatna i jałowa.

To jednak nie jest wina Polaków, lecz samej mało rozwijającej pracy. Poczytajcie więcej: https://nowyobywatel.pl/2013/09/23/fenomen-gowno-wartych-prac/

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pracownik socjalny też człowiek

Pracownik socjalny też człowiek

Tylko krok dzieli nas od ogólnopolskiego protestu pracowników pomocy społecznej. W Warszawie największe organizacje zrzeszające praktyków pomocy społecznej zawarły porozumienie i ustaliły harmonogram działań protestacyjnych, które mają być prowadzone aż do skutku.

W skład Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjnego weszły organizacje związkowe: Polska Federacja Związkowa Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej (PFZPSiPS), Związek Zawodowy Pracowników Socjalnych z Łodzi (ZZPS), NSZZ „Solidarność” (KZ Sopot – Region Gdański) oraz Ogólnopolskie Stowarzyszenie Asystentów Rodziny (OSAR).
Pracownicy socjalni domagają się, by władze podjęły z nimi dialog na temat ich postulatów. Dotyczą one konkretnych zmian prawnych w ustawie na temat wykonywania zawodu, usprawnienia systemu świadczeń rodzinnych i alimentacyjnych oraz zmian w uprawnieniach asystentów rodziny. Wszystkie te zmiany mają służyć ułatwieniom we wspieraniu obywateli i rodzin.

W piśmie do minister Rafalskiej wykonujący te zawody zwracają uwagę na niewielki prestiż zawodowy, wypalenie i niskie uposażenia.

Baba do garów, chłop do roboty?

Baba do garów, chłop do roboty?

Z badania IRCenter wynika, że, pomimo aktywności zawodowej kobiet, nadal ogromna większość obowiązków domowych spoczywa na ich barkach.

W polskich rodzinach to kobiety gotują, sprzątają, załatwiają sprawy urzędowe oraz piorą, mężczyźni natomiast odwożą i odbierają dzieci z placówek edukacyjnych oraz chodzą do pracy najemnej poza domem.

Jak donosi portal pulshr.pl, w corocznym indeksie równouprawnienia kobiet i mężczyzn, publikowanym przez magazyn „The Economist”, Polska zajmuje wysokie 4. miejsce z 71 pkt na 100 możliwych do zdobycia. Okazuje się jednak, że rosnąca pozycja pań na ryku pracy nie idzie w parze z dążeniem do równego i sprawiedliwego podziału obowiązków domowych. Badanie przeprowadzone przez IRCenter na zlecenie firmy Tchibo, pokazuje, że większość tego rodzaju zadań wciąż spoczywa na barkach kobiety – spośród 24 obowiązków, o które zapytano, aż 19 w dużej mierze pozostaje po stronie pań.

90 proc. uczestniczek badania stwierdziło, że do ich obowiązków należy pranie i przygotowywanie posiłków dla pozostałych domowników. Ponad 60 proc. pań domu zajmuje się kontaktem z urzędami i załatwianiem spraw formalnych, takich jak płacenie rachunków. Do kobiet należy również opieka nad dziećmi: 83 proc. mam zajmuje się maluchami, gdy są chore, 73 proc. dba o codzienną toaletę dzieci, 69 proc. szykuje je do snu, a rano wyprawia do szkoły. Chodzą one także na szkolne wywiadówki.

Badanie zostało przeprowadzone na grupie 1002 kobiet w wieku 21–45 lat, których dzieci nie ukończyły jeszcze 18 roku życia.

Ginekolog za horyzontem

Ginekolog za horyzontem

Według raportu NIK mieszkające na wsi kobiety mają utrudniony dostęp do świadczeń ginekologiczno-położniczych finansowanych ze środków publicznych. W wielu gminach wiejskich w ogóle nie ma poradni ginekologicznych.

Najwyższa Izba Kontroli analizowała dane NFZ na koniec 2016 r. Obraz, który ukazują, jest alarmujący – w kontrolowanych województwach (zbadano sytuację w ośmiu z szesnastu) mieszkankom wsi  nie zapewniono równego dostępu do ambulatoryjnych świadczeń ginekologiczno-położniczych finansowanych ze środków publicznych. Poradnie zlokalizowane w gminach wiejskich stanowiły nieznaczny odsetek ogółu takich poradni, chociaż mieszka tam ok. 40 proc. kobiet i noworodków. W konsekwencji w województwach podlaskim i lubelskim na jedną poradnię ginekologiczną na wsi przypadało nawet 27 tys. kobiet, które w skrajnych przypadkach do poradni miały 50 km.

NIK zauważa, że uzupełnieniem dostępności do świadczeń ginekologiczno-położniczych mogą być gabinety położnych, które prowadzą działalność w ramach podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). Jednak w województwie podlaskim, będącym województwem z najmniejszą liczbą poradni położniczo-ginekologicznych w gminach wiejskich, żaden podmiot leczniczy nie podpisał z NFZ (do końca 2017 r.) umowy na opiekę położnej nad kobietą ciężarną. Powodem jest wysokość stawki proponowanej przez NFZ, która nie pokrywa kosztów wykonania niezbędnych świadczeń.

W województwach  o małej liczbie poradni wiejskich w 2016 roku odnotowano największy wskaźnik zgonów okołoporodowych – 33,64/100 tys. urodzeń w woj. opolskim i 23,28/100 tys. urodzeń w woj. podlaskim. Zdecydowanie lepiej w tym zakresie przedstawiała się sytuacja w województwach o większej liczbie poradni.

Ustalenia kontroli wskazują także, że standardy opieki okołoporodowej nie były w pełni przestrzegane przez personel medyczny skontrolowanych podmiotów leczniczych. Jedynie 22 pacjentkom (z 1132), których dokumentacja medyczna została przez NIK przeanalizowana, wykonano i udokumentowano wykonanie wszystkich 42 świadczeń zdrowotnych zalecanych standardami opieki okołoporodowej.

W 19 poradniach (70,4 proc. skontrolowanych) żadnej pacjentce w ciąży nie wykonano kompletu tych podstawowych świadczeń, a w trzech kolejnych brak było dowodów potwierdzających ich wykonanie.