Mały dla małych

Mały dla małych

Od 1 stycznia 2019 r. ma wejść w życie obniżona składka ZUS. Będą ją płacić przedsiębiorcy, których miesięczny przychód nie przekroczy dwuipółkrotności minimalnego wynagrodzenia.

Obecnie, bez względu na kwotę przychodu, każda osoba prowadząca firmę płaci identyczny ZUS – 1232,16 zł. Musi to robić, nawet jeśli w danym miesiącu nie osiągnęła żadnych przychodów lub składka je przekracza. Przedsiębiorca, którego miesięczne przychody wynoszą tyle, ile minimalne wynagrodzenie, obecnie odprowadza co miesiąc do ZUS – 1232,16 zł., czyli ponad połowę swojego przychodu. Po zmianach składka ZUS wyniosłaby niecałe 660 zł.

Zgodnie z szacunkami korzyści dla małych firm i gospodarstw domowych wyniosą 1,5 mld zł rocznie. Minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz mówi także, że obniżenie składki będzie sprzyjało ograniczeniu szarej strefy i utrzymaniu się na rynku firm w mniejszych miejscowościach, gdzie nadal jest stosunkowo wysokie bezrobocie.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Emerytura za rodzicielstwo

Emerytura za rodzicielstwo

W końcu gotowy jest projekt ustawy o emeryturach dla kobiet i mężczyzn, którzy wychowali co najmniej czworo dzieci, a nie mają praw do tego świadczenia lub otrzymują kwotę niższą niż emerytura minimalna.

Świadczenie zwane jest „matczynym”, ponieważ z zasady mają ubiegać się o nie kobiety, które wychowały czworo lub więcej dzieci (własnych, współmałżonka lub przysposobionych) i przekroczyły sześćdziesiąty rok życia. Co z mężczyznami? Oni także mogą je otrzymać, ale tylko wtedy, gdy mają ukończone 65 lat, a matka dzieci nie żyje lub porzuciła rodzinę.

Projekt ustawy o Rodzicielskim świadczeniu uzupełniającym, autorstwa Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w poniedziałek ukazał się na stronie Rządowego Centrum Legislacji. Świadczenie otrzymają osoby, które w trakcie jego pobierania mieszkają w Polsce i nie mają dochodu zapewniającego niezbędne środki utrzymania.

Świadczenia nie otrzyma osoba, „którą sąd pozbawił władzy rodzicielskiej, lub której sąd ograniczył władzę rodzicielską przez umieszczenie dziecka w pieczy zastępczej oraz w przypadku długotrwałego zaprzestania wychowania małoletnich dzieci, np. ze względu na długotrwałe odbywanie kary pozbawienia wolności, uniemożliwiające sprawowanie opieki nad dziećmi” – wskazuje resort w uzasadnieniu do projektu ustawy.

Matczynej emerytury nie dostanie także osoba, która po przyznaniu świadczenia zostanie tymczasowo aresztowana lub odbywa karę pozbawienia wolności, albo przebywa w całodobowych placówkach odwykowych dla osób uzależnionych. W razie zmiany sytuacji materialnej stanowiącej podstawę przyznania świadczenia, wyjazdu z Polski lub odbywania kary pozbawienia wolności świadczenie zostanie wstrzymane. Emerytura pobrana bezpodstawnie będzie podlegać zwrotowi.

Praca w drodze to też praca

Praca w drodze to też praca

Badania przeprowadzone przez Uniwersytet Zachodniej Anglii wykazały, że 54 proc. pracowników, którzy dojeżdżają do pracy koleją, podczas podróży czyta i pisze służbowe maile, mimo że ich czas pracy jeszcze się nie zaczął. Według badaczy ten czas powinien być wliczany do ogólnego czasu pracy.

Jak pisze portal money.pl, nim uczelnia sformułowała takie wnioski, przebadała ponad pięć tysięcy pracowników i ich przyzwyczajenia. Wniosek badaczy jest prosty – skoro ludzie i tak wykonują zawodowe obowiązki w czasie dojazdów, to powinny być one wliczane do czasu pracy. Naukowcy z Bristolu podkreślili też, że w czasach smartfonów i szybkiego internetu bezprzewodowego, granica pomiędzy pracą a czasem wolnym bardzo się zamazuje. „Dzisiaj musimy od nowa odpowiedzieć sobie na pytanie, co tak naprawdę stanowi praca i jak ją powinno się liczyć. To ogromne wyzwanie naszych czasów” – tak w telewizji BBC komentowała wyniki badań dr Juliet Jain z Uniwersytetu Zachodniej Anglii.

Brytyjska organizacja biznesmenów Institute of Directors próbuje storpedować pomysł, sugerując, że doprowadziłby on do „niższej produktywności”.

Biedronka nie odpuszcza

Biedronka nie odpuszcza

„Solidarność” z sieci sklepów Biedronka weszła w spór zbiorowy z pracodawcą. Związkowcy domagają się skrócenia godzin pracy w soboty oraz zwiększenia zatrudnienia.

Jak pisze interia.pl, godziny pracy w soboty zostały wydłużone do 23:00 ze względu na zakaz handlu w niedziele. Jednak o tej porze mało kto robi zakupy, utarg jest niewielki, a w dodatku w sklepach pojawiają się osoby pod wpływem alkoholu i innych używek. Nie raz pracownicy wzywali policję. Sieć wydłużyła godziny pracy, ale nie zapewniła pracownikom odpowiedniej ochrony.

Po zakończeniu pracy o jedenastej wieczorem sprzedawcy nie idą od razu do domu, lecz sprzątają i podliczają stan kas – w rezultacie są wolni około północy. Związkowcy domagają się zwiększenia zatrudnienia w sklepach. Argumentują, że pracownicy sieci skarżą się, że są obarczani pracą ponad siły. „Poziom zatrudnienia w poszczególnych sklepach jest taki sam lub mniejszy niż np. 10 lat temu. Tymczasem w tym okresie znacząco wzrósł asortyment. Nie trzeba pracować w Biedronce, żeby zobaczyć, że pracowników jest za mało. Klienci też widzą, jak pracownicy biegają po sklepie, wykładają towar, wypiekają pieczywo, a w międzyczasie obsługują klientów na kasie, gdy zrobi się kolejka” – mówi szef związku w Biedronce Piotr Adamczak.

„Solidarność” domaga się również wprowadzenia regulaminu wynagradzania, nowego regulaminu pracy oraz zmiany systemu premiowego, który w ocenie związkowców jest niesprawiedliwy. „Premie w naszej sieci są oparte na sprecyzowanych kryteriach, a jednocześnie mają charakter uznaniowy, więc koniec końców to, czy pracownik dostanie premię, czy nie, zależy od arbitralnej decyzji przełożonych. W praktyce wygląda to tak, że z jednej strony Biedronka chwali się w mediach podwyżkami wynagrodzeń, a z drugiej pozbawia pracowników premii” – wskazał Adamczak.