Sen jest najważniejszy

Sen jest najważniejszy

Według badań naukowców z Michigan State University osoby z niedoborami snu popełniają w pracy więcej błędów.

Badacze zaprosili do laboratorium 234 ochotników, którzy musieli wykonywać poszczególne zadania według ściśle określonej procedury. Mieli zapamiętać wykonywane czynności w określonej sekwencji i być w stanie je wypełniać zgodnie z harmonogramem nawet, gdy ktoś im nagle przerwie.

Jak pisze pulshr.pl, eksperyment polegał na tym, że uczestnicy przebywali w laboratorium dwie godziny późnym wieczorem, potem zaś część musiała w nim zostać (i obyć się bez snu), a część wysłano do domu, by się przespali.

Kolejnego dnia aż 15 proc. osób, które nie spały poprzedniej nocy (choć nie musiały w godzinach nocnych pracować), zawiodło w pracy. Popełniały więcej błędów, robiły przerwy w wykonywaniu zadań. Z grupy, która spała nocą, zachowywało się tak tylko 1 proc. badanych.

Zdaniem specjalistów konsekwencje wynikające z niedoboru snu mogą być przerażające. „Jeśli spojrzeć na błędy i wypadki związane z procedurami medycznymi, transportem publicznym czy obsługą elektrowni jądrowych, można uznać, że niedobór snu jest jedną z głównych przyczyn ludzkich pomyłek”– stwierdza prof. Fenn z uniwersytetu. „Funkcjonowanie z ograniczoną wydolnością poznawczą pociąga za sobą daleko idące skutki. Studenci zawalający noc na naukę mogą nie zapamiętać informacji na egzamin. Jednak co gorsze, osoby pracujące na odpowiedzialnych stanowiskach mogą z powodu niedoboru snu narażać na niebezpieczeństwo siebie i innych członków społeczeństwa. Tego po prostu nie można zignorować” – podsumowuje badaczka.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pół na pół, ale nierówno

Pół na pół, ale nierówno

Według najnowszego opracowania GUS udział polskich kobiet w liczbie zatrudnionych wynosi 49 proc.

Główny Urząd Statystyczny po raz kolejny publikuje opracowanie syntetycznie opisujące sytuację kobiet i mężczyzn na rynku pracy. Dane prezentowane publikacji zostały zaczerpnięte przede wszystkim z reprezentacyjnego Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL, dane pochodzą z IV kwartału każdego roku), obejmującego osoby w wieku 15 lat i więcej, a także z rejestrów bezrobotnych prowadzonych w urzędach pracy oraz z badania struktury wynagrodzeń według zawodów.

Jeśli brać pod uwagę aktywność zawodową, to odsetek aktywności kobiet jest nadal niższy aż o 17 punktów procentowych od odsetka aktywności zawodowej mężczyzn.

Między 2011 a 2017 rokiem liczba bezrobotnych kobiet spadła o połowę.

Według badania, średnio wynagrodzenie kobiet jest niższe od wynagrodzenia mężczyzn o 17 proc., przy czym największa dysproporcja występuje w sektorze „przedstawiciele władz publicznych, wyżsi urzędnicy i kierownicy”, gdzie wynosi ona aż 26 proc. Im niższe i mniej wyspecjalizowane stanowisko, tym mniejsza rozbieżność, ale nawet na stanowiskach sprzedażowych i w pracy w usługach kobiety zarabiają mniej od mężczyzn.

Związkowcy biorą Ikeę za cel

Związkowcy biorą Ikeę za cel

UNI Global Union oskarża sieć Ikea o prowadzenie w kilku krajach kampanii antyzwiązkowej.

Jak pisze portal pulshr.pl, chodzi o Stany Zjednoczone, Irlandię i Portugalię. To właśnie tam sieć ma prowadzić działania antyzwiązkowe, m.in. utrudniając pracownikom zrzeszanie się i samoorganizację. Według Christy Hoffman, przewodniczącej UNI Global, Ikea „wie, jak prowadzić biznes, ale nie przestrzega zasad”. „Najwyższe kierownictwo firmy wielokrotnie ignorowało uwagi, które pracownicy i związki zawodowe zgłaszały w sprawie łamania praw pracowniczych w sklepach sieci na całym świecie”– dodaje Hoffman.

Skargi pracowników dotyczą warunków pracy, polityki zwolnień lekarskich i domniemanych przypadków molestowania seksualnego w tych trzech krajach.UNI twierdzi również, że Ikea zastraszała pracowników, aby uniemożliwić im zrzeszanie się w związkach zawodowych i niewłaściwe interpretowała przynależność do tego typu struktur.
Jedna ze skarg dotyczy uniemożliwienia pracownikom sklepu Ikea w Dublinie założenia związku zawodowego.

(Zdjęcie pochodzi z serwisu pixabay.com)

Ostatnie grosze idą do komornika

Ostatnie grosze idą do komornika

Kwota wolna od zajęcia przez komornika w praktyce często bywa zajmowana, ponieważ banki przerzuciły na dłużnika konieczność informowania komornika, z jakiej puli pochodzą wpływające na konto bankowe środki.

Okazuje się, że ochrona prawna dłużników jest dziurawa. Kwotę wolną od zajęcia – jedną czwartą świadczenia ZUS (emerytury lub renty) lub taką sumę z konta bankowego, by pozostało na nim 1540 zł miesięcznie, czyli kwota równa najniższemu wynagrodzeniu – komornik może także bez problemu zająć. Mimo obowiązującej ochrony dłużnika, która zakłada, że ma on egzekucję komorniczą przeżyć i nie może zostać pozbawiony środków do życia, pieniądze z kont znikają. Dlaczego? Jak pisze portal wyborcza.biz, banki nie informują komorników, z jakiej puli pochodzą środki zdeponowane na koncie. W efekcie komornik nie wie, że są wśród nich takie, których ruszyć nie może.

Podobna sytuacja miała miejsce, gdy w 2016 roku wprowadzono świadczenie wychowawcze 500 plus. Od razu zajmowali je komornicy. Dlaczego? Bo zgodnie z przepisami, kiedy wpływały na konto dłużnika, przestawały być chronionymi świadczeniami, a stawały się zwykłymi oszczędnościami, które komornik może zabrać. Wygląda na to, że ten mechanizm dotyczy także kwot wolnych od zajęć.

Do tego ustawodawca zrzucił na dłużnika obowiązek informowania komornika o tym, że na określony rachunek wpływa emerytura czy renta, i komornik traktuje tę kwotę jako zwykłe wpływy dłużnika. W przypadku 500 plus dopiero zmiana przepisów oraz stworzenie przez banki tzw. kont socjalnych spowodowały, że świadczenie rzeczywiście zaczęło być chronione przed zajęciem. Dziś komornik nie może zabrać: alimentów, wszelkich świadczeń z pomocy społecznej, zasiłków i oczywiście 500 plus. Może jednak emeryturę i rentę.