Na starość z długami

Na starość z długami

Polscy seniorzy popadają w długi. Główna przyczyna to brak środków na leczenie.

Jak informuje portal salon24.pl, niespłacone kredyty i nieopłacone rachunki starszych Polaków zamykają się już w kwocie 7,3 mld złotych. Dlaczego biorą pożyczki? Bo nie stać ich na wykup lekarstw w aptece i na rosnące koszty leczenia.

Według informacji Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor (BIG InfoMonitor) i Biura Informacji Kredytowej (BIK) w ich bazach znajduje się ponad 345 tys. osób, które ukończyły 64 lata i zalegają ze spłatą kredytów i pożyczek, a także nie zapłaciły na czas bieżących rachunków. W pierwszym kwartale 2018 r. liczba ta wzrosła o 3,5 proc.

Co osiemnasty senior nie reguluje płatności na czas, a średnie zadłużenie osoby po 64. roku życia to 21 tys. zł.

Główną przyczyną zadłużania się seniorów są wydatki na leczenie. Badanie wykonane na zlecenie BIG InfoMonitor przez ARC Rynek i Opinia 66 proc. ankietowanych seniorów wykazało, że pieniądze z kredytu/pożyczki wydało na leki, a 34 proc. – na prywatne leczenie i rehabilitację. Na podróże i utrzymanie samochodu pożyczyło pieniądze 9 proc. ankietowanych. Seniorzy są też skłonni częściej się zadłużyć, aby pomóc rodzinie (14 proc. badanych), niż aby sfinansować własne przyjemności.

[Zdjęcie z serwisu pexels.com, autor: rawpixel.com]

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Senior – piąte koło u wozu?

Senior – piąte koło u wozu?

Najwyższa Izba Kontroli przedstawiła wnioski z badania poziomu opieki, jaką samorządy sprawują nad seniorami na swoim terenie.

Raport na temat usług opiekuńczych świadczonych osobom starszym w miejscu zamieszkania przedstawił w poniedziałek (1 października br.) podczas posiedzenia komisji polityki senioralnej Jacek Szczerbiński. Wynika z niego, że większość skontrolowanych samorządów nie ma rozeznania w potrzebach osób starszych, a część z nich nie potrafiła nawet określić… ilu seniorów żyje na ich terenie.

Usługi opiekuńcze dla osób starszych w miejscu zamieszkania nie są formą powszechnie dostępną i zestandaryzowaną. W 23 skontrolowanych gminach z usług tych korzystało średnio tylko ok. 1,5 proc. osób powyżej 60 roku życia. W skali kraju wsparcie w formie usług opiekuńczych nie zapewniało w tym czasie ponad 19 proc. gmin, pomimo że w ustawie jest zapisane, że jest to świadczenie obligatoryjne.

Szczerbiński zaznaczył, że skontrolowane gminy w większości nie rozpoznawały sytuacji seniorów: „Niepokojem napawa fakt, że większość gmin, w których przeprowadzaliśmy kontrolę, nie posiadała podstawowego rozeznania w sytuacji i potrzebach starszej części swoich mieszkańców. Truizmem jest stwierdzenie, że aby zaplanować wydatki na poziomie gminnym, trzeba przynajmniej wiedzieć, ilu seniorów potrzebujących seniorów ma się na swoim terenie” – mówił.

Badania ankietowe wśród osób starszych wykazały jeszcze jedno niepokojące zjawisko. Seniorzy skarżyli się, że mocno odczuwają swoje osamotnienie i brak częstszych kontaktów interpersonalnych. „Otrzymywane wsparcie koncentrowało się na czynnościach niekoniecznie pozwalających na tworzenie relacji i przezwyciężenie, lub chociaż osłabienie, tak dotkliwej i często spotykanej samotności” – podkreślił Szczerbiński.

Ponadto, jak podaje PAP za raportem NIK, w 2017 r. wiele osób starszych zrezygnowało z opieki w miejscu zamieszkania, co mogło być spowodowane wzrostem opłat. W czterech skontrolowanych ośrodkach (Chorzowie, Wołominie, warszawskiej dzielnicy Śródmieście i Bielsku-Białej) liczba rezygnacji z przyznanych usług w I półroczu 2017 r. osiągnęła poziom zbliżony do całego 2015 r. i 2016 r. Nie wszyscy seniorzy całkowicie zrezygnowali z usług, część z nich zmniejszyła ich zakres i liczbę godzin. W 2017 r. praktycznie we wszystkich skontrolowanych OPS, przeciętna liczba godzin w przeliczeniu na jedną osobę była niemal dwukrotnie niższa, niż w latach poprzednich. I o ile w 2014 r. każdemu seniorowi poświęcano ok. siedem godzin tygodniowo, to w 2017 r. czas ten skurczył się do nieco ponad trzech godzin.

[Zdjęcie: Matthias Zomer, pexels.com]

Kolej wraca na Dolny Śląsk na dobre

Kolej wraca na Dolny Śląsk na dobre

Zarząd województwa dolnośląskiego wystąpił z propozycją przejęcia od Polskich Kolei Państwowych 22 odcinków linii kolejowych na swoim terenie.

400 km tras kolejowych na Dolnym Śląsku niszczeje, jak donosi PAP. Marszałek województwa dolnośląskiego Cezary Przybylski poinformował w czwartek na konferencji prasowej, że zarząd województwa wystąpił do rządu z prośbą o przekazanie mu 22 nieużywanych odcinków linii kolejowych. Jak mówił, samorząd województwa chciałby przywrócić na tych liniach pociągi pasażerskie oraz towarowe.

Radny sejmiku Patryk Wild przypomniał, że 10 lat temu samorząd województwa przejął od państwa dwie linie kolejowe: Wrocław-Zakrzów-Trzebnica i Szklarska Poręba Górna-granica państwa, o łącznej długości 40 km. „Doświadczenia są wyłącznie dobre, dajemy sobie rade z zarządzaniem, stan techniczny tych linii też jest dobry. Przyszedł czas na kolejny krok – rozszerzenie dziesięciokrotnie linii kolejowych, którymi chce zarządzać samorząd województwa” – mówił.

400 km torów, które chce przejąć i wyremontować samorząd obsługuje 227 tys. Dolnoślązaków w 17 miastach, które w innym przypadku nie będą miały dostępu do kolei, a kiedyś ten dostęp miały.

Sen jest najważniejszy

Sen jest najważniejszy

Według badań naukowców z Michigan State University osoby z niedoborami snu popełniają w pracy więcej błędów.

Badacze zaprosili do laboratorium 234 ochotników, którzy musieli wykonywać poszczególne zadania według ściśle określonej procedury. Mieli zapamiętać wykonywane czynności w określonej sekwencji i być w stanie je wypełniać zgodnie z harmonogramem nawet, gdy ktoś im nagle przerwie.

Jak pisze pulshr.pl, eksperyment polegał na tym, że uczestnicy przebywali w laboratorium dwie godziny późnym wieczorem, potem zaś część musiała w nim zostać (i obyć się bez snu), a część wysłano do domu, by się przespali.

Kolejnego dnia aż 15 proc. osób, które nie spały poprzedniej nocy (choć nie musiały w godzinach nocnych pracować), zawiodło w pracy. Popełniały więcej błędów, robiły przerwy w wykonywaniu zadań. Z grupy, która spała nocą, zachowywało się tak tylko 1 proc. badanych.

Zdaniem specjalistów konsekwencje wynikające z niedoboru snu mogą być przerażające. „Jeśli spojrzeć na błędy i wypadki związane z procedurami medycznymi, transportem publicznym czy obsługą elektrowni jądrowych, można uznać, że niedobór snu jest jedną z głównych przyczyn ludzkich pomyłek”– stwierdza prof. Fenn z uniwersytetu. „Funkcjonowanie z ograniczoną wydolnością poznawczą pociąga za sobą daleko idące skutki. Studenci zawalający noc na naukę mogą nie zapamiętać informacji na egzamin. Jednak co gorsze, osoby pracujące na odpowiedzialnych stanowiskach mogą z powodu niedoboru snu narażać na niebezpieczeństwo siebie i innych członków społeczeństwa. Tego po prostu nie można zignorować” – podsumowuje badaczka.