Pyrrusowe zwycięstwo?

Pyrrusowe zwycięstwo?

Spółka Amazon Fulfillment Poland po negocjacjach ze związkami zawodowymi zdecydowała się na zawieszenie na cztery miesiące systemu oceniania pracowników.

Do 31 stycznia firma i pracownicy mają wynegocjować nowe zasady funkcjonowania tego systemu. Chodzi o tzw. feedback, czyli ocenę zwrotną pracy zatrudnionych, głównie negatywną, jaką firma dzieliła się z pracownikami. Ocena ta dotyczyła głównie szybkości wykonywania zadań na hali magazynowej.

„Zawieszenie [systemu ocen pracowniczych] uznajemy za przełomowe w walce o poprawę warunków pracy w magazynach Amazon. Dokument, którego wprowadzenie nie było nigdy uzgodnione z organizacjami związkowymi, pozwalał Amazonowi zwalniać pracowników za niewyrabianie założonej normy czy jakości. Od pracownika magazynowego oczekiwano 100 proc. wydajności” – tłumaczy Inicjatywa Pracownicza.

System oceny pracowników zawieszony został do 31 stycznia 2019 r. Jeśli do tego czasu pracodawca nie zdoła osiągnąć porozumienia ze związkowcami w sprawie nowych zasad oceniania pracowników, to termin na negocjacje przedłużony zostanie do 28 lutego.

Drugim elementem porozumienia związkowców z firmą jest ustalenie wysokości bonusu świątecznego. Ostatecznie premia bożonarodzeniowa wyniesie 1,3 tys. zł dla pracowników magazynów pod Poznaniem i Wrocławiem, a 1 tys. zł dla pracowników centrów dystrybucyjnych zlokalizowanych pod Sosnowcem i Szczecinem. Bonus świąteczny otrzymają zarówno pracownicy stali, jak i agencyjni. Jak twierdzi strona związkowa, premie naliczane będą tygodniowo, a warunkiem ich otrzymania będzie wystąpienie maksymalnie jednej nieobecności w okresie od 9 do 29 grudnia br.

OZZ Inicjatywa Pracownicza podkreśla, że ostateczne porozumienie nie jest dla związku satysfakcjonujące pod względem kwoty, jednak zdecydował się zaakceptować je pod warunkiem zawieszenia przez Amazon zapisów dotyczących systemu ocen pracowniczych.

Zdjęcie: pexels.com, autor: ELEVATE

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Na starość z długami

Na starość z długami

Polscy seniorzy popadają w długi. Główna przyczyna to brak środków na leczenie.

Jak informuje portal salon24.pl, niespłacone kredyty i nieopłacone rachunki starszych Polaków zamykają się już w kwocie 7,3 mld złotych. Dlaczego biorą pożyczki? Bo nie stać ich na wykup lekarstw w aptece i na rosnące koszty leczenia.

Według informacji Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor (BIG InfoMonitor) i Biura Informacji Kredytowej (BIK) w ich bazach znajduje się ponad 345 tys. osób, które ukończyły 64 lata i zalegają ze spłatą kredytów i pożyczek, a także nie zapłaciły na czas bieżących rachunków. W pierwszym kwartale 2018 r. liczba ta wzrosła o 3,5 proc.

Co osiemnasty senior nie reguluje płatności na czas, a średnie zadłużenie osoby po 64. roku życia to 21 tys. zł.

Główną przyczyną zadłużania się seniorów są wydatki na leczenie. Badanie wykonane na zlecenie BIG InfoMonitor przez ARC Rynek i Opinia 66 proc. ankietowanych seniorów wykazało, że pieniądze z kredytu/pożyczki wydało na leki, a 34 proc. – na prywatne leczenie i rehabilitację. Na podróże i utrzymanie samochodu pożyczyło pieniądze 9 proc. ankietowanych. Seniorzy są też skłonni częściej się zadłużyć, aby pomóc rodzinie (14 proc. badanych), niż aby sfinansować własne przyjemności.

[Zdjęcie z serwisu pexels.com, autor: rawpixel.com]

Senior – piąte koło u wozu?

Senior – piąte koło u wozu?

Najwyższa Izba Kontroli przedstawiła wnioski z badania poziomu opieki, jaką samorządy sprawują nad seniorami na swoim terenie.

Raport na temat usług opiekuńczych świadczonych osobom starszym w miejscu zamieszkania przedstawił w poniedziałek (1 października br.) podczas posiedzenia komisji polityki senioralnej Jacek Szczerbiński. Wynika z niego, że większość skontrolowanych samorządów nie ma rozeznania w potrzebach osób starszych, a część z nich nie potrafiła nawet określić… ilu seniorów żyje na ich terenie.

Usługi opiekuńcze dla osób starszych w miejscu zamieszkania nie są formą powszechnie dostępną i zestandaryzowaną. W 23 skontrolowanych gminach z usług tych korzystało średnio tylko ok. 1,5 proc. osób powyżej 60 roku życia. W skali kraju wsparcie w formie usług opiekuńczych nie zapewniało w tym czasie ponad 19 proc. gmin, pomimo że w ustawie jest zapisane, że jest to świadczenie obligatoryjne.

Szczerbiński zaznaczył, że skontrolowane gminy w większości nie rozpoznawały sytuacji seniorów: „Niepokojem napawa fakt, że większość gmin, w których przeprowadzaliśmy kontrolę, nie posiadała podstawowego rozeznania w sytuacji i potrzebach starszej części swoich mieszkańców. Truizmem jest stwierdzenie, że aby zaplanować wydatki na poziomie gminnym, trzeba przynajmniej wiedzieć, ilu seniorów potrzebujących seniorów ma się na swoim terenie” – mówił.

Badania ankietowe wśród osób starszych wykazały jeszcze jedno niepokojące zjawisko. Seniorzy skarżyli się, że mocno odczuwają swoje osamotnienie i brak częstszych kontaktów interpersonalnych. „Otrzymywane wsparcie koncentrowało się na czynnościach niekoniecznie pozwalających na tworzenie relacji i przezwyciężenie, lub chociaż osłabienie, tak dotkliwej i często spotykanej samotności” – podkreślił Szczerbiński.

Ponadto, jak podaje PAP za raportem NIK, w 2017 r. wiele osób starszych zrezygnowało z opieki w miejscu zamieszkania, co mogło być spowodowane wzrostem opłat. W czterech skontrolowanych ośrodkach (Chorzowie, Wołominie, warszawskiej dzielnicy Śródmieście i Bielsku-Białej) liczba rezygnacji z przyznanych usług w I półroczu 2017 r. osiągnęła poziom zbliżony do całego 2015 r. i 2016 r. Nie wszyscy seniorzy całkowicie zrezygnowali z usług, część z nich zmniejszyła ich zakres i liczbę godzin. W 2017 r. praktycznie we wszystkich skontrolowanych OPS, przeciętna liczba godzin w przeliczeniu na jedną osobę była niemal dwukrotnie niższa, niż w latach poprzednich. I o ile w 2014 r. każdemu seniorowi poświęcano ok. siedem godzin tygodniowo, to w 2017 r. czas ten skurczył się do nieco ponad trzech godzin.

[Zdjęcie: Matthias Zomer, pexels.com]

Kolej wraca na Dolny Śląsk na dobre

Kolej wraca na Dolny Śląsk na dobre

Zarząd województwa dolnośląskiego wystąpił z propozycją przejęcia od Polskich Kolei Państwowych 22 odcinków linii kolejowych na swoim terenie.

400 km tras kolejowych na Dolnym Śląsku niszczeje, jak donosi PAP. Marszałek województwa dolnośląskiego Cezary Przybylski poinformował w czwartek na konferencji prasowej, że zarząd województwa wystąpił do rządu z prośbą o przekazanie mu 22 nieużywanych odcinków linii kolejowych. Jak mówił, samorząd województwa chciałby przywrócić na tych liniach pociągi pasażerskie oraz towarowe.

Radny sejmiku Patryk Wild przypomniał, że 10 lat temu samorząd województwa przejął od państwa dwie linie kolejowe: Wrocław-Zakrzów-Trzebnica i Szklarska Poręba Górna-granica państwa, o łącznej długości 40 km. „Doświadczenia są wyłącznie dobre, dajemy sobie rade z zarządzaniem, stan techniczny tych linii też jest dobry. Przyszedł czas na kolejny krok – rozszerzenie dziesięciokrotnie linii kolejowych, którymi chce zarządzać samorząd województwa” – mówił.

400 km torów, które chce przejąć i wyremontować samorząd obsługuje 227 tys. Dolnoślązaków w 17 miastach, które w innym przypadku nie będą miały dostępu do kolei, a kiedyś ten dostęp miały.