Pensja nadal tabu

Pensja nadal tabu

W Polsce nadal w dobrym tonie jest nie rozmawiać o wynagrodzeniach. Tymczasem Finowie co roku 1 listopada mogą zajrzeć do zeznań podatkowych innych obywateli.

Jak donosi pulshr.pl, tego dnia przed urzędami skarbowymi tworzą się kolejki. „New York Times” określił ten zwyczaj „dniem zazdrości”, bo to właśnie wtedy Finowie mogą bezkarnie zajrzeć do zeznania swojego szefa czy sąsiada.

„New York Times” zwraca uwagę, że zwyczaj publikowania zeznań podatkowych wyróżnia Finlandię nawet na tle innych skandynawskich państw, słynących z transparentności. Prawie żadna inna narodowość na świecie nie decyduje się na taką otwartość. Jednak, jak przekonują sami Finowie, „Dzień Narodowej Zazdrości” pozwala śledzić nierówności, kontrolować różnice w wynagrodzeniach między najbogatszymi Finami a szeregowymi pracownikami.

W Polsce zarobki są wciąż jedną z największych tajemnic i to zarówno pracodawców, jak i pracowników. Jak wynika z ubiegłorocznych badań MonsterPolska.pl, firmy chętnie dowiedziałaby się, ile płaci konkurencja. Z drugiej strzegą informacji o siatkach płac we własnej firmie.

W jaki sposób pracodawcy starają się utrzymać wysokość wynagrodzeń w tajemnicy? Po pierwsze, bardzo rzadko informują o wynagrodzeniu w ogłoszeniu o pracę. Po drugie, temat płacy często nie pojawia się na pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej. A potem wymagają od pracowników podpisania lojalki o tajemnicy na temat wysokości otrzymywanego wynagrodzenia.

Jednocześnie pracodawcy próbują dowiedzieć się, jakie stawki oferuje konkurencja. Służą temu m.in. analizy raportów płacowych. Chwalenie się wynagrodzeniami jest firmom nie na rękę, gdyż tajemnica płac sprawia, że łatwiej ukryć nierówności płacowe chociażby ze względu na płeć.

[Zdjęcie: rawpixel.com]

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Niebezpieczna robota

Niebezpieczna robota

Według najnowszego raportu GUS w 2017 r. wydarzyło się prawie 90 tysięcy wypadków przy pracy. Zginęło w nich 270 osób.

Jak informuje Główny Urząd Statystyczny, a za nim portal pulshr.pl, 671 osób odniosło ciężkie obrażenia ciała. Najczęściej wypadkom ulegali mężczyźni w wieku 25-34 lata z najkrótszym stażem pracy, ale wypadki śmiertelne zbierały swoje żniwo głównie wśród mężczyzn w wieku 55-64 lata. Poszkodowani w wypadkach przy pracy ze skutkiem śmiertelnym o stażu pracy nieprzekraczającym trzy lata stanowili 57,8 proc. wszystkich osób poszkodowanych w wypadkach śmiertelnych, w tym 40,4 proc. stanowiły osoby ze stażem pracy nieprzekraczającym jeden rok.

W 2017 r. podobnie jak w latach poprzednich, wypadkom najczęściej ulegali mężczyźni, których udział w ogólnej liczbie poszkodowanych pozostał na poziomie z 2016 r. i wyniósł 62,3 proc.

Częstą przyczyną wypadków jest beztroskie podejście pracodawców do kursów BHP, przestarzały sprzęt i brak odpowiedniej odzieży roboczej.

Na czarną godzinę

Na czarną godzinę

Badania wykazały, że przeciętny Polak uznaje sumę 8,2 tys. zł za kwotę oszczędności, która pozwala mu spać spokojnie.

Jak donosi portal pulshr.pl, według badania o nazwie Barometr Providenta 49 proc. Polaków ma oszczędności. To o 9 punktów procentowych więcej, niż wykazało identyczne badanie zeszłoroczne.

„W tym roku Polacy stwierdzili, że kwotą, która daje poczucie bezpieczeństwa i pewności finansowej, jest 8200 zł. Kwota ta sukcesywnie rośnie. Dwa lata temu wskazywano w tym samym badaniu kwotę 3200 zł, rok temu – 5000 zł. Rośnie ona oczywiście w związku ze wzrostem wynagrodzeń. Im więcej zarabiamy, tym więcej możemy sobie pozwolić odłożyć” – mówi Karolina Łuczak, kierownik ds. komunikacji w Provident Polska.

Jednocześnie aż dla 40 proc. badanych stanowi problem zebranie takiej kwoty „na czarną godzinę”, która zapewniłaby im minimalne poczucie bezpieczeństwa socjalnego.

[Zdjęcie: CC0 License]

Uczniowie bez domów

Uczniowie bez domów

115 tysięcy nowojorskich uczniów nie ma stałego dachu nad głową, lecz mieszka w schroniskach dla bezdomnych lub rotacyjnie u różnych krewnych.

Amerykański „New York Times” opisuje sytuację uczniów i studentów z tego miasta – co dziesiąty z nich każdej nocy śpi w innym miejscu niż mieszkanie najbliższej rodziny lub rodziców. To więcej dzieci niż kiedykolwiek odnotowano w rejestrach od czasów, gdy bada się takie kwestie.

Temporary housing (ang.) to schronienie tymczasowe – miejsce, które nie jest pewne i może się okazać, że trzeba będzie je zmieniać nawet kilka razy do roku. Jednak, choć liczba dzieci z problemami mieszkaniowymi rośnie, miasto Nowy Jork nie przeznacza na ich potrzeby żadnych dodatkowych funduszy.

W zeszłym roku w samych tylko nowojorskich schroniskach dla osób bezdomnych mieszkało 38 tysięcy uczniów. Na ponad półtora tysiąca dzieci bez stałego dachu nad głową przypada jeden pracownik socjalny.

[Zdjęcie: CC0 License]