Starsi mają siedzieć w domu?

Starsi mają siedzieć w domu?

Według raportu NIK osoby starsze i niepełnosprawne wciąż mają kłopot z brakiem dostępności przestrzeni publicznej. Nie mogą swobodnie korzystać z muzeów, bibliotek czy ośrodków kultury.

Statystyki pokazują, że wzrasta liczba osób z niepełnosprawnościami oraz w wieku powyżej 60 lat. Dlatego zdaniem Najwyższej Izby Kontroli konieczne jest włączenie do polskiego ustawodawstwa zasady projektowania uniwersalnego. Teraz wygląda to tak, że obowiązujące przepisy są często nieprecyzyjne lub wręcz dopuszczają rozwiązania niezgodne z zasadą dostępności. W konsekwencji obiekty zaprojektowane i wybudowane zgodne z prawem nie zawsze są dostępne dla osób starszych lub z niepełnosprawnościami.

NIK podejmowała temat dostępności dla niepełnosprawnych już kilkakrotnie, np. sprawdzając jakość usług publicznych świadczonych osobom posługującym się językiem migowym (2014), dostępność komunikacji miejskiej (2013-2015), dostępność budynków użyteczności publicznej dla osób z niepełnosprawnościami (2009-2012), czy dostosowanie stron internetowych do potrzeb tych osób (2012-2015). Wspólny wniosek z tych kontroli NIK to – pomimo podejmowanych działań – brak optymalnych rozwiązań, które realnie i na dużą skalę poprawiałyby jakość życia osób niepełnosprawnych w Polsce.

„Chodzi o to, by przestrzeń publiczna była dostępna dla wszystkich. Dzieci, seniorzy, osoby niedowidzące, niedosłyszące, osoby z niepełnosprawnością umysłową czy ruchową powinny móc poruszać się po chodnikach, ulicach, budynkach, a także korzystać z informacji, usług i udogodnień na takich samych zasadach jak osoby pełnosprawne.
NIK zwraca też uwagę, że w bardzo wielu wypadkach usprawnienia dotyczyły głównie osób z niepełnosprawnością ruchową. Pojawiały się pochylnie, podjazdy czy podnośniki. Dużo rzadziej lub praktycznie wcale nie uwzględniano natomiast rozwiązań dla osób z innymi rodzajami niepełnosprawności” – mówi prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski.

Według prognoz GUS, w 2030 r. osoby w wieku powyżej 60 lat będą stanowiły prawie 30 proc. ludności Polski.  Proces starzenia się pociąga za sobą rosnące ryzyko występowania chorób, a w konsekwencji także spadku sprawności. Wraz z wiekiem rośnie liczba osób niepełnosprawnych biologicznie, czyli takich, którym stan zdrowia nie pozwala na wykonywanie różnych czynności. Zjawisko to postępuje po 70 roku życia. Według metodologii Eurostatu, wśród sześćdziesięciolatków ⅓ osób to osoby niepełnosprawne, wśród siedemdziesięciolatków to więcej niż połowa, zaś ponad ¾ osób z grupy 80+ to osoby z niepełnosprawnościami.

Żaden z 94 obiektów w 24 skontrolowanych gminach nie był wolny od barier lub niefunkcjonalnych rozwiązań, które uniemożliwiały osobom niepełnosprawnym swobodne korzystanie z tych obiektów. Co ważne, miejsca te były testowane także przez specjalistów z zakresu dostępności przestrzeni publicznej, w tym osoby z różnymi niepełnosprawnościami. NIK zwróciła uwagę, że już na etapie przygotowania i projektowania części działań i inwestycji brakowało rozwiązań mających poprawić dostępność przestrzeni publicznej. Ponadto w prawie 40 proc. przypadków w 21 gminach dokumentacja projektowa, techniczna czy przetargowa nie uwzględniała rozwiązań dla osób z różnymi niepełnosprawnościami – koncepcje usprawnień dotyczyły głównie osób z niepełnosprawnością ruchową.

[Zdjęcie – Matthias Zomer, pexels.com]

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Droga jest, transportu brak

Droga jest, transportu brak

Szkolny autobus to w wielu gminach jedyny środek transportu. Nie wolno do niego wsiadać dorosłym, ale kierowcy przymykają oko, bo ponad 20 proc. sołectw nie ma obecnie transportu publicznego.

Do komunikacji publicznej mieszkańcy Polski powiatowej mają bardzo kiepski dostęp, tym bardziej że w 2017 r. miała miejsce fala likwidacji połączeń autobusowych i przedsiębiorstw PKS. Jak informuje wyborcza.pl, dla wielu mieszkańców ostatnim ratunkiem są przewozy szkolne. Samorządy mają obowiązek z własnych pieniędzy organizować dowóz dzieci do szkół, jeśli te są odległe o co najmniej 4 km od domów dzieci.

Pozostałym mieszkańcom nie wolno jeździć tymi autobudami. Kierowcy jednak czasem przymykają na to oko i pozwalają wsiadać wszystkim, choć to wbrew przepisom. Zdarza się, że kierowcy nie mają zastępców i na przykład siadają za kierownicą z ręką w gipsie albo zastępuje ich woźny czy wójt. Gminy nie mają też pieniędzy na wymianę starych gimbusów, kupionych przez państwo 20 lat temu. Sprawność pojazdów kwestionowała Najwyższa Izba Kontroli kilka lat temu: 20 proc. z nich nie powinno było w ogóle jeździć.

W obliczu braku możliwości podróżowania pomiędzy wsiami i miasteczkami niektóre gminy rezygnują ze starego systemu i otwierają szkolne przewozy dla wszystkich. Kontrakty nie dotyczą wtedy wyłącznie dowozów do szkół, ale też całodziennych i weekendowych kursów. Przewozy nadal są darmowe dla dzieci i młodzieży, w autobusie jedzie opiekun, ale inni mieszkańcy też się mogą dosiadać. Wychodzi taniej. Bo, w przeciwieństwie do przewozów zamkniętych, nie trzeba płacić 100 proc. kosztów. Dzieci kupują bowiem bilety miesięczne, za które przysługuje ustawowa zniżka (49 proc.), a ta finansowana jest przez samorządy wojewódzkie. Gminy muszą tylko dopłacić resztę. Poza tym w otwartych przewozach przychody generują też pozostali pasażerowie, którzy płacą za bilety. Gmina oszczędza do 40 proc.

Na dłuższą metę jednak niewiele z tego wynika. Polska cały czas czeka na nową ustawę o transporcie publicznym.

Pensja nadal tabu

Pensja nadal tabu

W Polsce nadal w dobrym tonie jest nie rozmawiać o wynagrodzeniach. Tymczasem Finowie co roku 1 listopada mogą zajrzeć do zeznań podatkowych innych obywateli.

Jak donosi pulshr.pl, tego dnia przed urzędami skarbowymi tworzą się kolejki. „New York Times” określił ten zwyczaj „dniem zazdrości”, bo to właśnie wtedy Finowie mogą bezkarnie zajrzeć do zeznania swojego szefa czy sąsiada.

„New York Times” zwraca uwagę, że zwyczaj publikowania zeznań podatkowych wyróżnia Finlandię nawet na tle innych skandynawskich państw, słynących z transparentności. Prawie żadna inna narodowość na świecie nie decyduje się na taką otwartość. Jednak, jak przekonują sami Finowie, „Dzień Narodowej Zazdrości” pozwala śledzić nierówności, kontrolować różnice w wynagrodzeniach między najbogatszymi Finami a szeregowymi pracownikami.

W Polsce zarobki są wciąż jedną z największych tajemnic i to zarówno pracodawców, jak i pracowników. Jak wynika z ubiegłorocznych badań MonsterPolska.pl, firmy chętnie dowiedziałaby się, ile płaci konkurencja. Z drugiej strzegą informacji o siatkach płac we własnej firmie.

W jaki sposób pracodawcy starają się utrzymać wysokość wynagrodzeń w tajemnicy? Po pierwsze, bardzo rzadko informują o wynagrodzeniu w ogłoszeniu o pracę. Po drugie, temat płacy często nie pojawia się na pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej. A potem wymagają od pracowników podpisania lojalki o tajemnicy na temat wysokości otrzymywanego wynagrodzenia.

Jednocześnie pracodawcy próbują dowiedzieć się, jakie stawki oferuje konkurencja. Służą temu m.in. analizy raportów płacowych. Chwalenie się wynagrodzeniami jest firmom nie na rękę, gdyż tajemnica płac sprawia, że łatwiej ukryć nierówności płacowe chociażby ze względu na płeć.

[Zdjęcie: rawpixel.com]

Praca jest szkodliwa?

Praca jest szkodliwa?

Najnowsze badania wskazują, że praca jest piątą najczęstszą przyczyną śmierci mieszkańców USA, czyli jest tak samo szkodliwa, jak bierne palenie.

W artykule dla magazynu „Quartz” Cedar P. Carlton i Jeffrey Pfeffer piszą, że praca to czynnik wywołujący wysoki poziom stresu, którego fizycznym skutkiem jest zmiana składu chemicznego krwi, między innymi groźne dla zdrowia podniesienie poziomu cholesterolu.

Metaanaliza setek badań na temat wpływu środowiska pracy na zdrowie i śmiertelność wykazała, że wiele jej aspektów, takich jak nadgodziny, brak kontroli, niepewność zatrudnienia czy zakłócenie równowagi pomiędzy życiem rodzinnym a zawodowym, jest tak samo szkodliwych dla zdrowia, jak bierne palenie.

Jak relacjonuje portal forsal.pl, negatywny wpływ miejsca zatrudnienia na stan zdrowia jest dobrze udokumentowany. Nie doprowadziło to jednak do podjęcia przez odpowiednie agencje ochrony pracy z krajów wysoko rozwiniętych odpowiednich środków, które miałyby na celu walkę z psychologicznymi spustoszeniami w firmach. Przepisy pracy wpłynęły na znaczne zmniejszenie liczby zgonów spowodowanych wypadkami czy kontaktem z chemikaliami, ale zupełnie nie obejmują specyfiki większości nowoczesnych miejsc pracy.

[Zdjęcie: Gerd Altman, pexels.com]