Weterynarze walczą

Weterynarze walczą

Prawie połowa pracowników Inspekcji Weterynaryjnej podpisała się pod wnioskami o podwyżki adresowanymi do premiera Morawieckiego. Jeśli postulaty nie zostaną spełnione, Polsce może grozić wstrzymanie eksportu mięsa i mleka.

O sprawie informuje portalspozywczy.pl. Jak mówi Sara Meskel, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Inspekcji Weterynaryjnej, wielokrotne próby zwrócenia uwagi  Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi na problem kryzysu w Inspekcji Weterynaryjnej doczekały się jedynie kurtuazyjnego przyznania racji bez jakiejkolwiek chęci podjęcia odpowiednich decyzji.

– Decydenci wolą żyć w przekonaniu, że problemy znikną lub rozwiążą się same, co jest zatrważające i wymaga podjęcia konkretnych, zdecydowanych działań. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy nie dojdzie do zaostrzenia protestu, a także masowych wypowiedzeń pracowników IW – mówi Meskel.

– Pragniemy uświadomić społeczeństwu, że Inspekcja Weterynaryjna jest instytucją odpowiedzialną za zdrowie ludzi i zwierząt, bezpieczeństwo wszystkich produktów pochodzenia zwierzęcego oraz wielomiliardowy rynek rolniczy i pochodzący stamtąd eksport polskiej żywności. Bez szybkich i odważnych decyzji decydentów grozi nam poważny kryzys. Pracownicy Inspekcji Weterynaryjnej odchodzą bowiem z pracy, a nowi nie chcą się zatrudniać z powodu niskich pensji – dodaje przewodnicząca OZZPIW.

Inspektorzy żadają podwyżek oraz zmian kadrowych (zatrudnienia większej liczby osób). Jak informuje Izba, absolwenci Wydziałów medycyny Weterynaryjnej po 5,5 letnich studiach mogą liczyć na pensje w wysokości 2,5 tys. brutto.

– Naszym zdaniem powinna być to średnia krajowa, a w przypadku  wykwalifikowanych pracowników z dłuższym stażem pracy oraz zdobytymi specjalizacjami 1,5 średniej krajowej – podsumowuje Meskel.

{Zdjęcie: progressivedairyman.com].

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Deska ratunku dla niewypłacalnych

Deska ratunku dla niewypłacalnych

Kontrowersyjna ustawa kredytowa premiera Morawieckiego pozwoli obywatelom uwolnić się od uciążliwych, niemożliwych do spłacenia kredytów, ale może także oznaczać utratę dachu nad głową.

Jak pisze portal forsal.pl, najdalej idące rozwiązanie, czyli „klucze za dług”, ma obowiązywać dopiero dla niespłacanych kredytów zaciągniętych od momentu wejścia w życie ustawy. Konsument ogłaszający upadłość, gdy odda mieszkanie, nie będzie musiał spłacać reszty kredytu hipotecznego.

– Człowiek, który znajduje się w takiej sytuacji jak konieczność pozbycia się lokum, musi sobie ułożyć życie na nowo. Wiszący na nim niczym pętla dług to utrudnia, a często uniemożliwia – mówi wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł. Takie rozwiązanie sprawi jednak, że banki być może podniosą koszty kredytów, by nie stracić.  – Wszystkich, którzy twierdzą, że kredyty podrożeją albo że banków nie stać na projektowane przez nas zmiany, odsyłam do zapoznania się z wynikami finansowymi sektora bankowego. Banki ponoszą pewne ryzyko biznesowe, a i nie jest niczym nadzwyczajnym, że one także muszą działać zgodnie z zasadą sprawiedliwości społecznej – dodaje jednak Warchoł.

Dla obecnych kredytobiorców ważniejszy będzie układ konsumencki. Ma on dotyczyć także już zawartych umów kredytowych. Założenie resortu sprawiedliwości jest takie, by w toku postępowania upadłościowego sąd mógł zdecydować o czasowym (do pięciu lat) obniżeniu wysokości rat. Sędziowie będą też uprawnieni do przewalutowania kredytu. Samodzielnie ocenią, czy przewalutowanie powinno się odbyć po kursie zaciągnięcia kredytu, czy obecnym kursie waluty. Generalną zasadą musi być to, by postępowanie upadłościowe nie prowadziło do pogrążenia upadłego.

[Zdjęcie: pixabay.com]

Nie ma komu pracować?

Nie ma komu pracować?

Z danych GUS wynika, że na koniec II kw. 2018 r. w Polsce było prawie 165 tys. wolnych miejsc pracy. To o 8 proc. więcej niż w I kwartale i aż 35 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

Jak informuje pulshr.pl, prawie 57 proc. polskich firm ma wakaty, na które brakuje Polaków, a jedna trzecia ma wolne miejsca pracy, którymi Polacy w ogóle nie są zainteresowani. To główne powody poszukiwania i zatrudniania Ukraińców, jakwynika z „Barometru Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2018”, badania Personnel Service.

Ale dlaczego pracownicy polscy i ukraińscy uciekają na Zachód i do Czech, a nawet na Węgry? Bo w polskiej gospodarce wciąż jeszcze pokutują niskie płace. Z najnowszych danych GUS wynika, że średnie wynagrodzenie brutto w Polsce w trzecim kwartale 2018 r. wyniosło 4580,20 zł. W Czechach jest to ok. 20 proc. więcej, a w Niemczech nawet trzy razy tyle, co w Polsce. Przy czym mowa o średnim wynagrodzeniu, a nie wynagrodzeniu najczęściej wypłacanym.

Zatem Polak emigruje. Z najnowszych danych Eurostatu za 2017 r. wynika, że obywatele Polski byli drugą pod względem wielkości grupą obywateli UE mieszkających w innych państwach członkowskich Unii, tuż za Rumunią. Z kolei według danych GUS w końcu 2016 r. na emigracji przebywało ponad 2,5 mln Polaków – o prawie 5 proc. więcej niż rok wcześniej.

Ukraińcy uciekają

Ukraińcy uciekają

Od początku 2019 r. rynek niemiecki otworzy się na pracowników z Ukrainy, którzy już teraz mniej chętnie przyjeżdżają do Polski. W I półroczu 2018 roku zarejestrowano o 13 proc. mniej oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy cudzoziemcowi niż w roku ubiegłym.

Według serwisu sadyogrody.pl, Polacy zamiast do Wielkiej Brytanii zaczynają emigrować zarobkowo do Skandynawii, za to Ukraińcy „przerzucili się” z Polski na Niemcy. Z naszego kraju może ich na Zachód wyjechać nawet pół miliona.

Dynamika emigracji zarobkowej ze Wschodu już znacząco spadła, choć przed 2018 r. charakteryzowała ją wyłącznie tendencja wznosząca. Według szacunków Departamentu Statystyki NBP w zeszłym roku średnio przebywało w Polsce około 900 tys. obywateli Ukrainy. Z najnowszych danych ZUS wynika natomiast, że liczba cudzoziemców płacących składki w Polsce wzrosła w Polsce na koniec trzeciego kwartału 2018 roku do 596,1 tysiąca (z czego 425,7 tys. to Ukraińcy).

Według szacunków Narodowej Rady Ludnościowej do 2050 r. Polska powinna przyjąć 5 milionów imigrantów zarobkowych, aby utrzymać dotychczasowe tempo rozwoju gospodarczego. Wobec braku pracowników w całej UE, również inne państwa członkowskie Wspólnoty są bardzo zainteresowane pozyskaniem licznej grupy „łatwo asymilujących się imigrantów podejmujących pracę zarobkową”.