Tramwajarze na wagę złota

Tramwajarze na wagę złota

25 listopada to Dzień Tramwajarza. Ale nie wszędzie to wesołe święto – w wielu przedsiębiorstwach brakuje pracowników.

Jak informuje Portal Samorządowy, w wielu przedsiębiorstwach tramwajowych potrzebni są od zaraz motorniczy, elektromonterzy i inni specjaliści. „Mamy problem z motorniczymi. Czasem są takie dni, gdy nie mamy już rezerwy” – przyznaje Andrzej Zowada z Tramwajów Śląskich. Jak tłumaczy, średni wiek motorniczych systematycznie rośnie, doświadczeni pracownicy odchodzą na emerytury, a nowych na ich miejsce nie ma wystarczająco wielu, by zrównoważyć ten odpływ.

– Jako spółka prowadzimy szkolenia, ale chętnych do wzięcia w nich udziału jest za mało. Bywały sytuacje, gdy na 10 miejsce mieliśmy trzech chętnych. Poza tym nie każdy chętny może zostać motorniczym – mówi Zowada. Koszt takiego szkolenia to 6-7 tysięcy złotych. Ponosi go zazwyczaj przedsiębiorstwo.

Podobnie sytuacja wygląda w Poznaniu. By ograniczyć skalę problemu, tamtejsze MPK prowadzi szkolenie dwuzawodowców, czyli osób, które mają uprawnienia do prowadzenia zarówno autobusu, jak i tramwaju. Jak mówi portalowi Iwona Gajdzińska z MPK Poznań, aktualnie takich dwuzawodowców jest 37.

– W zależności od potrzeb delegujemy na linie tramwajowe lub autobusowe – wyjaśnia.

Za darmo nie przeszkolą się natomiast kandydaci na motorniczych w Tramwajach Warszawskich. Jak można przeczytać na stronie internetowej spółki, za udział w trwającym 200 godzin kursie (obejmuje teorię oraz naukę i doskonalenie techniki jazdy tramwajem) trzeba zapłacić ok. 7 tys. złotych.

Rozpoczynający pracę motorniczowie mogą liczyć na stosunkowo niewysoką pensję jak na zakres obowiązków i odpowiedzialności oraz niedogodne godziny – zaczynają od 3500 zł netto. Problem będzie eskalował, ponieważ, po latach posuchy i inwestycji wyłącznie w ruch kołowy, wiele miast polskich chce zacząć budować nowe linie tramwajowe. Sieć chcą powiększyć Warszawa, Poznań, Toruń, miasta śląskie i zagłębiowskie oraz Olsztyn. Katowice planują budowę dwóch linii tramwajowych od zera, Sosnowiec jednej.

[Zdjęcie: Tomasz Chmielewski]

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Biedni żyją krócej

Biedni żyją krócej

Najbiedniejsi umierają nawet dziesięć lat wcześniej od bogatych, jak pokazują najnowsze badania.

O sprawie pisze magazyn „The Independent”. Według jego informacji badacze prawie dekadę różnicy pomiędzy średnią długością życia osób bogatych i osób ubogich przypisują rosnącym kosztom utrzymania oraz cięciom wydatków na opiekę społeczną.

Badania dotyczą społeczeństwa brytyjskiego i zostały przeprowadzone przez akademików z Imperial College London. Przeanalizowali oni średnią długość życia osób o różnym dochodzie w latach 2001-2016. Na początku badań różnica wynosiła sześć lat na niekorzyść ubogich kobiet i dziewięć dla mężczyzn. Pod koniec 2016 r. było to osiem lat dla kobiet i dziesięć lat dla mężczyzn. O tyle krócej od zamożnych żyły osoby pozbawione większości środków i możliwości.

Także śmiertelność dzieci była zauważalnie wyższa wśród grupy uboższej. Dzieci z biedniejszych rodzin mają dwa i pół raza wyższe „szanse” na to, że umrą, zanim osiągną dorosłość.

Na co umierają ubożsi? Na choroby, które mogliby wyleczyć, gdyby tylko mieli pieniądze – krążenia, układu oddechowego, serca oraz nowotwory. Ponieważ wynagrodzenia stanęły w miejscu, a zasiłki są obcinane, wiele rodzin nie może sobie pozwolić na zdrowe, świeże pożywienie, np. owoce i warzywa, lecz jada najtańszą, przetworzoną żywność.

Sklep to nie poczta

Sklep to nie poczta

Kolejna nowelizacja ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele i święta ma wprowadzić zakaz sprzedaży niedzielnej dla placówek, których funkcja pocztowa nie jest dominującą.

Jak pisze portal forsal.pl, chodzi oczywiście o popularny sklep osiedlowy sieci Żabka. By obejść obowiązujący od kwietnia zakaz handlu w niektóre niedziele miesiąca, Żabki podpisały umowy z różnymi operatorami pocztowymi, tym samym stając się w świetle prawa „placówkami pocztowymi”. Solidarność obawia się, że taki przykład zachęci inne sieci do podobnego postępowania, dlatego ustawa o zakazie handlu powinna przejść kolejną nowelizację.

– Wyroki traktujemy jak podważanie zasadności potraktowania przez ustawodawcę placówki pocztowej jako podmiotu prowadzącego przede wszystkim działalność usługową, a nie sprzedażową. Dlatego naszym zdaniem konieczne jest doprecyzowanie przepisów – tłumaczy Alfred Bujara, szef handlowej Solidarności.

Janusz Śniadek z Prawa i Sprawiedliwości, przedstawiciel wnioskodawców nowelizacji, dodaje, że postępowanie Żabki, czyli udawanie przez nią placówek pocztowych, to przejaw nieuczciwej konkurencji.
– Trzeba było to zahamować. Szczególnie że pokusa podobnego postępowania mogła pojawić się w innych sieciach – podkreśla poseł. Ma nadzieję, że nowelizacja skomplikuje obchodzenie przepisów. – Lista wyjątków zostanie ograniczona, dzięki czemu ustawa będzie spełniała swój pierwotny cel – mówi.

W nowelizacji nie uwzględniono innego postulatu handlowej Solidarności. Proponowała ona, by praca w handlu była zabroniona między godz. 22 w sobotę a 5 rano w poniedziałek. Związek tłumaczył, że byłaby to odpowiedź na stosowane przez niektóre sieci praktyki uporczywego i nieuzasadnionego powierzania pracownikom pracy do godz. 24 w dniu poprzedzającym niedzielę lub święto oraz tuż po godz. 24 w dniu przypadającym bezpośrednio po niedzieli lub święcie. – Nie istnieje żaden interes prawny lub związany z użytecznością społeczną, aby placówki handlowe były otwarte w takich godzinach – komentowała handlowa Solidarność w piśmie do Elżbiety Rafalskiej, minister rodziny, pracy i polityki społecznej.

Handlowa Solidarność nie kryje, że jest zawiedziona z powodu nieuwzględnienia jej argumentacji. Według związku oznacza to, że trzecia zmiana w sklepach pozostanie.

[Zdjęcie: Tomasz Chmielewski]

Islandia walczy z plastikiem

Islandia walczy z plastikiem

Od stycznia 2020 r., a więc właściwie już za rok, na Islandii będzie zakazane używanie większości plastikowych utensyliów jednorazowego użytku.

Jak pisze portal icelandmagazine.is, plan ten ma na celu radykalne zminimalizowanie użycia plastikowych produktów jednorazowych. Zakazowi będą podlegać plastikowe sztućce, naczynia, słomki – a od stycznia 2021 r. także niebiodegradowalne torby plastikowe.

Islandia planuje rządową kampanię informacyjną na temat zmian oraz m.in. oferowanie klientom, którzy przyniosą do sklepu własne opakowanie, możliwości zakupu hurtowego produktów bez plastikowych opakowań (np. grubej zgrzewki folii). Planuje także zachętę podatkową dla tych firm, które będą stosowały recykling na większą skalę.

[Zdjęcie: Mali Maeder, pexels.com]