Nadmierna praca niszczy psychikę

Nadmierna praca niszczy psychikę

Ponad 50 godzin pracy tygodniowo może negatywnie odbić się na naszym zdrowiu psychicznym – wskazują na to najnowsze badania francuskich naukowców.

Jak pisze serwis rmf24.pl, według naukowców z francuskiej Fundacji Pierre’a Denikera ryzyko pojawienia się zaburzeń psychicznych zwiększają również nieregularne godziny pracy, zbyt duży stres, mobbing oraz niezadowolenie z wykonywania błahych obowiązków służbowych.

Rezultaty badań wskazują również, że kobiety dwa razy gorzej znoszą problemy zawodowe, szczególnie związane z nadmiarem pracy oraz dręczeniem psychicznym przez zwierzchników i kolegów.

O badaniach informuje także serwis tellerreport.com. Pisze on, że jeden na pięciu Francuzów cierpi z powodu stresu, który może zmienić się w zaburzenia psychiczne. Brak równowagi pomiędzy pracą a życiem prywatnym to jeden z najważniejszych czynników w rodzeniu się chorób psychicznych. Kwestie zdrowia psychicznego w pracy to kwestie prawdziwie publiczne, jak pisze Fundacja Denikera.

Oprócz długości tygodnia pracy na ryzyko zaburzeń i stresu mają także wpływ nieprzydzielenie biura lub miejsca praca (czyli praca w różnych okolicznościach i punktach) oraz roczny dochód sytuujący się poniżej 15 tysięcy euro. Nie bez wpływu na psychikę pozostaje spędzanie na dojeździe do pracy ponad 1,5 godziny.

[Zdjęcie: pexels.com, CCO Licence]

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Już po autobusach

Już po autobusach

Zarząd Spółki Arriva Bus Transport Polska poinformował o zakończeniu autobusowej działalności przewozowej w sześciu miejscowościach. Autobusy będą omijać Węgorzewo, Kętrzyn, Bielsk Podlaski, Sędziszów, Prudnik i Kędzierzyn-Koźle.

Arriva tłumaczy tę antyspołeczną decyzję m.in. rosnącymi cenami paliwa i „presją płacową”, czyli faktem, że kierowcy chcą przyzwoicie zarabiać. Według przewoźnika oddziały Arrivy są „nierentowne” i „przynoszą duże straty”. Firma narzeka na brak dopłat ze środków publicznych.

Działalność przewozowa będzie prowadzona do zakończenia wszystkich zobowiązań umownych, a ostateczne jej zaprzestanie planowane jest na dzień 30 czerwca 2019 roku.

Sensem komunikacji publicznej jest świadczenie przewozów ludności bez względu na rentowność. Firmie prywatnej nie opłaca się jeżdżenie po trasach, które są mniej atrakcyjne z punktu widzenia rentowności – bez pomocy publicznej nie dadzą sobie rady. Z podjęciem ostatecznej decyzji Arriva czekała na procedowaną od kilkunastu miesięcy nowelizację ustawy o publicznym transporcie zbiorowym. Teraz, gdy po raz kolejny została ona odłożona w czasie, firma podjęła decyzję o likwidacji połączeń w sześciu miastach.

Jak pisze portal infobus.pl, podobną decyzję podjął niedawno Mobilis, choć jej skutki są jeszcze bardziej dramatyczne. Firma postanowiła zrezygnować z dłuższych tras i skoncentrować się jedynie na komunikacji miejskiej, m.in. w Warszawie i Krakowie.

[Zdjęcie: Remigiusz Okraska]

Uciekamy do Warszawy?

Uciekamy do Warszawy?

Najczęściej Polacy wyjeżdżają z województw śląskiego i lubelskiego. Mazowieckie ma za to ogromne saldo dodatnie migracji.

Migrację wewnętrzną bada Główny Urząd Statystyczny, a wyniki badań opisuje Portal Samorządowy. Z najnowszego rocznika statystycznego za rok 2017 wynika, że najwięcej osób wyjeżdża z woj. śląskiego i Lubelszczyzny. Śląskie wiedzie w tym smutnym wyścigu prym – w zeszłym roku wyjechało stamtąd… 45 tysięcy osób. Jednocześnie region ma najniższy przyrost populacji w kraju. Z województwa śląskiego za granicę przez cały 2017 r. wyjechało prawie 2,4 tys. osób, ponad dwukrotnie więcej niż z zajmującego drugie miejsce pod tym względem województwa dolnośląskiego.

Na Mazowsze przyjechały za to aż 64 tysiące osób. I mówimy tu tylko o tych osobach, które zameldowały się na pobyt stały lub czasowy, czyli o ich pobycie w województwie są poinformowane władze. Na jego teren przeniosło się także najwięcej osób zza granicy.

Najrzadziej opuszczanymi województwami są lubuskie, kujawsko-pomorskie i świętokrzyskie.

[Zdjęcie: Tomasz Chmielewski]

Mieszkanie z pomocą

Mieszkanie z pomocą

Od stycznia rząd będzie dopłacał do wynajmu mieszkań. Niestety mogą być to tylko lokale z rynku pierwotnego, zasiedlone po raz pierwszy.

Parlament przyjął „projekt ustawy o pomocy państwa w ponoszeniu wydatków mieszkaniowych w pierwszych latach najmu mieszkania”. Dopłaty w programie „Mieszkanie na start” zaczną się od stycznia 2019 r. Skorzystają z nich osoby, które zdecydują się wynająć nowe mieszkanie – na rynku pierwotnym. Nie ma mowy o dopłacie w przypadku mieszkań, które zostały kupione na własność.

Nowe mieszkania mają być budowane przez inwestorów. Ale jeśli ten będzie chciał wynajmować mieszkania dotowane przez państwo, będzie musiał wcześniej podpisać umowę z gminą, na terenie której realizuje inwestycję. To gmina będzie przeprowadzała selekcję i typowała, kto ma prawo wynajmować mieszkanie w nowym budynku. Najemca zainteresowany otrzymywaniem wsparcia powinien złożyć wniosek o dopłaty w urzędzie gminy, na terenie której znajduje się mieszkanie.

Wyborcza.biz pisze, że projekt precyzuje, iż mieszkania muszą być zasiedlone po raz pierwszy lub zlokalizowane w istniejącym budynku, który przeszedł remont lub przebudowę. Dostaniemy dopłatę, jeżeli średni miesięczny dochód naszego gospodarstwa jednoosobowego nie przekroczy 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej – biorąc dane za cały 2017 r., byłoby to ok. 2563 zł netto. Limit będzie zwiększany o 30 pkt proc. (ok. 1281 zł) za każdą kolejną osobę.

Co roku dochód rodziny będzie weryfikowany. Jeśli przekroczymy kryteria dochodowe, dopłata zostanie wstrzymana. Możliwe będzie jej wznowienie, gdy znów zmieścimy się w widełkach ustalonych przez rząd. Pomoc będzie można dostawać maksymalnie przez 15 lat.
Starającym się o pieniądze nie może przysługiwać spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu lub spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu i nie mogą być najemcami mieszkania komunalnego. Według wyliczeń firmy pośrednictwa finansowego Open Finance w ciągu 15 lat uczestnik programu „Mieszkanie na start” otrzyma od rządu przeciętnie 300 zł miesięcznie, co daje sumę 54 tys. zł przez 15 lat.

[Zdjęcie: rawpixels.com]