Liście zatkały system

Liście zatkały system

Polacy koszą zbyt dużo trawy i liści. Gminy przyznają, że nie radzą sobie z odbiorem i utylizacją tzw. odpadów zielonych.

Z każdym rokiem rośnie ilość zbieranych przez Polaków odpadów tego rodzaju. Jak pisze Portal Samorządowy, jest to kolejny problem w polskiej gospodarce odpadami, ale taki, który nie był brany pod uwagę w ogólnej kalkulacji kosztów. Skala zjawiska prowadzi do wzrostu kosztów i w konsekwencji do niewydolności systemu.

Kolejne gminy przyznają, że nie radzą sobie z odbiorem liści i skoszonej trawy, a prywatne firmy, które zajmują się ich wywozem na mocy wygranego przetargu, żądają od gmin podwyżek stawek, ponieważ ilość odpadów biodegradowalnych rośnie nawet o 20 proc. w stosunku do ustaleń ze specyfikacji przetargowej.

Gmina Piaseczno informuje, że „opóźnienia w odbiorze odpadów ulegających biodegradacji (zielonych), występujące od pewnego czasu na jej terenie, spowodowane są bardzo dużą ilością tych odpadów wytworzoną na wskazanym terenie, jak również ograniczoną możliwością ich zagospodarowania w regionalnych instalacjach przetwarzania odpadów RIPOK”. Chrzanów chce całkowitego zakazu odbioru odpadów zielonych od mieszkańców.

– Na wniosek gminy Chrzanów zamierzamy zmienić regulamin i wprowadzić całkowity zakaz odbioru odpadów zielonych. Wcześniej uzyskaliśmy w tej kwestii pozytywną opinię Sanepidu. Jeżeli zgromadzenie związku podejmie uchwałę, mieszkańcy gmin Chrzanów, Libiąż i Trzebinia będą musieli zagospodarować tego typu odpady na własną rękę – mówi Przemysław Deda, przewodniczący zarządu Związku Międzygminnego Gospodarka Komunalna w Chrzanowie dla portalu przełom.pl.

– To, że te odpady nie powinny w ogóle trafiać do RIPOK-ów, a na przydomowe kompostowniki, powinno być oczywistością – mówi Piotr Rymarowicz z Towarzystwa na Recz Ziemi. – Wyważamy otwarte drzwi, a pomijamy oczywistą sprawę – kompostowanie części odpadów zielonych i wykorzystanie reszty w biogazowniach, co jest praktykowane na całym świecie od lat – dodaje. Zwraca jednak uwagę, że jeśli już nie potrafimy tych odpadów zielonych wykorzystać tak, jak powinniśmy, to już lepsze ich odbieranie w nadmiarze niż praktykowane przez wiele lat spalanie liści czy trawy.

[Zdjęcie: Skitterphoto, pexels.com]

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nadmierna praca niszczy psychikę

Nadmierna praca niszczy psychikę

Ponad 50 godzin pracy tygodniowo może negatywnie odbić się na naszym zdrowiu psychicznym – wskazują na to najnowsze badania francuskich naukowców.

Jak pisze serwis rmf24.pl, według naukowców z francuskiej Fundacji Pierre’a Denikera ryzyko pojawienia się zaburzeń psychicznych zwiększają również nieregularne godziny pracy, zbyt duży stres, mobbing oraz niezadowolenie z wykonywania błahych obowiązków służbowych.

Rezultaty badań wskazują również, że kobiety dwa razy gorzej znoszą problemy zawodowe, szczególnie związane z nadmiarem pracy oraz dręczeniem psychicznym przez zwierzchników i kolegów.

O badaniach informuje także serwis tellerreport.com. Pisze on, że jeden na pięciu Francuzów cierpi z powodu stresu, który może zmienić się w zaburzenia psychiczne. Brak równowagi pomiędzy pracą a życiem prywatnym to jeden z najważniejszych czynników w rodzeniu się chorób psychicznych. Kwestie zdrowia psychicznego w pracy to kwestie prawdziwie publiczne, jak pisze Fundacja Denikera.

Oprócz długości tygodnia pracy na ryzyko zaburzeń i stresu mają także wpływ nieprzydzielenie biura lub miejsca praca (czyli praca w różnych okolicznościach i punktach) oraz roczny dochód sytuujący się poniżej 15 tysięcy euro. Nie bez wpływu na psychikę pozostaje spędzanie na dojeździe do pracy ponad 1,5 godziny.

[Zdjęcie: pexels.com, CCO Licence]

Już po autobusach

Już po autobusach

Zarząd Spółki Arriva Bus Transport Polska poinformował o zakończeniu autobusowej działalności przewozowej w sześciu miejscowościach. Autobusy będą omijać Węgorzewo, Kętrzyn, Bielsk Podlaski, Sędziszów, Prudnik i Kędzierzyn-Koźle.

Arriva tłumaczy tę antyspołeczną decyzję m.in. rosnącymi cenami paliwa i „presją płacową”, czyli faktem, że kierowcy chcą przyzwoicie zarabiać. Według przewoźnika oddziały Arrivy są „nierentowne” i „przynoszą duże straty”. Firma narzeka na brak dopłat ze środków publicznych.

Działalność przewozowa będzie prowadzona do zakończenia wszystkich zobowiązań umownych, a ostateczne jej zaprzestanie planowane jest na dzień 30 czerwca 2019 roku.

Sensem komunikacji publicznej jest świadczenie przewozów ludności bez względu na rentowność. Firmie prywatnej nie opłaca się jeżdżenie po trasach, które są mniej atrakcyjne z punktu widzenia rentowności – bez pomocy publicznej nie dadzą sobie rady. Z podjęciem ostatecznej decyzji Arriva czekała na procedowaną od kilkunastu miesięcy nowelizację ustawy o publicznym transporcie zbiorowym. Teraz, gdy po raz kolejny została ona odłożona w czasie, firma podjęła decyzję o likwidacji połączeń w sześciu miastach.

Jak pisze portal infobus.pl, podobną decyzję podjął niedawno Mobilis, choć jej skutki są jeszcze bardziej dramatyczne. Firma postanowiła zrezygnować z dłuższych tras i skoncentrować się jedynie na komunikacji miejskiej, m.in. w Warszawie i Krakowie.

[Zdjęcie: Remigiusz Okraska]

Uciekamy do Warszawy?

Uciekamy do Warszawy?

Najczęściej Polacy wyjeżdżają z województw śląskiego i lubelskiego. Mazowieckie ma za to ogromne saldo dodatnie migracji.

Migrację wewnętrzną bada Główny Urząd Statystyczny, a wyniki badań opisuje Portal Samorządowy. Z najnowszego rocznika statystycznego za rok 2017 wynika, że najwięcej osób wyjeżdża z woj. śląskiego i Lubelszczyzny. Śląskie wiedzie w tym smutnym wyścigu prym – w zeszłym roku wyjechało stamtąd… 45 tysięcy osób. Jednocześnie region ma najniższy przyrost populacji w kraju. Z województwa śląskiego za granicę przez cały 2017 r. wyjechało prawie 2,4 tys. osób, ponad dwukrotnie więcej niż z zajmującego drugie miejsce pod tym względem województwa dolnośląskiego.

Na Mazowsze przyjechały za to aż 64 tysiące osób. I mówimy tu tylko o tych osobach, które zameldowały się na pobyt stały lub czasowy, czyli o ich pobycie w województwie są poinformowane władze. Na jego teren przeniosło się także najwięcej osób zza granicy.

Najrzadziej opuszczanymi województwami są lubuskie, kujawsko-pomorskie i świętokrzyskie.

[Zdjęcie: Tomasz Chmielewski]